Odjebali się jak szczury na otwarcie kanału - tak przynajmniej komentowała to w myślach Senka, kiedy dreptali sobie w stronę Zaklętej Łyżeczki, a ona spoglądała na swoje odbicie w mijanych witrynach sklepowych. Nie zamierzała jednak narzekać, bo okazje by założyć coś ładnego, można było zliczyć na palcach jednej ręki. Wcisnęła się w więc w sukienkę, uczesała i miała bardzo dużą nadzieję, że nikt kto patrzył na Woodrowa nie stwierdzi, że był zdecydowanie dla niej za stary.
O samym otwarciu lokalu mieszczącego się na Pokątnej, oczywiście słyszała. Ba, chyba każdy kto czytać umiał i miał dwoje uszu, przynajmniej przelotnie zapoznał się z informacją, że Bertie Bott otwierał swój lokal pod koniec października. A jeszcze że postanowił robić dzień otwarty za darmo? O, to dopiero była gratka, której nie można było przepuścić. Nie, jeśli było się rasowym pracownikiem Rejwachu.
- Woody, tu jest jakby luksusowo - stwierdziła, kiedy stanęli przed wejściem do Zaklętej Łyżeczki. Co prawda, rzuciła to z pewnym rozbawieniem, ale nie dało się ukryć że miejsce błyszczało nowością. Czyściutkie, zadbane, do tego nigdzie nie łuszczyła się farba, albo nie kruszyła cegła, nie to co na Nokturnie. Obsługa też wydawała się niesamowicie wręcz miła i ciepło nastawiona do człowieka. Senka sama potrafiła być niezwykle łaskawa dla klientów, ale uśmiech kelnerki Łyżeczki, rozświetlał jej twarz w zatrważający wręcz sposób, kiedy prowadziła ich do wolnych miejsc. Zostawiła im karty i zapewniła, że zaraz wróci zebrać zamówienie.
- No, no. Elegancja Francja. Myślisz, ze też możemy sobie takie witrażyki zamontować?
Blood is rare and sweet as cherry wine