01.06.2026, 16:32 ✶
Uśmiechnęła się do Basiliusa, ani trochę nie zaskoczona. Nie miała rogów ani skrzydeł, nigdzie nie widać było ani trochę brokatu (chyba że coś ostało się na ubraniach Basiliusa), i kiedy się odezwała, nie brzmiała, jakby miauczała.
– Jak używamy takiej zwykłej skali, to powiedziałabym, że okolice siódemki, ale jeżeli chodzi o skalę piątków trzynastego jesteśmy… nie, zaraz, nie powiem tego, bo jakaś siła wyższa postanowi mi odpowiedzieć poprzez podniesienie numeracji – zreflektowała się szybko, zanim oceniła poziom chaosu na mniej więcej pięć. Nie próbowała ich w końcu zamordować żadna ławka i klątwa prawdopodobnie nie była starożytna. Uśmiech zresztą dość szybko spełzł jej z ust, kiedy zaczęła się zastanawiać, czy w sumie to ta klątwa naprawdę nie była aż tak paskudna. – Przeklęty przedmiot. Prawdopodobnie podrzucony albo zostawiony przy okazji ataku szaleńców w maskach, rozwalili dom i ciężko poranili przynajmniej jedną osobę – mruknęła, nie dbając nawet w tej chwili o to, że Prewett mógł na przykład cicho z nimi sympatyzować. Chyba nie chciała w taką wersję wydarzeń uwierzyć. Jej głos stał się trochę cichszy, gdy wspominała o samym ataku: nie była wciąż pewna, czy nikt w nim nie zginął. Ewakuowała się tu z Brygadzistą, zanim sprawdzili całe ruiny.
Basilius spoglądając na to, na co Brenna wskazała, czyli pokryte czernią pudełko, które trzymał Brygadzista, mógł stwierdzić, że istotnie było przeklęte. Ciemne wstęgi, które z niego wyrastały i oplatały też ręce mężczyzny były tutaj całkiem niezłą podpowiedzią.
– Poza tym spadło na niego dużo cegieł, ale tym uzdrowiciele już się zajęli i rany się pogoiły… więc zostaje ta klątwa. No i zamknęli mnie tutaj, bo chyba ta cała czerń sięga wyżej, a ja go wygrzebywałam, więc… Wychodzi na to, że mogło przejść na mnie – dodała, demonstrując Prewettowi ciemne smugi na poranionych dłoniach. Ale uważała, że z nią wcale nie jest źle, bo nie była nieprzytomna, nic nie wnikało w jej skórę, łącząc ją z jakimś dziwnym, przeklętym przedmiotem, którego nie dało się wyszarpać z jej rąk.
– Jak używamy takiej zwykłej skali, to powiedziałabym, że okolice siódemki, ale jeżeli chodzi o skalę piątków trzynastego jesteśmy… nie, zaraz, nie powiem tego, bo jakaś siła wyższa postanowi mi odpowiedzieć poprzez podniesienie numeracji – zreflektowała się szybko, zanim oceniła poziom chaosu na mniej więcej pięć. Nie próbowała ich w końcu zamordować żadna ławka i klątwa prawdopodobnie nie była starożytna. Uśmiech zresztą dość szybko spełzł jej z ust, kiedy zaczęła się zastanawiać, czy w sumie to ta klątwa naprawdę nie była aż tak paskudna. – Przeklęty przedmiot. Prawdopodobnie podrzucony albo zostawiony przy okazji ataku szaleńców w maskach, rozwalili dom i ciężko poranili przynajmniej jedną osobę – mruknęła, nie dbając nawet w tej chwili o to, że Prewett mógł na przykład cicho z nimi sympatyzować. Chyba nie chciała w taką wersję wydarzeń uwierzyć. Jej głos stał się trochę cichszy, gdy wspominała o samym ataku: nie była wciąż pewna, czy nikt w nim nie zginął. Ewakuowała się tu z Brygadzistą, zanim sprawdzili całe ruiny.
Basilius spoglądając na to, na co Brenna wskazała, czyli pokryte czernią pudełko, które trzymał Brygadzista, mógł stwierdzić, że istotnie było przeklęte. Ciemne wstęgi, które z niego wyrastały i oplatały też ręce mężczyzny były tutaj całkiem niezłą podpowiedzią.
– Poza tym spadło na niego dużo cegieł, ale tym uzdrowiciele już się zajęli i rany się pogoiły… więc zostaje ta klątwa. No i zamknęli mnie tutaj, bo chyba ta cała czerń sięga wyżej, a ja go wygrzebywałam, więc… Wychodzi na to, że mogło przejść na mnie – dodała, demonstrując Prewettowi ciemne smugi na poranionych dłoniach. Ale uważała, że z nią wcale nie jest źle, bo nie była nieprzytomna, nic nie wnikało w jej skórę, łącząc ją z jakimś dziwnym, przeklętym przedmiotem, którego nie dało się wyszarpać z jej rąk.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.