Kaszel skutecznie utrudniał jej ostatnio życie. Raz, że rozpraszała się podczas rzucania zaklęć, dwa, że był zwyczajnie męczący i drażniący, a do pewnego stopnia nawet bolesny, gdy spazmy podrażniały mięśnie klatki piersiowej, trzy – no cóż… Czasami kaszel sprawiał, że czegoś nie słyszała. Jak teraz, gdy ponownie zadrapało ją w gardle i kaszlnęła kilka razy okropnie. Jakikolwiek dźwięk przeciął jeszcze szatnię, zginął pod jej przypadłością, za którą teraz już uznała za stosowne przeprosić.
– Przepraszam, nie ma póki co skutecznego lekarstwa na to świństwo – powiedziała słabo, nie dlatego, że czuła się kiepsko albo bez sił, a dlatego, że głos jej zwyczajnie momentami wysiadał. Ale z pyłem w płucach męczyło się teraz sporo ludzi, pisano o tym nawet w gazetach.
– Teraz też mamy coś konkretnego – odpowiedziała po kolejnej serii chrząknięć i bezsensownego przyłożenia wolnej dłoni do szyi, jakby to miało pomóc jakoś ogrzać jej gardło i… i pomóc na pył zalegający w jej płucach. Po pierwsze nie było sposobu, by ogrzać jej lodowate ciało, a po drugie i tak nie pomagało. – I tak, radzę się wynieść na jakiś czas. Takie rzeczy nigdy nie zwiastują niczego dobrego – dodała.
Lukas był wyraźnie poruszony, ale nie objawiało się to się strachem i krążeniem po pomieszczeniu, ani paniką, bezsensownym bełkotaniem, tylko złością, tak to przynajmniej czytała Victoria. W jednej części nie mogła się dziwić, bo czarodzieje przyzwyczajeni byli, że magia rozwiąże wszystkie ich problemy i prawdziwe trudności zaczynały się wtedy, gdy okazywało się, że była na nic. Ale dla Victorii nie była to pierwsza sprawa, w której brała udział – i w ten chwili była już przekonana, że to była robota bardziej dla brygadzistów niż aurorów, natomiast i tak już tutaj była, więc mogła to pociągnąć, żeby nie angażować kolejnej osoby, której trzeba by było wszystko przedstawić od zera i tak dalej. Czas – to był towar luksusowy, którego mieli teraz deficyt, bo był podzielony na dużo mniej rąk do pracy; mieli rannych, mieli ludzi też w inny sposób wykluczonych z roboty, a koronnym przykładem był tutaj chociażby Atreus, który po Spalonej Nocy wylądował w usztywnionej gipsem nodze, niezdolny do pracy przez co najmniej tydzień (dzisiaj nadal nie pracował…), zmuszony po drodze organizować pogrzeb dla ukochanej siostry.
– Teraz, panie Nott – pozwoliła mu się wygadać w ciszy, ale gdy zapytał co teraz, to właściwie miała gotową odpowiedź, gdy już poskładała sobie w głowie rzeczy do kupy. – musisz się zastanowić, kto ma dostęp do tej szatni. Kto wie, którą szafka jest twoja. Kto mógł ją otworzyć. Czy wtedy były na niej ślady, że ktoś przy niej majstrował… Może nadal są. Kto wie, gdzie mieszkasz. Kto mógłby chcieć twojego nieszczęścia. Przychodzi mi do głowy jakiś zazdrosny kolega lub koleżanka z drużyny. Czy zająłeś czyjeś miejsce, albo czy ktoś mógłby zyskać na tym, gdybyś nie zagrał w tym meczu? Hmm? – dla Victorii na tym etapie stało się to poniekąd jasne. Ktoś musiał wiedzieć rzeczy. To musiał być ktoś z najbliższego grona i najprawdopodobniej chodziło o mocne nastraszenie Lukasa. Może ktoś nie chciał mu zrobić fizycznie krzywdy, bo bał się konsekwencji, że to się za łatwo wyda?