07.06.2026, 14:40 ✶
Odpowiedź Anthony'ego nieco zdziwiła Lanę; polityk zawsze wydawał jej się osobą, która ma wszystko zaplanowane na tip-top, włącznie z planami awaryjnymi. Być może jednak teraz liczył na uzyskanie wsparcia od dzikich kart, które wahały się do ostatniej chwili? Cóż, najwyraźniej było to ryzyko, na które Shafiq był gotowy, więc Dolohovówna jedynie skinęła głową. Na wieść o tym, że miała się zjawić mecenas Delacour, twarz czarownicy wyraźnie się rozpromieniła. Już podczas czytania umowy fundacyjnej miała takie podejrzenia, gdyż po sześciu latach współpracy potrafiła rozpoznać charakterystyczny styl Gustave'a (który przejawiał się nawet w umowach pisanych standardowo według określonego wzorca). Gdy rzeczony mecenas podszedł do ich stolika, uścisnęła go na przywitanie.
– Ach, dziękuję mon mentor. – gdyby ktoś inny skomplementował ją w ten sposó, zapewne speszyłaby się i zaprzeczyła. Gustave Delacour był jednak bezbłędny w ocenie ludzkiego charakteru, więc nie mogła się z nim nie zgodzić. – Ciebie też miło mi widzieć. – obecność mistrza uspokoiła ją oraz dodała pewności, że Złote Jabłko było przedsięwzięciem godnym zaufania.
Kolejni fundatorzy zaczęli dołączać do ich grupy, a Lana kulturalnie witała się z każdym. Podniosła nawet swoją filiżankę herbaty w ramach toastu. Musiała przyznać, że Anthony'emu faktycznie udało się zebrać samą śmietankę czarodziejskiej socjety; były ambasador (choć z tego, co się orientowała, był on podwładnym Shafiq'a), dziedzic Longbottomów, kanclerz skarbu… Wyglądało jednak na to, że jest jedyną damą w towarzystwie. Dolohovówna zazwyczaj czuła się pewniej w otoczeniu kobiet, ale towarzystwo Gustave'a oraz Anthony'ego dodawało jej otuchy.
Wsłuchała się w wymianę zdań między panem Malfoy'em a jej mistrzem. Kanclerz zwrócił uwagę na istotną kwestię, która z racji braku powiązań z Ministerstwem Magii umknęła jej samej. Jednak nieumarły mecenas jak zawsze był przygotowany na każdą okoliczność i z typową dla siebie elegancją rozwiał wątpliwości Elliotta, w sposób nie ujmujący inteligencji rozmówcy. Gdy Malfoy złożył swój podpis, Dolohovówna przejęła od niego umowę. Wyciągnęła pióro, które zawsze nosiła przy sobie w razie gdyby musiała zanotować coś, co przydałoby się jej podczas badań. Teraz jednak miała się nim posłużyć, by zaciągnąć zobowiązanie na rzecz Doliny Godryka. Przeganiając ostatnie wątpliwości, podpisała się pełnym imieniem i nazwiskiem na umowie fundacyjnej Złotego Jabłka. Jej pismo było bardzo eleganckie, jakby skopiowane wprost z podręcznika do nauki kaligrafii.
– Ach, dziękuję mon mentor. – gdyby ktoś inny skomplementował ją w ten sposó, zapewne speszyłaby się i zaprzeczyła. Gustave Delacour był jednak bezbłędny w ocenie ludzkiego charakteru, więc nie mogła się z nim nie zgodzić. – Ciebie też miło mi widzieć. – obecność mistrza uspokoiła ją oraz dodała pewności, że Złote Jabłko było przedsięwzięciem godnym zaufania.
Kolejni fundatorzy zaczęli dołączać do ich grupy, a Lana kulturalnie witała się z każdym. Podniosła nawet swoją filiżankę herbaty w ramach toastu. Musiała przyznać, że Anthony'emu faktycznie udało się zebrać samą śmietankę czarodziejskiej socjety; były ambasador (choć z tego, co się orientowała, był on podwładnym Shafiq'a), dziedzic Longbottomów, kanclerz skarbu… Wyglądało jednak na to, że jest jedyną damą w towarzystwie. Dolohovówna zazwyczaj czuła się pewniej w otoczeniu kobiet, ale towarzystwo Gustave'a oraz Anthony'ego dodawało jej otuchy.
Wsłuchała się w wymianę zdań między panem Malfoy'em a jej mistrzem. Kanclerz zwrócił uwagę na istotną kwestię, która z racji braku powiązań z Ministerstwem Magii umknęła jej samej. Jednak nieumarły mecenas jak zawsze był przygotowany na każdą okoliczność i z typową dla siebie elegancją rozwiał wątpliwości Elliotta, w sposób nie ujmujący inteligencji rozmówcy. Gdy Malfoy złożył swój podpis, Dolohovówna przejęła od niego umowę. Wyciągnęła pióro, które zawsze nosiła przy sobie w razie gdyby musiała zanotować coś, co przydałoby się jej podczas badań. Teraz jednak miała się nim posłużyć, by zaciągnąć zobowiązanie na rzecz Doliny Godryka. Przeganiając ostatnie wątpliwości, podpisała się pełnym imieniem i nazwiskiem na umowie fundacyjnej Złotego Jabłka. Jej pismo było bardzo eleganckie, jakby skopiowane wprost z podręcznika do nauki kaligrafii.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.