06.06.2026, 20:39 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.06.2026, 20:40 przez Elliott Malfoy.)
Zechciał ściągnął kaszkiet i przeczesać jasne włosy. Powstrzymał odruch oraz uprzykrzające się myśli, iż w towarzystwie nie wypada okrycia głowy nie ściągnąć, wierzył, że każdy ze zgromadzonych rozumie jego pragmatyzm.
Branżowy żargon, którym posłużył się Delacour Elliott przyjął jak każdą inną wypowiedź. Prawo i dokument, które omawiali nie wychodziło aż tak mocno poza ekspertyzę Kanclerza, toteż nie zamierzał dokumentu wysyłac do swoich prawników. W swoim zawodzie analizował podobne statuty, jedne promieniejące wynkwitnością, inne zalewające szarością bezpiecznych wyborów. Te drugie należało sprawdzać o wiele dokładniej, gdyż pod latarnią zawsze było najciemniej.
O Gustavie opowiadał mu dziadek, choć Malfoy starał się, aby wspomnienia o Abraxasie nie zamgliły mu trzeźwości osądu.
Kiwnął głową w podzięce na wymiane grzeczności, która w istocie, wydawała się zaskakująco szczera. Nawet jeżeli nią była, Elliott postanowił nie kłaść się na laurach. Nie pochwały go łechtały, a właśne dokonania, których rozkładające się konsekwencje mógł widzieć bądź słyszeć.
Bez słowa podązył spojrzeniem za zadbaną dłonią wampira.
- Dziękuję za wyjaśnienie i dodam jeszcze, iż doceniam proporcjonalną do istotności długość przywołanych paragrafów - dla prawników mało co, jeżeli praktycznie nic nie było przypadkowe. Zwłaszcza fakt, że Gustaw przywołał odpowiednią część dokumentu, skupiając się na części, która ograniczała ich odpowiedzialność za działanie wobec korzyści stowarzyszenia, a nie podług ministerialnej modły. Toteż nie zawahał się, choć niedosłownie, aby żadne czujne uszy, które mogły podłuchiwać zza ściany, nie wyłapały żadnego konkretu.
Spoglądając Mecenasowi w oczy, gdy kończył materializować ostatki dźwięków na brzegu języka, sięgnął za narzucony na ramiona sweter, wyciągając zań eleganckie pióro. Oczywiście nie dosłowne, bardziej przenośne, choć wciąż gustowne. Kładąc pergamin na blacie stołu przyłożył stalówkę i złożył podpis. Nie było w tym ruchu zamaszystości, choć kaligrafia która wyszła spod dłoni przypominała kursywę z najskrupulatniejszych zapisków historii magii.
Branżowy żargon, którym posłużył się Delacour Elliott przyjął jak każdą inną wypowiedź. Prawo i dokument, które omawiali nie wychodziło aż tak mocno poza ekspertyzę Kanclerza, toteż nie zamierzał dokumentu wysyłac do swoich prawników. W swoim zawodzie analizował podobne statuty, jedne promieniejące wynkwitnością, inne zalewające szarością bezpiecznych wyborów. Te drugie należało sprawdzać o wiele dokładniej, gdyż pod latarnią zawsze było najciemniej.
O Gustavie opowiadał mu dziadek, choć Malfoy starał się, aby wspomnienia o Abraxasie nie zamgliły mu trzeźwości osądu.
Kiwnął głową w podzięce na wymiane grzeczności, która w istocie, wydawała się zaskakująco szczera. Nawet jeżeli nią była, Elliott postanowił nie kłaść się na laurach. Nie pochwały go łechtały, a właśne dokonania, których rozkładające się konsekwencje mógł widzieć bądź słyszeć.
Bez słowa podązył spojrzeniem za zadbaną dłonią wampira.
- Dziękuję za wyjaśnienie i dodam jeszcze, iż doceniam proporcjonalną do istotności długość przywołanych paragrafów - dla prawników mało co, jeżeli praktycznie nic nie było przypadkowe. Zwłaszcza fakt, że Gustaw przywołał odpowiednią część dokumentu, skupiając się na części, która ograniczała ich odpowiedzialność za działanie wobec korzyści stowarzyszenia, a nie podług ministerialnej modły. Toteż nie zawahał się, choć niedosłownie, aby żadne czujne uszy, które mogły podłuchiwać zza ściany, nie wyłapały żadnego konkretu.
Spoglądając Mecenasowi w oczy, gdy kończył materializować ostatki dźwięków na brzegu języka, sięgnął za narzucony na ramiona sweter, wyciągając zań eleganckie pióro. Oczywiście nie dosłowne, bardziej przenośne, choć wciąż gustowne. Kładąc pergamin na blacie stołu przyłożył stalówkę i złożył podpis. Nie było w tym ruchu zamaszystości, choć kaligrafia która wyszła spod dłoni przypominała kursywę z najskrupulatniejszych zapisków historii magii.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