04.06.2026, 00:27 ✶
Obserwowała go chwilę w milczeniu. Nie dlatego, że nie miała nic do powiedzenia. Przeciwnie, w głowie pojawiało się wiele komentarzy, żaden jednak nie nadawał się do wypowiedzenia na głos. Mężczyzna cofał się od niej krok po kroku z miną człowieka, który właśnie odkrył coś niepokojącego. Przez chwilę zastanawiała się nawet, czy przypadkiem nie zauważył jakiegoś eksponatu za jej plecami. Dopiero gdy dostrzegła jego dziwną pozę z palcem pod nosem, uznała, że prawdopodobnie nie ma sensu szukać w tym logiki. Gdy chwycił szatę niemal wyrywając ją z jej dłoni, uniosła lekko brwi. Czekała cierpliwie, aż zostanie uleczony, żeby już więcej nie zanieczyszczał przestrzeni swoją krwią.
Odwróciła się plecami niemal natychmiast, gdy zniknął za szafą, i zrobiła to z tak naturalną płynnością, jakby kierowała nią wyłącznie kurtuazja, choć w rzeczywistości powodów było znacznie więcej. Zatrzymała spojrzenie na rzędzie sztalug ustawionych pod ścianą i zmusiła się, by skupić uwagę na znajomych kształtach drewna, płócien i skrzyń transportowych, podczas gdy zza jej pleców dochodził szelest materiału oraz stłumione odgłosy przebierania. Samo przebywanie z nim w jednym pomieszczeniu było nieprzyjemne. Zaplecze nigdy nie wydawało jej się szczególnie małe, lecz teraz odnosiła wrażenie, że ściany niepostrzeżenie się zbliżyły, a powietrze zgęstniało. Czuła jego obecność nawet wtedy, gdy nie patrzyła w jego stronę. Był obcy. Nie pasował do tego miejsca ani trochę. Nienawidziła mugolaków całym sercem i fakt, że musiała przebywać z jednym z nich na osobności, wywołała obrzydzenie równe temu, które poczuła na widok jego brudnej krwi. Była zniecierpliwiona, że musi tracić na niego swój czas, choć z dwojga złego, byłaby bardziej niezadowolona, gdyby musiała go oglądać w mugolskich ubraniach w głównej sali.
Uniosła brwi w zdziwieniu na jego przedstawienie się. Miała nadzieję, że to nie jakaś dziwna próba skracania dystansu. Zenek Kozioł? Co to w ogóle za nazwisko? Może to pseudonim, bo brzmiało kretyńsko.
- Nietypowe nazwisko - skomentowała, jakby w swojej uprzejmości zastanawiała się, skąd właściwie pochodzi. I chociaż nie miało to większego znaczenia, chyba lepiej będzie, jeśli dowie się o nim czegoś więcej. Kto wie, może był sam na tym świecie i nikt nie zauważy jego nagłego zniknięcia? Może w tym dzisiejszym nieszczęściu los jednak się do niej uśmiechnie?
Rejwach? Nazwa obiła jej się kiedyś o uszy, ale w tym momencie nie mogła skojarzyć konkretnego lokalu ani zawodu.
- A cóż to takiego? Jakiś dom uciech? -zapytała z pozoru niewinnie, bo przecież gdzież indziej mogły pracować szlamy? W idealnym dla Astorii świecie pracowałyby tylko w takich miejscach.
W końcu szelest ustał. Dopiero wtedy odwróciła głowę. Na pozostawione przy szafie ubrania. Dżins, koszula, przemoczona tkanina przesiąknięta alkoholem. Spojrzała na całe to ohydztwo przez sekundę, może dwie. Następnie wyciągnęła różdżkę. Nie zastanawiała się długo. Krótki ruch nadgarstka i zaklęcie wystrzeliło z końca jej różdżki. Materiał zajął się ogniem niemal natychmiast, a płomienie pożarły ubrania z nienaturalną szybkością magicznego ognia. W jej ocenie było to rozwiązanie całkowicie praktyczne. Przemoczone ubrania i tak nadawały się wyłącznie do wyrzucenia. Dopiero wtedy uniosła wzrok znad miejsca, w którym jeszcze przed chwilą leżały, i spojrzała w stronę szafy, czekając aż wyjdzie.
