Znalezienie bogina, który zalągł się w jednej z szafek w opuszczonym domu nie było niczym nadzwyczajnym i gdyby tak się nad tym zastanowić, to było to coś, czego można się tutaj spodziewać, skoro już nadziali się na bahanki, którym zakłócili dzień. Mimo wszystko jednak stanięcie oko w oko z twoim największym strachem (nawet jeśli nie przerażało cię to w sposób paraliżujący) potrafiło wytrącić z równowagi nawet kogoś tak opanowanego jak Victoria, która potrzebowała chwili, by dojść do siebie. A nie było to proste: patrzeć w twarz, którą tak dobrze się znało, którą oglądało się codziennie w lustrze, a jednocześnie tak obcą, tak nieobecną, tak… zniszczoną… Lestrange nawet nie wiedziała, w którym momencie wstrzymała oddech. Odczuła to dopiero, gdy jej plecy dotknęły ściany. Nie miała dokąd uciec. I jak zwykle nie była tym typem kobiety, która czeka na ratunek cnego rycerza na białym koniu, tak w tej sytuacji, to że Christopher postanowił zareagować i wszedł pomiędzy wódkę a zakąskę (niemalże dosłownie), jakoś tę sytuację… uratowało.
A przynajmniej uratowało dla niej.
Bo to, że przestała się wpatrywać w swoją obłąkaną twarz pozwoliło jakoś jej się otrząsnąć, nawet jeśli ceną za to było to, że teraz bogin znalazł sobie nową ofiarę – Chrisa. A to, w co zmienił się, gdy stanął mu na drodze Rosier… Victoria nabrała w końcu tak potrzebnego jej oddechu, zmrużyła oczy, ale nie była pewna na co dokładnie patrzy. Czy Christopher bał się jakiegoś schorowanego mężczyzny? Może bezdomnego żula?
Nieistotne. A na pewno nie w tej chwili.
– Dzięki. To bogin – Victoria w końcu odbiła się od ściany i zbliżyła do Christophera z wyciągniętą różdżką od tyłu. Oczywiście, że wiedziała co to jest, natomiast… Nie była najlepsza jeśli chodzi o walkę z nimi. Jej zdolności z zakresu transmutacji nie były najlepsze, zatrzymała się na poziomie szkolnym i chociaż teoretycznie z boginem powinien poradzić sobie trzecioklasista, tak pewnie doświadczenie z transmutacją bardzo się tu przydawało, wszak za pomocą Ridikkulus zmieniało się formę bogina w inną…
Zaklęcie Christophera odepchnęło bogina, który zachwiał się lekko. Może nie było to spektakularne wrzucenie go do szafki, w której mogliby go znowu zamknąć, ale z pewnością kupowało trochę czasu, bo teraz Victoria stanęła obok blondyna.
– Próbuje nas właśnie przestraszyć, chociaż chyba niezbyt dobrze mu idzie… Jest teraz skupiony na tobie, więc… spróbuj sobie wyobrazić coś śmiesznego i spróbuj go w to coś zmienić – wierzyła, że Chrisowi nie brakuje wyobraźni. – Zaklęcie, które na niego działa to Riddikulus – i nawet machnęła ręką, chcąc mu pokazać, w jaki sposób się to rzuca. – Będę obok – cofnęła się za ramię Christophera, ale w razie czego mogła wejść do akcji, co miało dużą szansę na to, że bogin będzie próbował przestraszyć ich na raz, a to raczej nigdy nie wychodziło.