02.06.2026, 09:53 ✶
Olivia uniosła kubek do ust, pozwalając, by korzenny, gęsty aromat na moment odciągnął jej myśli od ponurej rzeczywistości Londynu. Ciepły napój przyjemnie rozgrzał jej gardło, a ona z uwagą śledziła ruchy dłoni Tristana. Na jego pierwsze słowa uśmiechnęła się blado, kręcąc z rozbawieniem głową.
- Święta Yule w październiku? Obawiam się, że nawet magia nie zmusi ludzi do kupowania prezentów z dwumiesięcznym wyprzedzeniem – powiedziała rozbawiona, opierając łokieć o blat stołu. - Ale pomysł z testowaniem przepisu brzmi rozsądnie. Chociaż znając Toma, po prostu chciał przewietrzyć piwnicę ze starego cynamonu przed zimowym sezonem.
Jej żartobliwy ton opadł jednak tak szybko, jak się pojawił. Choć starała się zachowywać swobodnie, nie potrafiła zignorować czujnego, niemal nerwowego spojrzenia, jakim Tristan co chwilę omiatał salę Kotła Dziurawego. Znała go zbyt dobrze. Wiedziała, że jego zaprzeczenie nie oznaczało braku lęku – to nie było oglądanie domu, co spędzało mu sen z powiek, ale sam fakt przebywania w tak publicznym, magicznym miejscu. Po tym, co przeszli, każdy nieznajomy w tiarze mógł być potencjalnym zagrożeniem.
Odstawiła kubek na drewniany, porysowany blat i przysunęła się odrobinę bliżej chłopaka. Splatając palce wokół ciepłego naczynia, spojrzała mu głęboko w oczy, starając się przelać w to spojrzenie całą otuchę, jakiej oboje tak rozpaczliwie potrzebowali.
[n]- Wyjdziemy stąd, jak tylko dopijemy[/b] – przekazała mu spokojnie dbając o to, by nikt postronny nie zwracał na nich uwagi. - Obejrzymy ten dom na przedmieściach. W ogłoszeniu pisało, że okolica jest cicha, w większości mugolska, z dużym ogrodem. Żadnych głośnych sąsiadów, żadnej polityki, żadnego strachu. Tylko ty, ja…
Mrugnęła do niego, próbując rozładować napięcie. Perspektywa ucieczki od zgiełku magicznego Londynu, od tych wszystkich szeptów o Spalonej Nocy i czających się w cieniu Śmierciożercach, wydawała się najpiękniejszym snem. Potrzebowali tego nowego początku. Miejsca, gdzie Tristan nie musiałby czuć się jak na froncie, a ona mogłaby wreszcie zapomnieć o zapachu spalenizny.
- Święta Yule w październiku? Obawiam się, że nawet magia nie zmusi ludzi do kupowania prezentów z dwumiesięcznym wyprzedzeniem – powiedziała rozbawiona, opierając łokieć o blat stołu. - Ale pomysł z testowaniem przepisu brzmi rozsądnie. Chociaż znając Toma, po prostu chciał przewietrzyć piwnicę ze starego cynamonu przed zimowym sezonem.
Jej żartobliwy ton opadł jednak tak szybko, jak się pojawił. Choć starała się zachowywać swobodnie, nie potrafiła zignorować czujnego, niemal nerwowego spojrzenia, jakim Tristan co chwilę omiatał salę Kotła Dziurawego. Znała go zbyt dobrze. Wiedziała, że jego zaprzeczenie nie oznaczało braku lęku – to nie było oglądanie domu, co spędzało mu sen z powiek, ale sam fakt przebywania w tak publicznym, magicznym miejscu. Po tym, co przeszli, każdy nieznajomy w tiarze mógł być potencjalnym zagrożeniem.
Odstawiła kubek na drewniany, porysowany blat i przysunęła się odrobinę bliżej chłopaka. Splatając palce wokół ciepłego naczynia, spojrzała mu głęboko w oczy, starając się przelać w to spojrzenie całą otuchę, jakiej oboje tak rozpaczliwie potrzebowali.
[n]- Wyjdziemy stąd, jak tylko dopijemy[/b] – przekazała mu spokojnie dbając o to, by nikt postronny nie zwracał na nich uwagi. - Obejrzymy ten dom na przedmieściach. W ogłoszeniu pisało, że okolica jest cicha, w większości mugolska, z dużym ogrodem. Żadnych głośnych sąsiadów, żadnej polityki, żadnego strachu. Tylko ty, ja…
Mrugnęła do niego, próbując rozładować napięcie. Perspektywa ucieczki od zgiełku magicznego Londynu, od tych wszystkich szeptów o Spalonej Nocy i czających się w cieniu Śmierciożercach, wydawała się najpiękniejszym snem. Potrzebowali tego nowego początku. Miejsca, gdzie Tristan nie musiałby czuć się jak na froncie, a ona mogłaby wreszcie zapomnieć o zapachu spalenizny.