31.05.2026, 12:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 31.05.2026, 13:08 przez Lorraine Malfoy.)
Lorraine przechyliła lekko głowę, zaintrygowana wyznaniem kuzyna. Spojrzenie jej było uważnym, pełnym przejęcia, jak gdyby rozważała słowa, które wyszły spomiędzy jego ust.
– Mówisz prawdziwie, nie chowając się za wymówkami – odezwała się w końcu. – Więc i ode mnie otrzymasz prawdę. A prawda jest taka, że nie mógłbyś uratować innych, jeżeli nie uratowałbyś wprzódy samego siebie.
Wiedziała, która trumna przyciągnęła wzrok Renigalda. W jej stronę skierowała swoje kroki, klucząc pośród wyeksponowanymi utensyliami funeralnymi. Najpierw zatrzymała się jednak przy kamiennym sarkofagu z wiekiem pokrytym mosiądzem. Nie sposób było go ominąć, nie zwróciwszy na niego uwagi. Nie tylko ze względu na rozmiary, ale i zdobiące go płaskorzeźby, przedstawiające sceny z pola walki. Wspomienie dawno zapomnianej średniowiecznej bitwy, utrwalone w kamieniu, lecz wymazane z pamięci potomnych. Lorraine wyciągnęła dłoń, aby dotknąć wykrzywionej boleścią twarzy jednego z poległych wojów.
– Wojna… – powtórzyła ze smutkiem. – Tak wielu wokół mnie mówi o wojnie. A jednak jesteś pierwszym, który nienawidzi tej wojny tak samo, jak nienawidzę jej ja. Wszyscy upatrują w niej dla siebie jakiejś korzyści. "Opowiedz się po właściwej stronie", mówią, a ja słyszę tylko płacz żon i zawodzenie matek. Słyszę lament sióstr. Słyszę jęki braci na ulicach, cierpienie mężów i ojców, którzy nie byli w stanie ocalić swych rodzin. Słyszę łkanie synów i córek. Tamtej nocy ucierpieli wszyscy. A oni wciąż jeszcze wierzą, że istnieje właściwa strona.
Przez chwilę milczała, myślami podążywszy ku przodkom, których pamięć przywołał Renigald.
– A jednak – szepnęła, zwróciwszy spojrzenie oczu o ciężkich powiekach na powrót na twarz Renigalda – od opowieści o wojnie wywodzi swój początek także i nasz ród. – Ród Malfoyów. Ręka Lorraine zatrzymała się na monumentalnym wieku mosiężnej trumny. Z przedziwną czułością powiodła palcami wzdłuż pokrywających ją zdobień.
Zdawały się ożywać pod jej dotykiem.
Nikłe, niedosłyszalne niemal echo wrzasku żołnierskich gardeł. Odgłosy marszu, szczęk broni trzaskającej o okute tarcze. Głuche dudnienie bębnów w oddali. Zew rogu wzywający do przelewu wrogiej krwi.
Sarkofag nie był przeklętym, inaczej Lorraine nie pozostawiłaby go na widoku. Spowijała go jednak misterna iluzja, gasnąca, jeżeli tylko wycofało się na stosowną odległość. Gdyby jednak Renigald zdecydował się dotknąć wieka, mógłby doświadczyć opowieści wyrytej na wieku. W mosiądzu utrwalone zostały sceny bitew. Batalistyczne pejzaże, z daleka wydające się wręcz prymitywnymi, ożywały przy bliższych oględzinach. Lorraine, wspomagana przez Alhazreda, który celował w pieczętowaniu, musiała odnowić iluzję nałożoną na sarkofag przez jego oryginalnych twórców. Makabryczne piękno nie było równie nachalnym, co magia wil. Nie zaburzało w żaden sposób osądu tego, kto zdecydował się podziwiać kunszt wykonania sarkofagu. A jednak wykute w mosiądzu płaskorzeźby nie pozwalały przejść obok siebie obojętnie. Lorraine zawsze dotykała wieka, aby oddać hołd ich ofierze. A może po to, aby oddać hołd samemu aktowi pamięci.
