— Malfoyem? — upewnił się, bo nie mógł powiedzieć, żeby za dobrze znał blondyna. Może to i lepiej, bo dzięki temu nie miał na jego temat nic ciekawego do powiedzenia, oprócz opinii co do tego, że nie rozumiał jak można było lubować się w robieniu poważnych interesów na Nokturnie. Nienawidził tego miejsca, ale powtarzał to tak często że nie było to nic nowego. Według niego trafiali tam sami desperaci i żaden szanujący się czystokrwisty czarodziej nie miał powodu by przebywać tam dłużej jak godzinę. — Chyba będzie całkiem trafne stwierdzenie, że matka powoli zaczyna na nowo pchać mnie w kierunku tego pomysłu. Chociaż muszę powiedzieć, czas po tym jak zostały zerwane zaręczyny z Macmillan, należały do jednych z przyjemniejszych. Niesamowity wręcz spokój — z jednej strony cieszył się, że związek z Sarah nie wypalił i dziewczyna zwyczajnie wyjechała z kraju, ale z drugiej myśl o tym, że musiał przez wszystko przechodzić na nowo, przyprawiała go o ból głowy. — Istnieje więc możliwość, że prędzej jak później zobaczysz artykuł o tym, że znowu się zaręczyłem — uśmiechnął się, ale był to wyraz niezwykle pokraczny i krzywy. Cały szum wokół narzeczeństwa i małżeństwa absolutnie go nie przekonywał. No i jeszcze pozostawała kwestia Faye, chociaż już nie tak pełna zawieszenia w próżni, bo umówili się na termin kiedy chcieli wziąć rozwód. Wszystko zostanie załatwione i rzucone w niepamięć, a on będzie wreszcie wolny od jej humorów i pcheł.
— Ktoś mógłby powiedzieć, ze dzisiejszy wieczór jest cały o kłamaniu — uśmiechnął się lekko spod maski. — W końcu maskarada jest po to, żeby zwodzić i oszukiwać, oczywiście ku uciesze wszystkich — magia powoli ustąpiła, sprawiając że zarówno jej błękitna skóra, jak i jego włosy wróciły do normalności. Czar prysł, niemal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, a Rowle uniósł dłoń ku górze, w zapraszającym geście — Chcesz zatańczyć?
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast