06.06.2026, 08:41 ✶
Seisyll wpatrywał się w to, co robiła Helloise i słuchał, nie wcinając w to swoich myśli. W pewnym momencie, kiedy oparła się o jego ramię, pozwolił sobie przesunąć palcami po powierzchni blond włosów i pocałować ją w czubek głowy. Uczynił to nie przerywając wywodu o tym, co ją tu spotkało, nawet jeśli sama powoli zdawała sobie sprawę z tego, że to co próbowała przekazać umykało pod stresem rezonującym z ciała i duszy.
Stres. Nie musiał słyszeć żadnych opowieści, imion, nazwisk, żeby wiedzieć rzecz prostą jeśli chodziło o domysły i ciężką, kiedy się ją rozpatrywało w kategoriach dźwigania jakiejś prawdy – Helloise została skrzywdzona.
Spoglądał na takie zdarzenia dwojako. Z jednej strony uważał ją za kobietę na tyle silną, aby potrafiła ustawić innych do pionu bez pomocy starszego brata. Krzywda nie oznaczała braku możliwości reakcji. Z drugiej – po cóż by jej ten starszy brat był, jeśli nie pomyślałby teraz, że jego bratankowi od dawna nikt nie wyłamał palców? Rowlowie zasługiwali na okazywanie im ciepła, otaczanie ich jestestwa opieką, walkę o to, aby mogli wieść spokojne życie z dala od zgiełku miasta i bólu. A to…? To nie tylko nie było pozbawione bólu – to było pogardą dla życia. Jeśli Leviathan był tego świadkiem, powinien klęczeć na podłodze razem z nią, żeby pomóc jej się podnieść. Któż natomiast krył się za Śmierciożerczą maską? Odrzucił myśl, że mógłby to być ktoś, z kim dzielił nazwisko, bo odzierało je to z powodów do dumy.
– Fy nghariad – zaczął czule, szczerze żałując tego, że dusza poskąpiła Helloise miłości do Walii – bo gdyby było inaczej, mogliby porozumiewać się w języku, którego nie rozumiały nawet ściany mające uszy – obawiam się, że Czarny Pan nie przynosi układanek, które mają łatwe odpowiedzi. – Zatrzymał się w tej wypowiedzi. Najwyraźniej zastanawiał się, czy warto było przekroczyć jakąś granicę, zza której ciężko było zawrócić. – Po trzech latach wojny odważę się rzucić, że te odpowiedzi mogą nie istnieć wcale. Jak zły bóg prowadzi wszystkich w kierunku drzwi, za którymi mają znaleźć wszystko to, czego szukali, ale za nimi znajdują się tylko kolejne drzwi. Nikt nigdy nie miał dojść z nim do celu, lecz zginąć lub oszaleć w wiecznej wędrówce. – Nie powinien tego mówić. Takie opinie zamieniały ludzi w popiół, a on miał wiele do zrobienia, zanim podda się wiatrom Klifów Moheru i wyda z siebie ostatnie tchnienie. – Jego puste słowa miały nakłonić mnie do wiary w to, że znajdę przy nim cel. To się nigdy nie stało. Bardziej wierzę milczącym drzewom, niż Jemu.
A jednak, ten który się miał przed nim nigdy nie ugiąć, tak samo jak cała reszta klęczał na posadzce Kromlechu i przyrzekał rzeczy, które przybrały postać trupiej czaszki wypalonej na jego przedramieniu czarną jak smoła magią.
– Naprawimy twoje okna – powiedział spokojnie, rzeczowo, może odrobinę bezosobowo jak na kogoś, kto wpatrywał się w skórę pokrytą czarnym tuszem symbolizującą powiązania z morderczą rebelią – a później uprzątniemy stąd Jego pychę. Jedyną rzeczą mającą tutaj sens jest twój niezłamany duch. A on, jeśli nie pojmie zasad rządzących tym światem, może gotować się na dzień, w którym pożre go Dziki Gon.
