16.03.2023, 03:13 ✶
Przez ostatnią tragedię czuł się bardzo odłączony od świata. Jedyne na czym mu zależało to ochrona bliskich, których wciąż miał przy sobie, a w te grupę wliczali się Heather, Cameron i Sarah. Rodzina Longbottomów również stała się mu bliska w ostatnim miesiącu, był im bardzo wdzięczny, ale jego serce biło najwytrwalej dla trójki przyjaciół, dla których zrobiłby praktycznie wszystko.
Miał mieszane uczucia co do słów Brenny, ale wierzył silnie, jak i zdazył zauważyć, że dokładała największych starań, aby przygotować wszystko 'na wszelki wypadek', w tej sytuacji nie było inaczej.
Rzucił Heather krótkie spojrzenie, stojąc w pewnym odstępie od przyjaciółki, bliżej Danielle, która podała mu świecę. Zamierzał walczyć, jeżeli nadarzy się okazja. Umówił się na dzisiejsze Beltane z Cameronem, którego, w razie jakiejkolwiek sytuacji, miał zamiar bezpiecznie odstawić poza teren zamieszania, a ruda... cóż, wierzył, że jej zapału do jakiejkolwiek akcji nie da się poskromić. Nie, żeby Lupin był mniej zadziorny, ale jego specjalizacją była jednak magia lecznicza, która przydawała się poza polem wymiany jakichkolwiek zaklęć defensywnych i ofensywnych.
Zawiesił dłużej spojrzenie na Mavelle i Alastorze - obydwu ich kojarzył z Ministerstwa, ta pierwszą też z domu Longbottomów. Uniósł delikatnie brwi, gdy ich bliskość i wymiana paru słów zmieniła się w sytuacje, w której definitywnie chciałoby się im powiedzieć 'przenieście to do pokoju na pietrze, co?'. Charles nie był jednak odpowiednią osobą, aby wypominać takie rzeczy, bo sam nie próżnował w rozlewności swoich gestów i emocji w tego typu kwestiach. Automatycznie odszukał spojrzeniem tego Heather, aby uśmiechnąć się pod nosem, w ten młodzieńczy sposób chłopca, któremu wciąż bliżej do nastolatka, niż do mężczyzny.
- To chyba moja kolej, zobaczymy czy mi się spodoba - odrzekł, jakby miał właśnie próbować z partnerem bądź partnerką nowej pozycji, a nie wykonywał ważny rytuał. Na zewnątrz brakowało mu powagi, ale były to tylko pozory, którymi zakrywał narastające w nim smutek oraz napięcie, potęgowane zmartwieniem.
Włosy związał szybko w niedbały kok, aby te nie zmieszały się z gorącym woskiem. Skropił czoło trzy razy, przy pierwszym z nich przymknął oczy, ale kolejne wykonał już kierując tęczówki na opadającą ze świeczki krople. Zaciągnął się kadzidłem, co sprawiło że poczuł dziwnie przyjemne dreszcze. Nie był pewien czy zabawa woskiem będzie jego ulubioną w przyszłości, ale na pewno jej nie wykluczał.
Wypuścił powietrze z ust, orientując się, że cały ten czas wstrzymywał oddech.
- Spodziewałem się, że będzie gorzej, jakbyście robili drugą turę to się zgłaszam - czuł, ze atmosfera była napięta, automatycznie więc przybrał rolę klauna, chcąc, aby ludzie swoim zirytowaniem lub rozbawieniem czy kompletnym zażenowaniem skupili się na nim, a nie na zajmujących ich zmartwieniach.
- Ktoś jeszcze jest chętny? - dopytał, rozglądając się po zgromadzonych i trzymając świeczkę w dłoni.
Miał mieszane uczucia co do słów Brenny, ale wierzył silnie, jak i zdazył zauważyć, że dokładała największych starań, aby przygotować wszystko 'na wszelki wypadek', w tej sytuacji nie było inaczej.
Rzucił Heather krótkie spojrzenie, stojąc w pewnym odstępie od przyjaciółki, bliżej Danielle, która podała mu świecę. Zamierzał walczyć, jeżeli nadarzy się okazja. Umówił się na dzisiejsze Beltane z Cameronem, którego, w razie jakiejkolwiek sytuacji, miał zamiar bezpiecznie odstawić poza teren zamieszania, a ruda... cóż, wierzył, że jej zapału do jakiejkolwiek akcji nie da się poskromić. Nie, żeby Lupin był mniej zadziorny, ale jego specjalizacją była jednak magia lecznicza, która przydawała się poza polem wymiany jakichkolwiek zaklęć defensywnych i ofensywnych.
Zawiesił dłużej spojrzenie na Mavelle i Alastorze - obydwu ich kojarzył z Ministerstwa, ta pierwszą też z domu Longbottomów. Uniósł delikatnie brwi, gdy ich bliskość i wymiana paru słów zmieniła się w sytuacje, w której definitywnie chciałoby się im powiedzieć 'przenieście to do pokoju na pietrze, co?'. Charles nie był jednak odpowiednią osobą, aby wypominać takie rzeczy, bo sam nie próżnował w rozlewności swoich gestów i emocji w tego typu kwestiach. Automatycznie odszukał spojrzeniem tego Heather, aby uśmiechnąć się pod nosem, w ten młodzieńczy sposób chłopca, któremu wciąż bliżej do nastolatka, niż do mężczyzny.
- To chyba moja kolej, zobaczymy czy mi się spodoba - odrzekł, jakby miał właśnie próbować z partnerem bądź partnerką nowej pozycji, a nie wykonywał ważny rytuał. Na zewnątrz brakowało mu powagi, ale były to tylko pozory, którymi zakrywał narastające w nim smutek oraz napięcie, potęgowane zmartwieniem.
Włosy związał szybko w niedbały kok, aby te nie zmieszały się z gorącym woskiem. Skropił czoło trzy razy, przy pierwszym z nich przymknął oczy, ale kolejne wykonał już kierując tęczówki na opadającą ze świeczki krople. Zaciągnął się kadzidłem, co sprawiło że poczuł dziwnie przyjemne dreszcze. Nie był pewien czy zabawa woskiem będzie jego ulubioną w przyszłości, ale na pewno jej nie wykluczał.
Wypuścił powietrze z ust, orientując się, że cały ten czas wstrzymywał oddech.
- Spodziewałem się, że będzie gorzej, jakbyście robili drugą turę to się zgłaszam - czuł, ze atmosfera była napięta, automatycznie więc przybrał rolę klauna, chcąc, aby ludzie swoim zirytowaniem lub rozbawieniem czy kompletnym zażenowaniem skupili się na nim, a nie na zajmujących ich zmartwieniach.
- Ktoś jeszcze jest chętny? - dopytał, rozglądając się po zgromadzonych i trzymając świeczkę w dłoni.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you