28.05.2026, 22:58 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.06.2026, 06:20 przez Zenon Kozioł.)
— No, pożycie. — powtórzył Zenek. Wszyscy sobie pożywali w tym ich Rejwachu, dzień mijał za dniem, a takie okazje, by się spotkać, pobiesiadować wspólnie zdarzały się rzadziej i rzadziej. Szkoda tylko, że nie powiedział tego na głos. — Asenka wygląda bardzo dobrze i nie będę nigdzie latał. — prychnął, co dla niego było dość zaskakujące, a ręce jeszcze mocniej wgniotły mu kieszenie. Uniósł wzrok z powrotem na salę. Nóżka sama przy tym podrygiwała. O, Astoria z galerii. Cześć, cześć. — Właśnie z nikim, bo czekam.
Odpowiedź na pytanie Woody'ego zdawała się zmaterializować przy wejściu. Problem polegał na tym, że Zenek nie wiedział, iż to było odpowiedzią. Okręcił się w stronę drzwi wejściowych, by raz jeszcze sprawdzić perymetr, wiadomo. I tym razem naprawdę rzuciła mu się w oczy Nora. Zenek pojaśniał. Widok Nory smakował niemal tak dobrze, jak biała czekolada z wiórkami podawana w kubeczku na wynos. A obok Nory jakaś… Zenek naprawdę nie wiedział. Ale machała do niego, więc przestał się nawet kiwać. — No właśnie. — rzucił jeszcze do Woody'ego, żeby chociażby przed sobą udawać kontrolę nad sytuacją, i podążył za źródłem machania.
Stanął przed nimi i pierwsze, co zrobił, to wyjął ręce z kieszeni, bo tak robił dobrze wychowany człowiek. Ale bez kieszeni nie miał gdzie ich ułożyć, więc wylądowały na niezwiązanym krawacie, jakby służył do pociągania w napiętych sytuacjach. W tle pobrzękiwały spokojne nuty muzyki restauracyjnej, tak mdłej, że organizm ledwo ją rejestrował. Zenek zarejestrował. Tym trudniej mu było się skupić. I, kurczę, z jakiegoś powodu dopiero teraz światło padło na te wszystkie witraże, którymi wyszklona była sala, a kolory ze szkła padły na Norę i tę drugą, co to się ubrała gorzej niż Asena. Dobrze, że Woody tego nie widział. Chyba.
W pierwszej kolejności spojrzał na Norę. Opcję znajomą, słodką i bardzo stabilną. Nora w świecie Zenka reprezentowała wszystko to, co najlepsze: niosła radość i dawała cukier. No po prostu człowiek nie miał szansy się zaciukać, kiedy na świecie istnieli tacy ludzie jak Nora. Uśmiechniętą buzię Nory Figg oglądał dotąd jedynie na szyldach reklamowych, więc nie wypróbował jeszcze tych zbawiennych skutków w praktyce, ale w głowie miał już przedsmak z kawiarni. A tam: ptysie, rurki z kremem, włoskie rurki, czekolada, cappuccino i czekolada do picia.
— Cześć, Nora. — spoglądał w dół, ale iskierek ze sprzężenia cukrowego w oczach nie był w stanie ukryć. Za oczami prędko poszła buzia i na twarzy Zenka wykwitł uśmieszek. Z damami chyba nie witało się uściśnięciem dłoni, tylko całusem w policzek. Tak było po europejsku. No, a Zenek absolutnie nie miał psychy. Pociągał zatem nadal za krawat z obu stron. Materiał przesuwał się po kołnierzyku. — Jestem Zenek.
Potem spojrzał na cięższy orzech do zgryzienia.
— Dzień dobry… o pani. — poleciał wzrokiem w górę. W pierwszej chwili myślał, że to Nora zaprosiła koleżankę i stolik dla trzech osób nagle poszerzy się do czterech. Chwila ta jednak już dawno minęła. W tamtym momencie Zenek stał przed nieznajomą, przed jej rajstopami i spódniczką, i lokami miękkimi jak chmurki z kawiarni Nory. W poszukiwaniu czegokolwiek, co by mu rozjaśniło konsternację momentalnie rysującą się na jego twarzy, wejrzał w zwierciadła duszy. To jest w oczy. Wtedy zagrało mu coś znajomego i już nie był w stanie udawać, że jeszcze się zastanawia. Pochylił się nad dziewczyną.
