27.05.2026, 15:29 ✶
W przypadku róż, Brenna może trochę na wyrost, zakładała ingerencję człowieka: ostatecznie nie zakopujesz w ziemi czarnomagicznego eliksiru, zawierającego krew i cuchnącego czarną magią, tylko ot tak, dla sportu, by sprawdzić, czy ktoś cię przyłapie. W wypadku madragory miała już większy problem. Czy ktoś kombinował przy czym za pomocą czarnej magii?
– W porządku. Mamy więc kogoś, kto wiedział czego szuka, gdzie tego szuka, skoro było tak wielkie, miał przygotowany sposób na transport, musiał wiedzieć, że rośliny są agresywne i mieć pomysł, w jaki sposób je uspokoić. Prawie na pewno więc informator u kogoś związanego z towarzystwem albo OMSH, bo nawet jeżeli mógł dowiedzieć się o samej madragorze z plotek, to z tego co mówisz, nie dokonałby tego ktoś bez przygotowania… ani wiedzy przyrodniczej. Chyba że, i tu pytanie, czy to w ogóle możliwe, zwyczajnie je… uśmiercił i zabrał to co zostało?
Wnioskując po tym, że z madragor robiło się eliksiry, to jakoś je cięto, i nawet jak wyglądały jak niemowlęta, były w istocie roślinami, nie ludźmi. Czy złodziej mógł więc na przykład je rozciąć albo zrobić coś, co uśmierci je w tubie, żeby potem zabrać resztki, takie nie drące się i nie wymachujące rączkami? Brenna nie miała ani zielonego, ani żadnego innego pojęcia, bo jej wiedza zielarska o zwykłych mandragorach ograniczała się do tego, że lepiej nie słuchać ich wrzasków. O takich czarnomagicznych to wiedziała jedno wielkie nic.
– Dobra… gdyby trzeba było podpytać Jonathana o pracowników i to całe sparaliżowanie, to mogę ogarnąć – stwierdziła z zamyśleniem. Selwyn nic o tym nie wspominał, ale i czemu by miał: nie wydawało się, że to ma cokolwiek wspólnego czy z Zakonem, czy ze śmierciożercami, czy (przed kradzieżą) jest zadaniem dla funkcjonariuszy. – Myślę, że jeśli możesz spróbować pogadać z ludźmi, którzy tam pracują, to całkiem niezły początek, a potem spróbuje się jakoś wcisnąć w harmonogram obejrzenie miejsca zbrodni. Czy w ogóle masz pomysł do czego mogliby wykorzystać te wielkie, kanibalistyczne mandragory? W sensie do jakichś eliksirów? Czy raczej jako broń biologiczna?
– W porządku. Mamy więc kogoś, kto wiedział czego szuka, gdzie tego szuka, skoro było tak wielkie, miał przygotowany sposób na transport, musiał wiedzieć, że rośliny są agresywne i mieć pomysł, w jaki sposób je uspokoić. Prawie na pewno więc informator u kogoś związanego z towarzystwem albo OMSH, bo nawet jeżeli mógł dowiedzieć się o samej madragorze z plotek, to z tego co mówisz, nie dokonałby tego ktoś bez przygotowania… ani wiedzy przyrodniczej. Chyba że, i tu pytanie, czy to w ogóle możliwe, zwyczajnie je… uśmiercił i zabrał to co zostało?
Wnioskując po tym, że z madragor robiło się eliksiry, to jakoś je cięto, i nawet jak wyglądały jak niemowlęta, były w istocie roślinami, nie ludźmi. Czy złodziej mógł więc na przykład je rozciąć albo zrobić coś, co uśmierci je w tubie, żeby potem zabrać resztki, takie nie drące się i nie wymachujące rączkami? Brenna nie miała ani zielonego, ani żadnego innego pojęcia, bo jej wiedza zielarska o zwykłych mandragorach ograniczała się do tego, że lepiej nie słuchać ich wrzasków. O takich czarnomagicznych to wiedziała jedno wielkie nic.
– Dobra… gdyby trzeba było podpytać Jonathana o pracowników i to całe sparaliżowanie, to mogę ogarnąć – stwierdziła z zamyśleniem. Selwyn nic o tym nie wspominał, ale i czemu by miał: nie wydawało się, że to ma cokolwiek wspólnego czy z Zakonem, czy ze śmierciożercami, czy (przed kradzieżą) jest zadaniem dla funkcjonariuszy. – Myślę, że jeśli możesz spróbować pogadać z ludźmi, którzy tam pracują, to całkiem niezły początek, a potem spróbuje się jakoś wcisnąć w harmonogram obejrzenie miejsca zbrodni. Czy w ogóle masz pomysł do czego mogliby wykorzystać te wielkie, kanibalistyczne mandragory? W sensie do jakichś eliksirów? Czy raczej jako broń biologiczna?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.