Gdy odeszli na bok dziewczyna spojrzała na wylosowane czekoladki. Teraz nie miała ochoty na nic słodkiego, więc poczęstowała Trevora. Gdy zdecydował, czy weźmie lub nie schowała opakowanie do torebki. Jej oczom ukazał się dziwny wóz Sary Macmillan ozdobiony niebotyczną ilością prześcieradeł.
— Chodźmy tam. – wskazała wóz i pociągnęła Trevora za sobą. – Nie przeszkadza ci, że tak cię ciągam? Zwykle unikałam takich miejsc i rzadko chodziłam na święta. Nie lubię tłumów. – wyznała, szła już spokojniejszym krokiem niż wcześniej. Wóz znajdował się trochę na uboczu, więc mieli trochę miejsca do tego, aby pospacerować. Podobał jej się ten strój, w którym był teraz Trevor. Zdecydowanie mniej się martwiła, że może coś się mu stać.
Weszła do środka podziwiając całe to miejsce. Było tu zaskakująco niesamowicie. Zdecydowała, że wylosuje dla siebie herbatkę z prądem. Może i nie przepadała za takimi herbatami, ale był to taki dzień, takie miejsce, że chciała poczuć się trochę inaczej. Od dawna sobie mówiła, że będzie bardziej towarzyska, a teraz miała ku temu okazję.
Po wylosowaniu herbatki ulotniła się wraz z Trevorem z tego miejsca, aby nie blokować nikomu drogi i przespacerowała się gdzieś dalej, aby móc sobie na spokojnie wypić i uniknąć tłumów. Wyciągnęła kocyk i rozścieliła go na ziemi pomiędzy dwoma drzewami. Usiadła i poczęstowała Trevora ciastkami, które kupiła od Nory. Co jakiś czas obok nich przechodzili ludzie, ale znacznie mniej niż w centrum.
!herbata z prądem