29.05.2026, 23:23 ✶
– Ach, nie to miałam na myśli… – speszyła się odrobinę. Nie chciała umniejszyć Lukasowi, ale szczęście jej towarzysz zdawał się być bardziej rozbawiony tą wypowiedzią niż wzburzony. Lana po prostu nigdy nie interesowała się sportem, przez co jej wiedza na temat quidditcha ograniczyła się do kojarzenia nazw paru najbardziej nagradzanych drużyn. Teraz jednak postanowiła zapamiętać nazwę zespołu Notta, po części z wdzięczności i po części by się nie zbłaźnić przed innymi gośćmi, którzy byli związani ze sportem.
Przerysowana powaga czarodzieja wywołała u niej lekkie parsknięcie śmiechem.
– Dla mnie brzmi jak wystarczająca ilość szacunku. Choć jakiś purysta mógłby przyczepić się co do szczegółów twojego akcentu. – Dolohovówna sama miała takie doświadczenia, kiedy podczas podróży próbowała wymówić jakąś lokalną nazwę w towarzystwie miejscowych. Najwyraźniej pomimo starań oraz władania biegle innym językiem ciężko było się pozbyć angielskiej maniery, chociaż jej zdaniem Lukasowi szło to całkiem nieźle.
Wsłuchała się w nastrojową wizję miasta opisaną przez mężczyznę. W jego ustach Heidelberg brzmiał jak miejsce żywcem wzięte z XIX-wiecznych poematów. Kto by się spodziewał, że Lukas Nott ma w sobie taką wrażliwość na piękno, przeszło jej przez głowę i zaraz zbeształa się za to w myślach. Tak naprawdę nie znała przecież kolegi ze szkoły aż tak dobrze, więc równie dobrze mógł on skrywać w sobie artystyczną duszę.
– Dobrze słyszeć, że miasto ci się podoba. Jadąc tutaj planowałam skupić się głównie na zwiedzaniu miasta, ale chętnie przejdę się na spacer po tych urokliwych uliczkach. – uśmiech czarodzieja odwzajemnił się i jej, kiedy odpowiadała.
Pozwoliła ponieść się walcowi, co było o tyle łatwiejsze, że Lukas dostosował kroki do jej nieco wolniejszego tempa. Skoro szło mu tak dobrze, to może podczas kolejnych tańców powinna specjalnie szukać partnerów pośród graczy quidditcha? Jedyną reakcją Dolohovówny na wyjaśnienia Notta było skinienie głową. Nie chciała już poruszać tematu pijanego Niemca, lecz zrobiło jej się lżej wiedząc, że nie zaszła za skórę nikomu ważnemu.
– Hah, w takim razie bardzo się cieszę, że trafiliśmy na siebie. – jako nieśmiała nastolatka, zawsze trochę bała się głośnych chłopaków z Domu Węża, zwłaszcza tych grających w drużynie. Wolała spędzać czas pośród innych spokojnych dziewczyn jak Lorraine czy Astoria, natomiast osoby takie jak Lukas wydawały się być jej kompletnym przeciwieństwem. Teraz jednak była w stanie przeprowadzić z Nottem normalną rozmowę, podczas której żadne z nich się nie nudziło. Być może pobyt za granicą sprawił, że młody czarodziej nabrał trochę ogłady (a może zawsze taki był, tylko ona nie zdawała sobie z tego sprawy). Podróże z pewnością miały wpływ na Lanę, która dzięki nim stała się mniej nieśmiała oraz bardziej otwarta na nowe doświadczenia.
– Dla balu. Ale już od paru miesięcy jeżdżę po Niemczech w ramach rozwijania wiedzy historycznej, czy jak to woli określać moja mama grand tour. – temat podróży ewidentnie ożywił Dolohovównę, bo zaczęła mówić z większym zaangażowaniem. – Dosłownie przed chwilą wróciłam z Frankfurtu. Wiedziałeś, że tamtejsze muzeum historyczne posiada ukryty oddział dla czarodziejów? Miałam szansę rozmawiać z kuratorem odpowiedzialnym za sekcję średniowieczną i pokazał mi on parę unikatowych zabytków, włącznie z oryginalnym grymuar… Ach, przepraszam, nie chciałam się narzucać. – Lana potrafiła opowiadać o swoich zainteresowaniach godzinami, ale zdawała sobie sprawę, że te tematy potrafiły być nużące dla większości ludzi.
