Zdziwiło ją zaproszenie na Beltane, które otrzymała. Nie spodziewała się go dostać właśnie od tej osoby. Postanowiła jednak, że choć na chwilę się pojawi na sabacie, aby zrobić przyjemność matce. Wiedziała, że jest to dla niej ważne i pewnie by jej nie wybaczyła, gdyby się nie pojawiła.
Stella znalazła się w Dolinie Godryka dosyć późno. Stała przed wejściem na polanę - czekała na osobę, z którą miała spędzić ten dzień. Zastanawiała się, czy już mu przeszło. Pewnie dlatego też zgodziła się tutaj pojawić. Była ciekawa, czy Yaxley był już sobą. Z treści listu wynikało, że tak, chciał ją chyba przeprosić? Kto go tam wiedział, co miał na myśli.
Chciała poznać mężczyznę, który reagował na jej urok wiły zdecydowanie bardziej niż ktokolwiek inny. Ciekawiło ją dlaczego, w sumie to też zastanawiała się, jaki jest normalnie, kiedy nie patrzy na nią, jakby chciał ją zamknąć w swojej piwnicy.
Stella ubrała się w białą, krótką sukienkę na ramiączkach. Wyjątkowo - przez niemalże dwa lata można było ją zobaczyć jedynie w czerni, za ucho jednak miała wetkniętą czarną dalię, kwiat, który miał symbolizować jej żałobę - nadal nie zapomniała o śmierci Clare.
Pojawiła się na miejscu chwilę przed umówioną godziną, więc musiała odstać swoje nim mężczyzna się pojawi. Najważniejsze było wejść tam, najlepiej tak, aby zobaczyło ją kilka osób, a później się ulotnić - wtedy matka będzie zadowolona, było to istotne, o ile nie najistotniejsze w tym wszystkim.