— Czy on jest w środku? — wyszeptał jej do ucha. Nie wyczuwał nic poza ciepłem ciała.
Odpowiedź na pytanie Woody'ego zdawała się zmaterializować przy wejściu. Problem polegał na tym, że Zenek nie wiedział, iż to było odpowiedzią. Okręcił się w stronę drzwi wejściowych, by raz jeszcze sprawdzić perymetr, wiadomo. I tym razem naprawdę rzuciła mu się w oczy Nora. Zenek pojaśniał. Widok Nory smakował niemal tak dobrze, jak biała czekolada z wiórkami podawana w kubeczku na wynos. A obok Nory jakaś… Zenek naprawdę nie wiedział. Ale machała do niego, więc przestał się nawet kiwać. — No właśnie. — rzucił jeszcze do Woody'ego, żeby chociażby przed sobą udawać kontrolę nad sytuacją, i podążył za źródłem machania.
Stanął przed nimi i pierwsze, co zrobił, to wyjął ręce z kieszeni, bo tak robił dobrze wychowany człowiek. Ale bez kieszeni nie miał gdzie ich ułożyć, więc wylądowały na niezwiązanym krawacie, jakby służył do pociągania w napiętych sytuacjach. W tle pobrzękiwały spokojne nuty muzyki restauracyjnej, tak mdłej, że organizm ledwo ją rejestrował. Zenek zarejestrował. Tym trudniej mu było się skupić. I, kurczę, z jakiegoś powodu dopiero teraz światło padło na te wszystkie witraże, którymi wyszklona była sala, a kolory ze szkła padły na Norę i tę drugą, co to się ubrała gorzej niż Asena. Dobrze, że Woody tego nie widział. Chyba.
W pierwszej kolejności spojrzał na Norę. Opcję znajomą, słodką i bardzo stabilną. Nora w świecie Zenka reprezentowała wszystko to, co najlepsze: niosła radość i dawała cukier. No po prostu człowiek nie miał szansy się zaciukać, kiedy na świecie istnieli tacy ludzie jak Nora. Uśmiechniętą buzię Nory Figg oglądał dotąd jedynie na szyldach reklamowych, więc nie wypróbował jeszcze tych zbawiennych skutków w praktyce, ale w głowie miał już przedsmak z kawiarni. A tam: ptysie, rurki z kremem, włoskie rurki, czekolada, cappuccino i czekolada do picia.
— Cześć, Nora. — spoglądał w dół, ale iskierek ze sprzężenia cukrowego w oczach nie był w stanie ukryć. Za oczami prędko poszła buzia i na twarzy Zenka wykwitł uśmieszek. Z damami chyba nie witało się uściśnięciem dłoni, tylko całusem w policzek. Tak było po europejsku. No, a Zenek absolutnie nie miał psychy. Pociągał zatem nadal za krawat z obu stron. Materiał przesuwał się po kołnierzyku. — Jestem Zenek.
Potem spojrzał na cięższy orzech do zgryzienia.
— Dzień dobry… o pani. — poleciał wzrokiem w górę. W pierwszej chwili myślał, że to Nora zaprosiła koleżankę i stolik dla trzech osób nagle poszerzy się do czterech. Chwila ta jednak już dawno minęła. W tamtym momencie Zenek stał przed nieznajomą, przed jej rajstopami i spódniczką, i lokami miękkimi jak chmurki z kawiarni Nory. W poszukiwaniu czegokolwiek, co by mu rozjaśniło konsternację momentalnie rysującą się na jego twarzy, wejrzał w zwierciadła duszy. To jest w oczy. Wtedy zagrało mu coś znajomego i już nie był w stanie udawać, że jeszcze się zastanawia. Pochylił się nad dziewczyną.
— Czy on jest w środku? — wyszeptał jej do ucha. Nie wyczuwał nic poza ciepłem ciała.
I miss the kiss of treachery, the shameless kiss of vanity.