02.06.2026, 09:22 ✶
Basilius otrzymał list. List z pieczęcią Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof. List z pieczęcią Departamentu Magicznych Wypadków i Katastrof od samego zastępcy tego właśnie depatramentu. I oczywiście treść tego listu była tak niejasna że równie dobrze mogło chodzić o wszystko. A to nie działało to szczególnie kojąco na jego nerwy.
Wreszcie nadszedł dzień spotkania. Basilius skończył przyjmować pacjentów, szybko przebrał się ze szpitalnej szaty w swoją własną, granatową i upewnił się, że nie wyglądał szczególnie umierająco.
Nie powiedziałby, aby spędził każdą chwilę na roztrząsaniu wiadomości, ale zdecydowanie co jakiś czas rozmyślał o o mogło chodzić. Tylko o co mogło chodzić? Zrobił coś nie tak? A jeśli, to czemu zainteresował się nim ten konkretny departament? Chodziło o to że poszedł z pogotowiem podczas Spalonej Nocy? Ale przecież nie zachował się tam skandalicznie, wręcz przeciwnie raczej zrobił dobrą robotę. Chcieli dać go na stałe do pogotowia ratunkowego? Na to zdecydowanie nie mógł się zgodzić z wielu powód zaczynając od własnego zdrowia, a kończąc na tym że po prostu praca w szpitalu pasowała mu znacznie bardziej.
Niemniej jednak był to jedyny w miarę sensowny powód wizyty, chociaż dalej nie rozumiał czemu ten konkretny Lestrange chciałby spotykać się z nim w tej sprawie osobiście.
Laurence zajrzał do środka, akurat wtedy gdy Basilius dla zabicia czasu wyglądał przez okno. Prewett odwrócił się lekko zaskoczony, ale gdy zobaczył stojącego w progu mężczyznę uśmiechnął się w ten sposób w jaki uśmiechało się do urzędnika Ministerstwa Magii, którego nie warto było drażnić.
– Panie Lestrange, proszę, chce się pan napić herbaty? – wskazał na przyniesiony czajnik i dwie filiżanki, które załatwił na szybko z pokoju socjalnego. Samą herbatę natomiast dostał kiedyś od jednej z recepcjonistek, po tym gdy wręczył jej kiedyś prezent z okazji Dnia Recepcjonistki, który niejako sam wymyślił, kiedy zaczynał tu pracę, aby nieco podlizać się pracownikom administracyjnym.
Basilius usiadł na swoim miejscu, próbując wywnioskować z twarzy mężczyzny czemu tutaj przyszedł. Znał już wcześniej Laurence'a, poznali się gdy Prewett zaczynał tutaj staż, ale niestety nie kojarzyli się na tyle dobrze, by mógł z łatwością ogarnąć co krążyło po głowie drugiego czarodzieja.
– Przyznam szczerze, że niecodziennie dostaję listy od zastępcy jakiegokolwiek departamenty. Mam się nadzieję, że wybaczy mi pan tę ciekawość kiedy zapytam o powód pańskiej wizyty.
Wreszcie nadszedł dzień spotkania. Basilius skończył przyjmować pacjentów, szybko przebrał się ze szpitalnej szaty w swoją własną, granatową i upewnił się, że nie wyglądał szczególnie umierająco.
Nie powiedziałby, aby spędził każdą chwilę na roztrząsaniu wiadomości, ale zdecydowanie co jakiś czas rozmyślał o o mogło chodzić. Tylko o co mogło chodzić? Zrobił coś nie tak? A jeśli, to czemu zainteresował się nim ten konkretny departament? Chodziło o to że poszedł z pogotowiem podczas Spalonej Nocy? Ale przecież nie zachował się tam skandalicznie, wręcz przeciwnie raczej zrobił dobrą robotę. Chcieli dać go na stałe do pogotowia ratunkowego? Na to zdecydowanie nie mógł się zgodzić z wielu powód zaczynając od własnego zdrowia, a kończąc na tym że po prostu praca w szpitalu pasowała mu znacznie bardziej.
Niemniej jednak był to jedyny w miarę sensowny powód wizyty, chociaż dalej nie rozumiał czemu ten konkretny Lestrange chciałby spotykać się z nim w tej sprawie osobiście.
Laurence zajrzał do środka, akurat wtedy gdy Basilius dla zabicia czasu wyglądał przez okno. Prewett odwrócił się lekko zaskoczony, ale gdy zobaczył stojącego w progu mężczyznę uśmiechnął się w ten sposób w jaki uśmiechało się do urzędnika Ministerstwa Magii, którego nie warto było drażnić.
– Panie Lestrange, proszę, chce się pan napić herbaty? – wskazał na przyniesiony czajnik i dwie filiżanki, które załatwił na szybko z pokoju socjalnego. Samą herbatę natomiast dostał kiedyś od jednej z recepcjonistek, po tym gdy wręczył jej kiedyś prezent z okazji Dnia Recepcjonistki, który niejako sam wymyślił, kiedy zaczynał tu pracę, aby nieco podlizać się pracownikom administracyjnym.
Basilius usiadł na swoim miejscu, próbując wywnioskować z twarzy mężczyzny czemu tutaj przyszedł. Znał już wcześniej Laurence'a, poznali się gdy Prewett zaczynał tutaj staż, ale niestety nie kojarzyli się na tyle dobrze, by mógł z łatwością ogarnąć co krążyło po głowie drugiego czarodzieja.
– Przyznam szczerze, że niecodziennie dostaję listy od zastępcy jakiegokolwiek departamenty. Mam się nadzieję, że wybaczy mi pan tę ciekawość kiedy zapytam o powód pańskiej wizyty.