01.06.2026, 14:13 ✶
Gdyby usłyszał myśli Dægberhta, pewnie śmiertelnie by się obraził. W swojej głowie nie był przecież pijakiem, tylko rozsądnym czarodziejem, który korzystał z niezwykle skutecznych i łatwo dostępnych środków łagodzących nieprzyjazną rzeczywistość. Różnica była istotna, a jeśli ktoś jej nie dostrzegał, to musiał być pozbawiony wrażliwości. Nie miał jednak dostępu do jego głowy (na szczęście, i tak był stacją radiową dla trupów; większego hałasu mógłby nie znieść), dlatego musiał ograniczyć się do obserwacji ciała. Mężczyzna sprawiał wrażenie bardzo zaniepokojonego, choć zdaniem Eugene’a sytuacja wyglądała na zupełnie zwyczajną, pomijając może fakt, że obaj znajdują się daleko od jakichkolwiek zabudowań o bardzo wczesnej godzinie, a tylko jeden z nich wybrał się na grzyby. Potrzebował chwili, by dopasować napięcie na twarzy nieznajomego do jakiejś znanej emocji. Postawił na strach.
– Dlaczego boisz się posągu? – spytał z właściwą sobie bezpośredniością, ale bez widocznej w głosie oceny, i zbliżył się do pomnika, by lepiej mu się przyjrzeć. Dorastał w specyficznej grupie i wiedział, że z tym, w co wierzą ludzie, trzeba obchodzić się bardzo ostrożnie. Lękom należał się szacunek. Termos położył na ziemi, tuż obok leżącego tam przewróconego pnia. Wciąż trochę bolała go głowa, co utrudniało wyciąganie logicznych wniosków. Przesunął palcami po kamiennej ręce dziewczyny, od ramienia aż po palce. Kamień był zimna, osiadły mgłą, dziwnie zamknięty w sobie, jakby nie był wyłącznie materią. Krótkie oględziny potwierdził tylko to, co już wiedział. Nie wyczuwał śladów śmierci. Żadnego znajomego ciężaru miejsc, w których ludzie zostawiali swoich zmarłych, ani charakterystycznego niepokoju przestrzeni wykorzystywanych do kultu, choć miejsce, mimo to, pozostawało osobliwe. Znów spojrzał na mężczyznę. Wydawało mu się, że lekko drżał, a wilgoć zdążyła osiąść na jego włosach i ubraniu, dlatego założył, że siedział tu już długo i zwyczajnie przemarzł. Nie zwykł zakładać, że każda napotkana w lesie rzecz lub osoba może stanowić zagrożenie, więc mógł zachowywać się jak kompletny ignorant w obliczu potencjalnego niebezpieczeństwa, ale chciał mu jakoś pomóc.
– Jak zamieniona w kamień, nie? - zagadnął dość przyjaźnie, chwaląc raczej kunszt rzeźbiarza niż stawiając diagnozę rzeczywistości. Dlaczego ten pomnik w ogóle się tu, pośrodku niczego, znalazł? Nie był pewien, czy musi poznać odpowiedź na to pytanie.
– Pracuję w cyrku Bellów. Rozbiliśmy się niedaleko. Jeśli chcesz, zaparzę Ci herbaty.
– Dlaczego boisz się posągu? – spytał z właściwą sobie bezpośredniością, ale bez widocznej w głosie oceny, i zbliżył się do pomnika, by lepiej mu się przyjrzeć. Dorastał w specyficznej grupie i wiedział, że z tym, w co wierzą ludzie, trzeba obchodzić się bardzo ostrożnie. Lękom należał się szacunek. Termos położył na ziemi, tuż obok leżącego tam przewróconego pnia. Wciąż trochę bolała go głowa, co utrudniało wyciąganie logicznych wniosków. Przesunął palcami po kamiennej ręce dziewczyny, od ramienia aż po palce. Kamień był zimna, osiadły mgłą, dziwnie zamknięty w sobie, jakby nie był wyłącznie materią. Krótkie oględziny potwierdził tylko to, co już wiedział. Nie wyczuwał śladów śmierci. Żadnego znajomego ciężaru miejsc, w których ludzie zostawiali swoich zmarłych, ani charakterystycznego niepokoju przestrzeni wykorzystywanych do kultu, choć miejsce, mimo to, pozostawało osobliwe. Znów spojrzał na mężczyznę. Wydawało mu się, że lekko drżał, a wilgoć zdążyła osiąść na jego włosach i ubraniu, dlatego założył, że siedział tu już długo i zwyczajnie przemarzł. Nie zwykł zakładać, że każda napotkana w lesie rzecz lub osoba może stanowić zagrożenie, więc mógł zachowywać się jak kompletny ignorant w obliczu potencjalnego niebezpieczeństwa, ale chciał mu jakoś pomóc.
– Jak zamieniona w kamień, nie? - zagadnął dość przyjaźnie, chwaląc raczej kunszt rzeźbiarza niż stawiając diagnozę rzeczywistości. Dlaczego ten pomnik w ogóle się tu, pośrodku niczego, znalazł? Nie był pewien, czy musi poznać odpowiedź na to pytanie.
– Pracuję w cyrku Bellów. Rozbiliśmy się niedaleko. Jeśli chcesz, zaparzę Ci herbaty.