– Myślisz, że poltergeist wytrzymałby tak długo w ciszy? – bo jej się nie wydawało. Wystarczyło wziąć na przykład hałaśliwego Irytka, który lubił rzucać krzesłami, biurkami czy szafkami, a nie ograniczał się przecież tylko do mebli. Poltergeist, którego spotkali w Londynie też chichotał i migotał, żeby przypadkiem nikt go nie pominął. No a ten, który zagnieździł się w jej domu… cóż. Ten to dopiero potrafił dać do wiwatu – jak nie wrzaski, to afrykańskie bębny i walenie w perkusje, jakby miała za ścianą cały zespół rockowy. W tym domu było trochę za cicho jak na to, co zwykle wyczyniały poltergeisty – ale to dobrze, bo przynajmniej nie zwiastowało złej istoty… Zresztą te raczej nie żyły w opuszczonych budynkach… prawda? Choć tutaj Victoria mogła się mylić.
– To akurat nie miało nic wspólnego ze Spaloną Nocą – stwierdziła całkiem szczerze, ale po chwili dodała jeszcze jedno: – Chyba nie miało – bo nie wiedziała, czy to, co odwalało się w tamtym domu to wynik klątwy, powrotu poltergeista, czy właśnie Spalonej Nocy, natomiast nie wyglądało to jak typowe rzeczy, które ludzie zauważali w swoich domach po tamtej okropnej nocy.
– Ha… Jesteś jednocześnie bardzo blisko i bardzo daleko – i tak strzał Christophera był zadziwiająco celny, bo rzeczywiście chodziło o piwnicę. Piwnicę w szczególności, w ogólności o cały dom, a poltergeist był jednocześnie pierwszym stopniem, który rozzłościł Victorię, jak również możliwością, której nadal nie do końca zgłębiła, bo nie potrafiła powiedzieć z całą pewnością, co się w tamtej kamienicy odpierdala. – Miałam- –zaczęła, ale urwała, bo w tej właśnie chwili niemalże wpadła w objęcia… siebie samej. Niemalże, bo gdy szuflada roztrzaskała się u jej stóp, to zdążyła cofnąć się o krok, nim ona zmaterializowała się w kuchni i bełkocząc, z tym oszalałym spojrzeniem, ale też i jakimś takim szaleństwem wypisanym na twarzy. Victoria-szalona zrobiła krok w przód, a Victoria-prawdziwa odruchowo się cofnęła. Ręce Victorii-bogina uniosły się, wyciągając się w kierunku Victorii…
Nie była na to gotowa. Powinna być, oczywiście i to nie tak, że się bała, bo mało było rzeczy, które były w stanie ją faktycznie wystraszyć, ale widzieć siebie. Siebie w takim stanie – to był szok.
// czy się ogarnę się
Tak