24.10.2022, 20:23 ✶
Zajmowanie się pracą, pracą i jeszcze raz pracą odrywało jego umysł od wszystkich innych, nękających myśli. Głownie dlatego wszędzie chadzał ze swoją teczką i zajmował się tylko i wyłącznie sprawami dotyczącymi wykonywanej profesji. Oczywiście, przy tym jadał dobre kolacje i pił wyśmienite trunki, ale tematy rzadko schodziły na jego życie prywatne. Przynajmniej w większym gronie i w miejscu publicznym. Właśnie dlatego teraz, późnym wieczorem, wychodził z przybytku młodego Lestrange'a, który pomagał prowadzić od strony podatkowej i finansowej, z aktówką pod pachą i paroma dokumentami luźno złapanymi w dłoni. Niezbyt długo tam pozostały, bo zaraz też ktoś na niego wpadł. Albo on wszedł w słupek, nie był pewny czy to bardzo niska osoba, czy jego własna nieuważność, ale trwało to dosłownie pół sekundy, bo aż tak zmęczony nie był, aby nie odróżnić niskiej kobiety od londyńskiego, pomalowanego na czerwono słupka. Może i architektura w stolicy Imperium zapierała dech w piersi, ale trudno było to porównywać do estetyczności, z jaką mógł wyglądać człowiek. Zwłaszcza stojąca przed nim osóbka o kędzierzawych, czarnych kosmykach okalających blade lico.
Elliott zamrugał. Nie był pewien czy w zdezorientowaniu czy po prostu w konsternacji, więc mógł wyglądać w tym momencie naprawdę przezabawnie, z oczami szeroko otwartymi jak u hukającej sowy. Nieczęsto się to zdarzało, że widziało się Pana Ważnego Kanclerza Syna Byłego Ministra Magii z takim wyrazem twarzy. Już na pewno nie na środku ulicy Pokątnej.
Odchrząkną.
- Oh nie, to moja wina, powinienem być bardziej uważny. - odparł szybko, bo o manierach nie należało zapominać - Wszystko w porządku? - zapytał nie używając na razie żadnej formy grzecznościowej, bo dawał sobie jeszcze chwilę na rozpoznanie rozmówczyni. Sam zebrał ze dwa papiery karcąc się w głowie, że po prostu nie wyciągnął różdżki i nie użył magii. To naprawdę nie był jego dzień.
Ich oczy spotkały się w krępującej ciszy, a Malfoy nie sięgnął nawet po podawane mu papiery. Przeszukał wspomnienia bankietów i bardziej oficjalnych spotkań, tylko po to, aby jego umysł zwrócił się do postaci młodego wspólnika, pod którego lokalem właśnie stali. Podobieństwo może nie było zatrważające, ale Elliott nie znał Loretty tylko i wyłącznie przez Narcyza. Wywodzili się z tej samej klasy społecznej, splamionej snobizmem i bardzo wyuczonymi formułkami grzecznościowym, więc nie mogło jej obecności zabraknąć na ważniejszych bankietach i imprezach.
- Dziękuję. - odparł po chwili przechwytując dokumenty - Właśnie pożegnałem twojego brata, nie jestem pewien czy się chwalił, że współpracujemy przy prowadzeniu lokalu? - zagadnął, bo nie był pewien, czy Lestrange się gdzieś nie spieszyła. Dał jej tym samym chwilę do przyznania się, gdzie tak pędzi i nie naciskał na zostanie w jego towarzystwie. Zresztą, nie był pewien, czy on po całym dniu jest gotowy na kolejną dozę rozmowy.
Elliott zamrugał. Nie był pewien czy w zdezorientowaniu czy po prostu w konsternacji, więc mógł wyglądać w tym momencie naprawdę przezabawnie, z oczami szeroko otwartymi jak u hukającej sowy. Nieczęsto się to zdarzało, że widziało się Pana Ważnego Kanclerza Syna Byłego Ministra Magii z takim wyrazem twarzy. Już na pewno nie na środku ulicy Pokątnej.
Odchrząkną.
- Oh nie, to moja wina, powinienem być bardziej uważny. - odparł szybko, bo o manierach nie należało zapominać - Wszystko w porządku? - zapytał nie używając na razie żadnej formy grzecznościowej, bo dawał sobie jeszcze chwilę na rozpoznanie rozmówczyni. Sam zebrał ze dwa papiery karcąc się w głowie, że po prostu nie wyciągnął różdżki i nie użył magii. To naprawdę nie był jego dzień.
Ich oczy spotkały się w krępującej ciszy, a Malfoy nie sięgnął nawet po podawane mu papiery. Przeszukał wspomnienia bankietów i bardziej oficjalnych spotkań, tylko po to, aby jego umysł zwrócił się do postaci młodego wspólnika, pod którego lokalem właśnie stali. Podobieństwo może nie było zatrważające, ale Elliott nie znał Loretty tylko i wyłącznie przez Narcyza. Wywodzili się z tej samej klasy społecznej, splamionej snobizmem i bardzo wyuczonymi formułkami grzecznościowym, więc nie mogło jej obecności zabraknąć na ważniejszych bankietach i imprezach.
- Dziękuję. - odparł po chwili przechwytując dokumenty - Właśnie pożegnałem twojego brata, nie jestem pewien czy się chwalił, że współpracujemy przy prowadzeniu lokalu? - zagadnął, bo nie był pewien, czy Lestrange się gdzieś nie spieszyła. Dał jej tym samym chwilę do przyznania się, gdzie tak pędzi i nie naciskał na zostanie w jego towarzystwie. Zresztą, nie był pewien, czy on po całym dniu jest gotowy na kolejną dozę rozmowy.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