Nie umknął jego uwadze chłodny ton głosu Stelli. Aż zaczął się zastanawiać czy coś było pomiędzy nimi nie tak? Może przy okazji poprzednich spotkań, zdołał sobie u niej bardziej nagrabić? Średnio pamiętał, co wtedy się wydarzyło. Prawie wszystko jest w tym przypadku dość zamglone, niewyraźne.
- No tak, to w końcu sabat. - starał się, w przeciwieństwie do niej, utrzymywać raczej lekki ton głosu. Bardziej przyjazny?
Mimo tego uśmiech na moment zniknął z jego twarzy, kiedy skomentowała jego dość oficjalny sposób na przedstawienie się. Zaczęcie tej znajomości od nowa. Wydawać by się mogło po tych kilku pierwszych minutach, że wspólna wizyta na Beltane niekoniecznie będzie najlepszym możliwym pomysłem.
Choć może niepotrzebnie się nastawiał?
- Cios poniżej pasa. Powinnaś była powiedzieć, że nic nie pamiętasz i nie będziemy do tego wracać. Albo coś podobnego, żebym poczuł się lepiej. - mimo wszystko zagrał swoją zwyczajową kartą.
Szybko wypuścił jej dłoń z uścisku. Nie chciał z tym przesadzić. Kontaktu fizycznego, na ile się orientował, i tak mieli przy ostatnim spotkaniu zbyt wiele.
- A możemy się jeszcze stąd zmyć i wybrać inne miejsce? - zapytał, nawet spoglądając przez ramię w kierunku, z którego ledwie chwilę wcześniej przyszedł. - Wiesz... obiecałem wcześniej znajomej, że wykupie przynajmniej część pączków z jej stoiska. A słowa dotrzymuje.