Stella tak naprawdę po prostu średnio była zadowolona, że miała się tutaj pojawić. Zimny ton nie wziął się nawet z tego, w jaki sposób potoczyły się ich poprzednie spotkania. Nie do końca miała chęć świętować Beltane, szczególnie, że nie towarzyszyła jej podczas niego siostra. Jeszcze dwa lata temu były tutaj razem, we dwie zabawiały tłumy, teraz została z tym wszystkim sama, nie pogodziła się jeszcze z tą sytuacją.
- Sabat, jeden z wielu, nic nadzwyczajnego. - Kiedyś zdecydowanie bardziej cieszyły ją te spotkania, teraz gdzieś zapodziała swoje wszystkie chęci. Spojrzała na mężczyznę, na którego twarzy malował się uśmiech. Opamiętała się trochę, w końcu miała mu dotrzymywać towarzystwa, a nie marudzić, powinna inaczej podejść do tego spotkania, może faktycznie uda jej się na chwilę zapomnieć o wszystkim?
- Przepraszam, faktycznie to było dosyć brutalne jak na początek znajomości. - Uśmiech pojawił się na jej twarzy. - Chociaż nie powiem, pamiętam Cię jako trochę bardziej otwartego. - Nie mogła się powstrzymać od komentarza. - Jak widać, uroki potrafią wyciągnąć z człowieka zupełnie inną osobę. - Szczególnie czar wiły.
- Obiecuję, że dzisiaj będę grzeczna i nie wykorzystam swoich umiejętności, przynajmniej nie na Tobie. - Postanowiła mu o tym powiedzieć, żeby miał jasność, iż Avery nie zamierzała tym razem sprawdzać do czego może się posunąć.
- Jeśli tylko chcesz, możemy się stąd zmyć, najlepiej by jednak było, gdyby ktos zrobił nam zdjęcie, albo dwa. - Nie chciała słuchać wyrzutów rodziców, że nie pojawiła się na sabacie.
- W takim wypadku, jeśli obiecałeś, to chyba nie mamy innego wyjścia. - Spodobało jej się to, że wspomniał o tym, że dotrzymuje słowa, dobrze to o nim świadczyło. - Co zrobisz z taką ilością pączków? Wyglądasz jakbyś mógł zjeść sporo, ale część stoiska to chyba nawet dla Ciebie zbyt wiele.
- Może już chodźmy? Szkoda czasu. - Avery postanowiła złapać Theona pod rękę, w końcu dobrze to wyglądało, kiedy podczas Beltane miało się kogoś u boku.