Zmiana była momentalna, choć jeśli ktoś nie wiedział na co patrzeć, to mógł ją łatwo przegapić. Albo jeśli ktoś parsknął, rozbawiony wybornym żartem, który trafił na martwy, ale zdecydowanie zbyt podatni grunt.
Anthony patrzył się na jego gościa, na tego zasmarkanego intruza, a w jego oczach nie było widać już zaciekawienia. Nie dbał o to, czy Prewett zobaczył tę zmianę, choć on ze wszystkich ludzi powinien być najbardziej świadom jak wiele Shafiq robił, aby jego ścieżki nie przecinały się z drogą obieraną przez gwiazdę The Globe.
– Zabieraj ich stąd – powiedział sucho, może i cicho, ale było w tym coś bardziej intensywnego od krzyku. – Zabieraj ich stąd, nim trzeba będzie ich stąd wynosić – syknął mimo zaciśniętego gardła, próbując zdławić formującą się w piersi wściekłość.
Bezskutecznie.
Mimowolnie w pokoju zaczęło być coraz więcej mgły i coraz mniej światła, dwa nieprzyjemne chłodem ogniki przeszywały wciąż postać Kelly'ego, a rozprzestrzeniająca się iluzja tak właściwa żywym trupom żywiącym się krwią infekowała ich umysły wynaturzonym obrazem gospodarza o zdeformowanym ciele, przerośniętych pazurach, wydłużonych kłach… Istoty nie z tego świata, podchodzącej wprost z koszmarów w których nic nie jest takie jak powinno być.
Przerażenie rozprzestrzeniające się po ciele nie pozostawiało złudzeń - nie byli tutaj już mile widziani.
Anthony patrzył się na jego gościa, na tego zasmarkanego intruza, a w jego oczach nie było widać już zaciekawienia. Nie dbał o to, czy Prewett zobaczył tę zmianę, choć on ze wszystkich ludzi powinien być najbardziej świadom jak wiele Shafiq robił, aby jego ścieżki nie przecinały się z drogą obieraną przez gwiazdę The Globe.
– Zabieraj ich stąd – powiedział sucho, może i cicho, ale było w tym coś bardziej intensywnego od krzyku. – Zabieraj ich stąd, nim trzeba będzie ich stąd wynosić – syknął mimo zaciśniętego gardła, próbując zdławić formującą się w piersi wściekłość.
Bezskutecznie.
Mimowolnie w pokoju zaczęło być coraz więcej mgły i coraz mniej światła, dwa nieprzyjemne chłodem ogniki przeszywały wciąż postać Kelly'ego, a rozprzestrzeniająca się iluzja tak właściwa żywym trupom żywiącym się krwią infekowała ich umysły wynaturzonym obrazem gospodarza o zdeformowanym ciele, przerośniętych pazurach, wydłużonych kłach… Istoty nie z tego świata, podchodzącej wprost z koszmarów w których nic nie jest takie jak powinno być.
Przerażenie rozprzestrzeniające się po ciele nie pozostawiało złudzeń - nie byli tutaj już mile widziani.