- Co właściwie cię tu sprowadziło, Zenku? - zapytała z tym przyklejonym uroczym uśmiechem, którego używała zawsze do zjednania sobie osób, których sama nie lubiła.
Odwróciła się plecami niemal natychmiast, gdy zniknął za szafą, i zrobiła to z tak naturalną płynnością, jakby kierowała nią wyłącznie kurtuazja, choć w rzeczywistości powodów było znacznie więcej. Zatrzymała spojrzenie na rzędzie sztalug ustawionych pod ścianą i zmusiła się, by skupić uwagę na znajomych kształtach drewna, płócien i skrzyń transportowych, podczas gdy zza jej pleców dochodził szelest materiału oraz stłumione odgłosy przebierania. Samo przebywanie z nim w jednym pomieszczeniu było nieprzyjemne. Zaplecze nigdy nie wydawało jej się szczególnie małe, lecz teraz odnosiła wrażenie, że ściany niepostrzeżenie się zbliżyły, a powietrze zgęstniało. Czuła jego obecność nawet wtedy, gdy nie patrzyła w jego stronę. Był obcy. Nie pasował do tego miejsca ani trochę. Nienawidziła mugolaków całym sercem i fakt, że musiała przebywać z jednym z nich na osobności, wywołała obrzydzenie równe temu, które poczuła na widok jego brudnej krwi. Była zniecierpliwiona, że musi tracić na niego swój czas, choć z dwojga złego, byłaby bardziej niezadowolona, gdyby musiała go oglądać w mugolskich ubraniach w głównej sali.
Uniosła brwi w zdziwieniu na jego przedstawienie się. Miała nadzieję, że to nie jakaś dziwna próba skracania dystansu. Zenek Kozioł? Co to w ogóle za nazwisko? Może to pseudonim, bo brzmiało kretyńsko.
- Nietypowe nazwisko - skomentowała, jakby w swojej uprzejmości zastanawiała się, skąd właściwie pochodzi. I chociaż nie miało to większego znaczenia, chyba lepiej będzie, jeśli dowie się o nim czegoś więcej. Kto wie, może był sam na tym świecie i nikt nie zauważy jego nagłego zniknięcia? Może w tym dzisiejszym nieszczęściu los jednak się do niej uśmiechnie?
Rejwach? Nazwa obiła jej się kiedyś o uszy, ale w tym momencie nie mogła skojarzyć konkretnego lokalu ani zawodu.
- A cóż to takiego? Jakiś dom uciech? -zapytała z pozoru niewinnie, bo przecież gdzież indziej mogły pracować szlamy? W idealnym dla Astorii świecie pracowałyby tylko w takich miejscach.
W końcu szelest ustał. Dopiero wtedy odwróciła głowę. Na pozostawione przy szafie ubrania. Dżins, koszula, przemoczona tkanina przesiąknięta alkoholem. Spojrzała na całe to ohydztwo przez sekundę, może dwie. Następnie wyciągnęła różdżkę. Nie zastanawiała się długo. Krótki ruch nadgarstka i zaklęcie wystrzeliło z końca jej różdżki. Materiał zajął się ogniem niemal natychmiast, a płomienie pożarły ubrania z nienaturalną szybkością magicznego ognia. W jej ocenie było to rozwiązanie całkowicie praktyczne. Przemoczone ubrania i tak nadawały się wyłącznie do wyrzucenia. Dopiero wtedy uniosła wzrok znad miejsca, w którym jeszcze przed chwilą leżały, i spojrzała w stronę szafy, czekając aż wyjdzie.
- Co właściwie cię tu sprowadziło, Zenku? - zapytała z tym przyklejonym uroczym uśmiechem, którego używała zawsze do zjednania sobie osób, których sama nie lubiła.
learn the rules
then break some
then break some