06.06.2026, 21:03 ✶
Słuchał. Na prawdę słuchał.
To znaczy starał się, ale było to na prawdę trudne.
Nie był w stanie pojąć, czemu nie został przegoniony na cztery wiatry, szczególnie, że noc nie była aż tak zaawansowana, żeby mógł ryzykować spotkanie ze słońcem i konieczność nocowania w cudzej piwnicy.
A jednak. A jednak.
A jednak.
– Dobrze Lucienne. Dobrze. Ja… – zawahał się na moment, gdy w końcu podniósł na nią zapodziane wszędzie dookoła oczy, ale w sumie nie był w stanie dźwignąć jej spojrzenia, bez względu na to czy była w nim wściekłość czy nie. Zamiast tego więc ujął jej dłoń i ucałował ją delikatnie, chłód do chłodu, który wobec ich tożsamej natury chłodem wcale nie był. – przepraszam Lucienne. Przepraszam, że zainicjowałem te działania bez Twojej zgody. – równie szybko co wykonał ten gest, tak wypuścił tę dłoń i skupił się już całkowicie na sprzątaniu. Najprawdopodobniej teraz, gdy okrzepł, będzie mu o wiele łatwiej znaleźć drogę na zewnątrz.
Najprawdopodobniej.
To znaczy starał się, ale było to na prawdę trudne.
Nie był w stanie pojąć, czemu nie został przegoniony na cztery wiatry, szczególnie, że noc nie była aż tak zaawansowana, żeby mógł ryzykować spotkanie ze słońcem i konieczność nocowania w cudzej piwnicy.
A jednak. A jednak.
A jednak.
– Dobrze Lucienne. Dobrze. Ja… – zawahał się na moment, gdy w końcu podniósł na nią zapodziane wszędzie dookoła oczy, ale w sumie nie był w stanie dźwignąć jej spojrzenia, bez względu na to czy była w nim wściekłość czy nie. Zamiast tego więc ujął jej dłoń i ucałował ją delikatnie, chłód do chłodu, który wobec ich tożsamej natury chłodem wcale nie był. – przepraszam Lucienne. Przepraszam, że zainicjowałem te działania bez Twojej zgody. – równie szybko co wykonał ten gest, tak wypuścił tę dłoń i skupił się już całkowicie na sprzątaniu. Najprawdopodobniej teraz, gdy okrzepł, będzie mu o wiele łatwiej znaleźć drogę na zewnątrz.
Najprawdopodobniej.
Koniec sesji