W grupie wszystko przychodziło łatwiej. To była jedna z podstawowych zasad, jakich nowy uczył się w bandzie. Samemu trzeba było uważać. Samemu było się tylko dzieciakiem. Słabym, głodnym i łatwym do złamania. Ale grupa zmieniała zasady. W grupie człowiek stawał się odważniejszy, niż był naprawdę. I głupszy. Żaden z tych chłopaków nie odważyłby się sam podejść do nieznajomej dziewczyny i rzucać podobnych tekstów. W pojedynkę większość spuściłaby wzrok albo ograniczyła się do głupiego komentarza pod nosem. Ale razem mieli publiczność. Najważniejsze jednak było to, że odpowiedzialność rozmywała się między nimi. Nikt nie czuł się winny, kiedy winni byli wszyscy. Dlatego tak łatwo przyszło im zaczepienie dziewczyny. Była sama i tyle wystarczyło tyle.
Maddox widział ten mechanizm już wcześniej. Na Ścieżkach, czy w Hogwarcie. Wszędzie, gdzie zbierało się kilku znudzonych chłopaków przekonanych, że muszą coś sobie udowodnić. Nie było w tym nic wyjątkowego. Dlatego początkowo nie poświęcił całej sytuacji większej uwagi. Dopiero gdy usłyszał znajome "Hej!", uniósł wzrok znad noża. Dopiero wtedy połączył twarz z nazwiskiem. Przez moment był zwyczajnie zaskoczony. Nie spodziewał się zobaczyć jej tutaj, pośród brudu Nokturnu. Zawołanie dziewczyny podziałało na nich skuteczniej niż jakakolwiek grośba, czy prośba. Rozmowy urwały się niemal natychmiast. Najpierw spojrzeli na nią. Potem ich wzrok powędrował do Maddoxa. Niektórzy zmarszczyli brwi. Inni wymienili krótkie spojrzenia. Nikt nie spodziewał się, że obca dziewczyna przechodząca przez ich miejscówkę zatrzyma się i zawoła jednego z nich. W końcu jeden z chłopaków przerwał ciszę. - Znasz ją? Westchnął cicho. Od razu wiedział, jak to się skończy. Niemądra dziewucho. Wystarczyło odejść, jeszcze kilka kroków. Jeszcze jeden zakręt. Pomyślał sobie. Teraz to był również jego problem. Nóż motylkowy obrócił się między jego palcami jeszcze raz, ale Maddox nie patrzył już na ostrze. Wzrok miał wbity w dziewczynę, chłopaków i dystans między nimi. Rozważał najprostsze rozwiązanie. Udawać idiotę. Odwrócić wzrok. Pozwolić sytuacji potoczyć się własnym biegiem. Przecież nie byli przyjaciółmi. Nie wisiał jej żadnej przysługi. Nie należał do jej świata bardziej niż ona do jego. Mógł siedzieć dalej na murku i nic nie robić. Tak byłoby łatwiej. Nie… Napięcie, które na moment zawisło nad grupą, rozpłynęło się równie szybko, jak się pojawiło. Ktoś prychnął. Ktoś splunął na bruk. Świadomość, że nie stoi za nią nikt, kogo należałoby brać pod uwagę, natychmiast dodała im odwagi. - Głucha jesteś? - Może myśli, że jest od nas lepsza. - Każdy tak myśli, dopóki nie musi wracać do domu bez sakiewki. - Albo bez butów. Jeden z chłopaków ruszył szybciej od pozostałych. Piegowaty, z nosem krzywo zrośniętym po jakiejś dawnej bójce. Wyciągnął rękę i złapał ją za ramię. Tak jakby w ogóle próbowała przed nim uciekać.
Wtedy przypomniała mu się Asena. Jak pieprzyła te wszystkie swoje mądrości. Że człowiek staje się tym, obok czego przechodzi obojętnie. Że najpierw śmieje się z cudzej krzywdy, potem ją toleruje, a na końcu sam zaczyna ją zadawać. Że przystanie do śmieci i sam stanie się śmieciem. Maddox nie znosił przyznawać jej racji. Zwłaszcza wtedy, gdy ją miała. Helloise była w porządku. To pamiętał. Pamiętał dziewczynę z Hogwartu, która miała więcej odwagi niż rozsądku. I dobre serce, lepsze niż chcieli jej w szkole przypisać. Kramarze i sklepikarze mieli pełne sakiewki. Nie zbiednieją od kilku brakujących sykli. To był zupełnie inny rachunek. Ale Helloise była inna. Nie zasłużyła sobie na to, żeby stać się rozrywką dla bandy znudzonych gówniarzy. - Nie skroicie jej. Zamknął nóż jednym płynnym ruchem i podniósł się z murku. Już po jego minie można było poznać, że właśnie odebrano mu święty spokój. Cisza ponownie zapanowała na placu. Kilku chłopaków spojrzało po sobie, próbując zrozumieć, czy dobrze usłyszeli. Jeszcze przed chwilą sytuacja wydawała się prosta. - O co ci chodzi? -odezwał się piegowaty. - O to, że nie zarobicie na niej. Teraz zrobiło się dziwacznie, jakby nikt nigdy wcześniej nie stworzył precedensu, w którym zatrzymuje grupę. - Fenris wie, że rozdajesz obcym prezenty? Tutaj pięści mu się same zacisnęły. Chociaż to było oczywiste, że jak mają go w coś uderzyć to w ojca, ale i tak drażniło go to. Czuł jakby miał teraz do uratowania nie tylko Helloise, ale również swój honor. - Twoja matka rozdaje obcym i nikt nie robi z tego problemu. Kilku chłopaków zanuciło charakterystyczne buczenie, podjudzając konflikt. Napięcie zawisło między nimi. Maddox czuł, że część chłopaków najchętniej by odpuściła. Nie chodziło nawet o dziewczynę. Po prostu zabawa przestała być zabawna w chwili, gdy zaczęła grozić konfliktem we własnym gronie. A pieprzcie się ty i… Piegowaty nie zmienił zdania, wręcz przeciwnie. Poirytowało go to na tyle, że szarpnął dziewczyną i krzyknął do niej. - Kim ty w ogóle jesteś, co?!