Metalowa noga zatrzeszczała. Był gotów się podnieść, ale nie zrobił tego, bo wpierw zajrzał w jej oczy, aby sprawdzić, czy ona również była na to gotowa. Mijały przecież lata, ale wciąż – to była tylko i aż jego młodsza siostrzyczka.
Stres. Nie musiał słyszeć żadnych opowieści, imion, nazwisk, żeby wiedzieć rzecz prostą jeśli chodziło o domysły i ciężką, kiedy się ją rozpatrywało w kategoriach dźwigania jakiejś prawdy – Helloise została skrzywdzona.
Spoglądał na takie zdarzenia dwojako. Z jednej strony uważał ją za kobietę na tyle silną, aby potrafiła ustawić innych do pionu bez pomocy starszego brata. Krzywda nie oznaczała braku możliwości reakcji. Z drugiej – po cóż by jej ten starszy brat był, jeśli nie pomyślałby teraz, że jego bratankowi od dawna nikt nie wyłamał palców? Rowlowie zasługiwali na okazywanie im ciepła, otaczanie ich jestestwa opieką, walkę o to, aby mogli wieść spokojne życie z dala od zgiełku miasta i bólu. A to…? To nie tylko nie było pozbawione bólu – to było pogardą dla życia. Jeśli Leviathan był tego świadkiem, powinien klęczeć na podłodze razem z nią, żeby pomóc jej się podnieść. Któż natomiast krył się za Śmierciożerczą maską? Odrzucił myśl, że mógłby to być ktoś, z kim dzielił nazwisko, bo odzierało je to z powodów do dumy.
– Fy nghariad – zaczął czule, szczerze żałując tego, że dusza poskąpiła Helloise miłości do Walii – bo gdyby było inaczej, mogliby porozumiewać się w języku, którego nie rozumiały nawet ściany mające uszy – obawiam się, że Czarny Pan nie przynosi układanek, które mają łatwe odpowiedzi. – Zatrzymał się w tej wypowiedzi. Najwyraźniej zastanawiał się, czy warto było przekroczyć jakąś granicę, zza której ciężko było zawrócić. – Po trzech latach wojny odważę się rzucić, że te odpowiedzi mogą nie istnieć wcale. Jak zły bóg prowadzi wszystkich w kierunku drzwi, za którymi mają znaleźć wszystko to, czego szukali, ale za nimi znajdują się tylko kolejne drzwi. Nikt nigdy nie miał dojść z nim do celu, lecz zginąć lub oszaleć w wiecznej wędrówce. – Nie powinien tego mówić. Takie opinie zamieniały ludzi w popiół, a on miał wiele do zrobienia, zanim podda się wiatrom Klifów Moheru i wyda z siebie ostatnie tchnienie. – Jego puste słowa miały nakłonić mnie do wiary w to, że znajdę przy nim cel. To się nigdy nie stało. Bardziej wierzę milczącym drzewom, niż Jemu.
A jednak, ten który się miał przed nim nigdy nie ugiąć, tak samo jak cała reszta klęczał na posadzce Kromlechu i przyrzekał rzeczy, które przybrały postać trupiej czaszki wypalonej na jego przedramieniu czarną jak smoła magią.
– Naprawimy twoje okna – powiedział spokojnie, rzeczowo, może odrobinę bezosobowo jak na kogoś, kto wpatrywał się w skórę pokrytą czarnym tuszem symbolizującą powiązania z morderczą rebelią – a później uprzątniemy stąd Jego pychę. Jedyną rzeczą mającą tutaj sens jest twój niezłamany duch. A on, jeśli nie pojmie zasad rządzących tym światem, może gotować się na dzień, w którym pożre go Dziki Gon.
Metalowa noga zatrzeszczała. Był gotów się podnieść, ale nie zrobił tego, bo wpierw zajrzał w jej oczy, aby sprawdzić, czy ona również była na to gotowa. Mijały przecież lata, ale wciąż – to była tylko i aż jego młodsza siostrzyczka.
walijski #5e7f63
Salazar #7f4242
Salazar #7f4242