Stella nie zamierzała go oceniać, w końcu już wtedy tego nie zrobiła. Takie sytuacje się zdarzają, poniekąd również sama była prowodyrką w końcu ignorowała go na każdy możliwy sposób, mimo, że się do niej dobijał. Został postawiony pod ścianą i postąpił tak jak potrafił, a że był przy tym strasznie pijany. Wiadomo, że pewne decyzje najprościej jest podjąć będąc nietrzeźwym. Alkohol dodawał odwagi, zrozumiała to.
- Myślę, że ktoś mógł się zdziwić, kiedy rano na jego parapecie zabrakło kwiatka, ale trochę sam się o to prosił umieszczając go w tym miejscu. - Miała wrażenie, że jeśli nie Borgin to kto inny by się postanowił zaopiekować roślinką. - Nie wypada, nie wypada, aczkolwiek nie sądziłam, że akurat Ty przejmujesz się tak bardzo tym, co wypada. - Gdyby tak było to przecież nie pojawił by się u niej pod mieszkaniem zalany w trupa, czyż nie? - To zależy chyba od kobiety. Nie znam się na kobietach, jeśli mam być szczera, zawsze wolałam mężczyzn. Gdybyś się kiedyś zastanawiał, to dalie, dalie mi się zawsze najbardziej podobały. - W przeciwieństwie do jakichś chabazi w doniczce, ale tego nie dodała. Wiedziała, że sytuacja tamtego wieczora była trudna, zresztą to, że w ogóle pomyślał o tym, żeby przynieść jej cokolwiek i tak bardzo ją zaskoczyło, szczególnie, że naprawdę wypił sporo. - Jasne, możemy przemilczeć, nie mam z tym problemu, przecież nie chcę Cię kompromitować. - Posłała mężczyźnie uśmiech. Nie zamierzała wracać do tego tematu skoro sobie tego życzył.
- Trochę gorzej? Powiadają, że zawsze może być gorzej, więc może wcale nie było tak źle? - Bawiła ją nawet ta sytuacja, tym bardziej, że ona pamiętała wszystko z tego wieczoru, miała przewagę. Pozostawało jej jedynie czekać na to, jak Stanley zareaguje na to wspomnienie.
Avery uważnie obserwowała Borgina ze wspomnienia, coraz bardziej podziwiała to, że trafił do jej domu, ta droga wcale nie była tak prosta jakby mogło się wydawać, a do tego tak spektakularnie pilnował kwiatka, nie mogła się nadziwić.
Dotarli już do jej kamienicy, byli coraz bliżej momentu kulminacyjnego. Sama pewnie wolałaby do tego nie wracać, gdyby była na miejscu Stanleya, tylko, że nie miał na to wpływu. Te wspomnienia wróciły z jakiegoś powodu, tylko nie wiedziała z jakiego. Musieli to przeżyć, przeczekać, powinno zniknąć tak jak poprzednie.
- Nie pytałam o to wcześniej. - Chociaż miała ochotę ustalić skąd właściwie wiedział gdzie mieszka. Dzisiaj wszystko się wyjaśniło. - - Takie nadużywanie swojego stanowiska... Nie wygląda najlepiej. - Zbliżyła się jeszcze do niego, żeby stanąć tuż obok. - Masz szczęście, że na Ciebie nie doniosłam. - Na pewno by tego nie zrobiła, jednak sama świadomość, że Stanley poszukał informacji na temat jej miejsca zamieszkania łamiąc przy tym prawo, trochę połechtała jej ego. Musiała coś dla niego znaczyć.
- Złamałeś dla mnie prawo, dwa razy, jestem jedyną, czy często tak robisz? - Była ciekawa jego sposobu działania, może to było normalne, codzienne zachowanie Borgina.
Dostrzegła, że udało mu się wejść do środka dzięki nieuwadze jednej z sąsiadek - tak się jej właśnie wydawało. Te wszystkie starsze babcie były strasznie ufne, nie oglądały się za siebie gdy wchodziły do środka.
- Jeśli mam być szczera, to chyba nie prawie, wydaje mi się, że udało Ci się zasnąć na tych schodach, co jest sporym wyczynem myślę że są raczej niewygodne. - Zauważyła, że zrobiło mu się głupio, spodziewała się, że tak to się skończy. - Nie przepraszaj, przecież nie masz za co, i nie masz też za co dziękować, myślę, że każdy by wyszedł gdyby ktoś go tak głośno nawoływał. - Zaniepokoiło to ją wtedy, dlatego postanowiła wyjść i zobaczyć co się dzieje, a że zobaczyła go w takim stanie, to cóż, nie mogła zareagować inaczej.
- Teraz przynajmniej wiemy, co się stało ze zgubą, której później tak bardzo szukałeś. - Dostrzegła bowiem, że kwiatek pozostał na schodach, stąd się wzięło całe zamieszanie.
- Widzisz, jaki Ty potrafisz być czarujący jeśli się tylko postarasz. - Specjalnie użyła tego słowa, bo ją to ogromnie bawiło. Tak naprawdę nie miała mu tego za złe, miała świadomość, że za większość tego, co mówił odpowiadał alkohol, chociaż czy nietrzeźwi nie mówili w głos, tego co myśleli naprawdę? Ciężko jej było to stwierdzić, bo Stanley poza tym jednym razem i obiadkami u jego matki był w stosunku do niej zdecydowanie bardziej zdystansowany.
Doszli do momentu kiedy upadł na ziemię. - Zastanawiałam się, czy coś Cię bolało następnego dnia, kilka razy całkiem porządnie się uderzyłeś. - Wtedy jakoś wolała do tego nie wracać, teraz jednak okazja się nadarzyła to postanowiła z niej skorzystać.
- Jak widać na załączonym obrazku ogromny romantyk, to wszystko było dosyć dramatyczne, ale zadziałało. - Postanowiła dodać, bo przecież nie wyrzuciła go wtedy z domu, rozmawiała z nim, a nawet pozwoliła mu u siebie zostać na noc.
- Przysnąłeś, ale udało mi się przetransportować Cię na kanapę, myślę że to miejsce byłoby mniej wygodne od niej. - Sama była zdziwiona, że postanowił zasnąć akurat tam, ale chyba nie do końca mógł o tym decydować w takim stanie, w jakim się wtedy znajdował.
- Nie wybaczę Ci tego kiedyś, przecież już to zrobiłam. To nic wielkiego. - Mógł zauważyć, że nie ruszało jej to specjalnie, ani wtedy, ani teraz.
Stella okazała się być naprawdę wyrozumiała. - Szybko zareagowałam, także nikt się nawet nie zdążył jakoś specjalnie Tobą zainteresować. - Może poza tą jedną sąsiadką dzięki której udało mu się wejść do środka, jednak Stella przekupiła ją na drugi dzień ciastem więc nie było problemu.
- Hejj, jest dobrze, nie masz za co przepraszać. - Stanęła tuż przed nim i złapała go za dłoń. - Jest dobrze, naprawdę. - Chciała mu dodać otuchy.