02.06.2026, 20:30 ✶
Coś tego wieczoru wisiało w powietrzu. Gęsta atmosfera, potrzeba, by po oczyszczeniu pola wreszcie zacząć działać.
– Ostatnio się nie widzieliśmy. Nie tak naprawdę. Wiem, że potrzebowałaś czasu – spojrzał w jej oczy łagodnie.
Propozycja sprawiła, że coś w nim zadrżało. Jedynie powściągliwość sprawiła, że nie przyciągnął Mony do pocałunku. Nie chciał niszczyć nastroju. Choć kolacja mogła rzeczywiście poczekać. Po to kupił podgrzewane talerze. A głód, który mu dokuczał, nie pochodził z żołądka.
– To chyba niezdrowe jeść przed kąpielą, nie sądzisz? – powiedział cicho. Podszedł do stołu, chwycił za otwartą butelkę z winem i nalał Monie lampkę do kieliszka. Robił to z wyjątkową gracją charakterystyczną dla doświadczonych barmanów. – To bezalkoholowe cabernet. Okazuje się, że istnieje zaklęcie, które pozbawia wina wszelkich procentów. A smak pozostaje praktycznie ten sam. Może nawet bardziej korzenny.
Był szczerze szczęśliwy z tego odkrycia. Dzięki temu mógł raczyć się trunkami bez karmienia swojego nałogu. Nie musiał się już tłumaczyć, dlaczego pije wodę lub sok.
– Ty pij, ja przygotuję kąpiel – rzekł, przechodząc w stronę łazienki.
Po drodze zabrał sole, które Mathilda zostawiła w szafce. Kiedy już wszedł do łazienki, zaczął nalewać wodę do wanny – w swoim mniemaniu doskonale ciepłą. Wsypał trochę pachnących soli, po czym podszedł do umywalki. Oparł się o nią i spojrzał w lustro. Nie wyglądał źle. Prewettowskie loczki układały się dziś całkiem nieźle. Icarus zaczął się jednak stresować, bo chyba wszystko mogło pójść nie tak. Co jeśli woda okaże się za ciepła lub za zimna. A jeśli tamte talerze wcale nie trzymały temperatury przez tak długi czas?
– Ogarnij się, chłopie – nakazał sobie cicho, bezgłośnie niemal. To nie był przecież jego pierwszy raz. Ale czemu panikował, tak jakby był?
Niedługo potem woda wypełniła wannę. Nie po brzegi, żeby się nie wylała, gdy wejdą do niej dwie osoby. Kwiecisty zapach soli wypełnił pomieszczenie.
– Gotowe! – poinformował Monę, stając w progu łazienki.
– Ostatnio się nie widzieliśmy. Nie tak naprawdę. Wiem, że potrzebowałaś czasu – spojrzał w jej oczy łagodnie.
Propozycja sprawiła, że coś w nim zadrżało. Jedynie powściągliwość sprawiła, że nie przyciągnął Mony do pocałunku. Nie chciał niszczyć nastroju. Choć kolacja mogła rzeczywiście poczekać. Po to kupił podgrzewane talerze. A głód, który mu dokuczał, nie pochodził z żołądka.
– To chyba niezdrowe jeść przed kąpielą, nie sądzisz? – powiedział cicho. Podszedł do stołu, chwycił za otwartą butelkę z winem i nalał Monie lampkę do kieliszka. Robił to z wyjątkową gracją charakterystyczną dla doświadczonych barmanów. – To bezalkoholowe cabernet. Okazuje się, że istnieje zaklęcie, które pozbawia wina wszelkich procentów. A smak pozostaje praktycznie ten sam. Może nawet bardziej korzenny.
Był szczerze szczęśliwy z tego odkrycia. Dzięki temu mógł raczyć się trunkami bez karmienia swojego nałogu. Nie musiał się już tłumaczyć, dlaczego pije wodę lub sok.
– Ty pij, ja przygotuję kąpiel – rzekł, przechodząc w stronę łazienki.
Po drodze zabrał sole, które Mathilda zostawiła w szafce. Kiedy już wszedł do łazienki, zaczął nalewać wodę do wanny – w swoim mniemaniu doskonale ciepłą. Wsypał trochę pachnących soli, po czym podszedł do umywalki. Oparł się o nią i spojrzał w lustro. Nie wyglądał źle. Prewettowskie loczki układały się dziś całkiem nieźle. Icarus zaczął się jednak stresować, bo chyba wszystko mogło pójść nie tak. Co jeśli woda okaże się za ciepła lub za zimna. A jeśli tamte talerze wcale nie trzymały temperatury przez tak długi czas?
– Ogarnij się, chłopie – nakazał sobie cicho, bezgłośnie niemal. To nie był przecież jego pierwszy raz. Ale czemu panikował, tak jakby był?
Niedługo potem woda wypełniła wannę. Nie po brzegi, żeby się nie wylała, gdy wejdą do niej dwie osoby. Kwiecisty zapach soli wypełnił pomieszczenie.
– Gotowe! – poinformował Monę, stając w progu łazienki.
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.