Kiedy dotarła do niego świadomość tego, w jaki sposób zachowywał się wobec Stelli - w dodatku kilkukrotnie - poczuł się cholernie głupio. Na tyle, żeby w jakiś czas później wysłać jej kwiaty z karteczką, a następnie zaprosić na wspólne wyjście, podczas którego będzie mógł się zaprezentować z lepszej strony. Tej trochę bardziej normalnej. Beltane zdawało się w tym przypadku idealną okazją do takiego spotkania. Choć sam za sabatami raczej nie przepadał, tak czarodzieje przecież ciągnęli na nie tłumnie.
Na miejscu zjawił się stosunkowo późno, tak jak się zresztą umówili. Było mu to mocno na rękę po zarwanej nocy. Mógł na spokojnie odespać. Wyglądał raczej normalnie. Nie za porządnie, nie nazbyt elegancko. Zwykłe, codzienne ubranie. Gdyby nie wzrost, najpewniej mógłby zniknąć w tłumie.
- Jesteś. Doskonale się składa. - przywitał się, zauważając Avery w umówionym miejscu. Zatrzymał się w odległości kilku kroków od kobiety. Uśmiechnął. Dłonie trzymał w kieszeni jeansów, jedna z nich dotykała ukrytego tam kamienia. Katalizatora. - Może zaczniemy w takim razie od początku. Jestem Theon, Theon Yaxley. I miło mi Ciebie poznać.
Po tych słowach wyciągnął w kierunku Stelli rękę. Na przywitanie.
Nieszczególnie śpieszył się, żeby wejść na teren polany. Nie czuł takiej potrzeby, choć też wiedział, że wymigać się od tego nie może. Nie w tym momencie.