Philippa siedziała przy drewnianym stole. Panował na nim drobny bałagan. Kilka amuletów walało się po blacie, tak samo jak i ksiąg, pergaminów, jak wiadomo tylko genialne umysły potrafiły panować nad chaosem, a za taki się uważała. W ręku trzymała wahadełko, którym poruszała w powietrzu. Zawsze miała je przy sobie, wiele razy uratowało jej skórę, chociaż pewnie by się do tego nie przyznała.
Deszcz uderzał o parapet, było już późno, światło latarni palących się przy budynku jakoś docierało do wnętrza jej królestwa, poza nim jedynym jego źródłem było kilka świec, które się paliły. W powietrzu unosił się ciężki zapach kadzidła. Niedługo powinna zacząć się zbierać do domu, nie miała nic pilnego do zrobienia. Najwyraźniej nie mogło być tak prosto, usłyszała bowiem stukanie do drzwi, zerknęła w ich kierunku. - Ciekawe, kogo licho niesie. - Mruknęła pod nosem, tak właściwie to mógł być każdy. Znajomy, lub nie. Nigdy nie miała pewności, kto tym razem postanowi skorzystać z jej usług. Uniosła się z krzesła, mogłaby zaprosić przybysza do środka słowem, ale postanowiła przywitać go osobiście w drzwiach, było późno, wolała być przezorna, w końcu znajdowała się tutaj sama.
Dość szybko znalazła się przy drzwiach, otworzyła je, ulżyło jej właściwie kiedy dostrzegła znajomą twarz.
- Spodziewałam się Ciebie wcześniej. - Powiedziała, gdy tylko go zobaczyła. Odsunęła się też nieco, aby zrobić miejsce Erikowi na to, aby wszedł do środka. Nie wiedziała co go sprowadza, pewnie zaraz się dowie, jej drzwi jednak zawsze stały otworem dla Longbottomów, była z nimi blisko, od lat przyjaźniła się z Aurorą, było to stałe w jej życiu od kiedy uczęszczała do Hogwartu.
Całkiem niedawno odwiedziła ją jego siostra, to zasugerowało Barclay, że być może i jej brata spotkało coś podobnego. Spalona Noc okazała się nieść za sobą sporo szkód, nie tylko tych materialnych, miała szansę się już o tym przekonać, sporo osób potrzebowało wsparcie po tym co się wydarzyło, mogła coś na to zaradzić dzięki swoim umiejętnościom.
- Nie wyglądasz, jakbyś przyszedł na herbatę. - Stwierdziła jeszcze, zresztą przyjaźniła się z jego matką nie z nim, więc na pewno sprowadzało go do niej coś konkretnego. - Im szybciej powiesz co się dzieje, tym szybciej będziemy mieli to za sobą. - Zamknęła za nim drzwi, po czym sama ruszyła w głąb pomieszczenia. Chciała mu pomóc, jak najszybciej, ale musiał powiedzieć, co właściwie sprowadziło go do jej gabinetu. Później będą mogli porozmawiać o tym, czy znalazł już sobie jakąś wybrankę serca - wiedziała, że Aurora czekała na wnuki, ale żadne z jej dzieci jakoś się do tego nie spieszyło.