– Chciałbyś, żebym opowiedziała?
– Mówisz prawdziwie, nie chowając się za wymówkami – odezwała się w końcu. – Więc i ode mnie otrzymasz prawdę. A prawda jest taka, że nie mógłbyś uratować innych, jeżeli nie uratowałbyś wprzódy samego siebie.
Wiedziała, która trumna przyciągnęła wzrok Renigalda. W jej stronę skierowała swoje kroki, klucząc pośród wyeksponowanymi utensyliami funeralnymi. Najpierw zatrzymała się jednak przy kamiennym sarkofagu z wiekiem pokrytym mosiądzem. Nie sposób było go ominąć, nie zwróciwszy na niego uwagi. Nie tylko ze względu na rozmiary, ale i zdobiące go płaskorzeźby, przedstawiające sceny z pola walki. Wspomienie dawno zapomnianej średniowiecznej bitwy, utrwalone w kamieniu, lecz wymazane z pamięci potomnych. Lorraine wyciągnęła dłoń, aby dotknąć wykrzywionej boleścią twarzy jednego z poległych wojów.
– Wojna… – powtórzyła ze smutkiem. – Tak wielu wokół mnie mówi o wojnie. A jednak jesteś pierwszym, który nienawidzi tej wojny tak samo, jak nienawidzę jej ja. Wszyscy upatrują w niej dla siebie jakiejś korzyści. "Opowiedz się po właściwej stronie", mówią, a ja słyszę tylko płacz żon i zawodzenie matek. Słyszę lament sióstr. Słyszę jęki braci na ulicach, cierpienie mężów i ojców, którzy nie byli w stanie ocalić swych rodzin. Słyszę łkanie synów i córek. Tamtej nocy ucierpieli wszyscy. A oni wciąż jeszcze wierzą, że istnieje właściwa strona.
Przez chwilę milczała, myślami podążywszy ku przodkom, których pamięć przywołał Renigald.
– A jednak – szepnęła, zwróciwszy spojrzenie oczu o ciężkich powiekach na powrót na twarz Renigalda – od opowieści o wojnie wywodzi swój początek także i nasz ród. – Ród Malfoyów. Ręka Lorraine zatrzymała się na monumentalnym wieku mosiężnej trumny. Z przedziwną czułością powiodła palcami wzdłuż pokrywających ją zdobień.
Zdawały się ożywać pod jej dotykiem.
Nikłe, niedosłyszalne niemal echo wrzasku żołnierskich gardeł. Odgłosy marszu, szczęk broni trzaskającej o okute tarcze. Głuche dudnienie bębnów w oddali. Zew rogu wzywający do przelewu wrogiej krwi.
Sarkofag nie był przeklętym, inaczej Lorraine nie pozostawiłaby go na widoku. Spowijała go jednak misterna iluzja, gasnąca, jeżeli tylko wycofało się na stosowną odległość. Gdyby jednak Renigald zdecydował się dotknąć wieka, mógłby doświadczyć opowieści wyrytej na wieku. W mosiądzu utrwalone zostały sceny bitew. Batalistyczne pejzaże, z daleka wydające się wręcz prymitywnymi, ożywały przy bliższych oględzinach. Lorraine, wspomagana przez Alhazreda, który celował w pieczętowaniu, musiała odnowić iluzję nałożoną na sarkofag przez jego oryginalnych twórców. Makabryczne piękno nie było równie nachalnym, co magia wil. Nie zaburzało w żaden sposób osądu tego, kto zdecydował się podziwiać kunszt wykonania sarkofagu. A jednak wykute w mosiądzu płaskorzeźby nie pozwalały przejść obok siebie obojętnie. Lorraine zawsze dotykała wieka, aby oddać hołd ich ofierze. A może po to, aby oddać hołd samemu aktowi pamięci.
– Chciałbyś, żebym opowiedziała?