Przerysowana powaga czarodzieja wywołała u niej lekkie parsknięcie śmiechem.
– Dla mnie brzmi jak wystarczająca ilość szacunku. Choć jakiś purysta mógłby przyczepić się co do szczegółów twojego akcentu. – Dolohovówna sama miała takie doświadczenia, kiedy podczas podróży próbowała wymówić jakąś lokalną nazwę w towarzystwie miejscowych. Najwyraźniej pomimo starań oraz władania biegle innym językiem ciężko było się pozbyć angielskiej maniery, chociaż jej zdaniem Lukasowi szło to całkiem nieźle.
Wsłuchała się w nastrojową wizję miasta opisaną przez mężczyznę. W jego ustach Heidelberg brzmiał jak miejsce żywcem wzięte z XIX-wiecznych poematów. Kto by się spodziewał, że Lukas Nott ma w sobie taką wrażliwość na piękno, przeszło jej przez głowę i zaraz zbeształa się za to w myślach. Tak naprawdę nie znała przecież kolegi ze szkoły aż tak dobrze, więc równie dobrze mógł on skrywać w sobie artystyczną duszę.
– Dobrze słyszeć, że miasto ci się podoba. Jadąc tutaj planowałam skupić się głównie na zwiedzaniu miasta, ale chętnie przejdę się na spacer po tych urokliwych uliczkach. – uśmiech czarodzieja odwzajemnił się i jej, kiedy odpowiadała.
Pozwoliła ponieść się walcowi, co było o tyle łatwiejsze, że Lukas dostosował kroki do jej nieco wolniejszego tempa. Skoro szło mu tak dobrze, to może podczas kolejnych tańców powinna specjalnie szukać partnerów pośród graczy quidditcha? Jedyną reakcją Dolohovówny na wyjaśnienia Notta było skinienie głową. Nie chciała już poruszać tematu pijanego Niemca, lecz zrobiło jej się lżej wiedząc, że nie zaszła za skórę nikomu ważnemu.
– Hah, w takim razie bardzo się cieszę, że trafiliśmy na siebie. – jako nieśmiała nastolatka, zawsze trochę bała się głośnych chłopaków z Domu Węża, zwłaszcza tych grających w drużynie. Wolała spędzać czas pośród innych spokojnych dziewczyn jak Lorraine czy Astoria, natomiast osoby takie jak Lukas wydawały się być jej kompletnym przeciwieństwem. Teraz jednak była w stanie przeprowadzić z Nottem normalną rozmowę, podczas której żadne z nich się nie nudziło. Być może pobyt za granicą sprawił, że młody czarodziej nabrał trochę ogłady (a może zawsze taki był, tylko ona nie zdawała sobie z tego sprawy). Podróże z pewnością miały wpływ na Lanę, która dzięki nim stała się mniej nieśmiała oraz bardziej otwarta na nowe doświadczenia.
– Dla balu. Ale już od paru miesięcy jeżdżę po Niemczech w ramach rozwijania wiedzy historycznej, czy jak to woli określać moja mama grand tour. – temat podróży ewidentnie ożywił Dolohovównę, bo zaczęła mówić z większym zaangażowaniem. – Dosłownie przed chwilą wróciłam z Frankfurtu. Wiedziałeś, że tamtejsze muzeum historyczne posiada ukryty oddział dla czarodziejów? Miałam szansę rozmawiać z kuratorem odpowiedzialnym za sekcję średniowieczną i pokazał mi on parę unikatowych zabytków, włącznie z oryginalnym grymuar… Ach, przepraszam, nie chciałam się narzucać. – Lana potrafiła opowiadać o swoich zainteresowaniach godzinami, ale zdawała sobie sprawę, że te tematy potrafiły być nużące dla większości ludzi.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.