16.03.2023, 19:23 ✶
Dlatego brak nam właściwych słów, gdy nie wypada żartować.
Tak, jak nie sposób było jej odmówić pewnej specyficznej charyzmy, zdolności dyplomatycznych nie posiadała za grosz - dlatego w trakcie całego rytuału odzywała się niewiele, w obawie że może powiedzieć coś całkowicie nieodpowiedniego. Jej wzrok przemknął po wszystkich obecnych; najdłużej zatrzymał się na ludziach najbliższych jej sercu, kuzynostwie oraz Julesowi, do którego w trakcie jego pobytu w posiadłości Longbottomów zdążyła się przywiązać. W pewnym momencie poczuła ogromną potrzebę, by mocno uściskać każdego z nich; w obawie, że podświadomie może uznawać to za pożegnanie, powstrzymała się. Przytuli ich wszystkich jutro rano, gdy po zwycięskiej walce ze złem, w pełnym składzie spotkają się w posiadłości rodowej. Bo... tak będzie, prawda? Krótka przemowa Stewarda sprawiła, że poczuła jak jej gardło zaciska się. Uświadomiła sobie, że przez ten cały czas stukała butem w ziemię, przez co jego czubek był ubłocony; nieszczególnie się tym przejęła.
- Jesteśmy. - poprawiła go cicho. Odchrząknęła i uniosła głowę, spoglądając na Patricka. - Ty też jesteś nam potrzeby, cały i zdrowy. - rozwinęła swoją myśl, posyłając mu krótki, acz szczery uśmiech.
Na słowa Brenny prychnęła cicho, nie powstrzymując nieco szerszego uśmiechu. Jebać go. Nie zasłużył na nic innego.
Nie żegnała się z nikim. Lekko skinęła głową, po czym odeszła od grupy, w celu teleportowania się w miejsce, w którym wcześniej umówiła się z Samuelem. Przechodząc obok Ericka zwolniła na chwilę, a mężczyzna mógł poczuć, jak Dani kładzie dłoń na jego ramieniu - to była jedyna oznaka czułości, na jaką sobie pozwoliła.
Postać opuszcza sesję