Odpowiadało mu całe to bycie anonimowym. Nigdy nie ciągnęło go na pierwsze strony gazet, nie marzyła się sława. Wiążące się z tym pieniądze oraz rozpoznawalność. Mógł żyć swoim własnym, względnie spokojnym życiem. Wcale nie nudnym.
- Czyli będę musiał się postarać. - skomentował jej słowa.
Ciężko było nie zgodzić się z tym, co Stella mówiła na temat Beltane. Sam widział to w podobny sposób, starał się jednak pozytywnie do tego nastawić - przekonać samego siebie, że będzie się podczas tego krótkiego wypadu całkiem nieźle bawić. Ponoć takie podejście mogło okazać się pomocne.
- Z reguły wolę nie planować. - przyznał. I tak właśnie w jego przypadku było. Zajmował się tym, co mu akurat wpadło do głowy. Na co miał ochotę. A teraz? Teraz miał chęć przetrwać Beltane. I to w taki sposób, żeby zostawić możliwie najmniej miejsca na narzekanie. - Coś na pewno wymyślimy.
Widać było, że coś jest w przypadku Stelli nie tak, choć nie mając odpowiedniej ilości informacji, nie dało się określić tego, o co może tutaj chodzić. Pozostawało więc próbować jakoś tę sytuacje poprawić. Starać się złapać wspólny język; starać się zarazić dziewczynę pozytywnym nastawieniem.
- Powinienem teraz poczuć się urażony. Chyba. - rzucił w jej stronę. - Ale tym razem łaskawie Ci wybaczę. Jestem człowiekiem wyrozumiałym.
Pokiwał głową. Miała w tym trochę racji. Niby przypadki chodziły po ludziach, ale kiedy człowiek się temu i owemu przyjrzał nieco dokładniej, to nagle można było dostrzec to, co wcześniej pozostawało niewidoczne.
- Żadne negatywne. Po prostu chce się później pozytywnie zaskoczyć. - zaoponował. - Stoiska Nory. Takie z kwiatami. Koszami. Słodkościami. Chce zgarnąć te pączki. - odpowiedział na pytanie, nie przerywając przy tym poszukiwań. Wreszcie, po chwili, wyciągnął rękę w odpowiednim kierunku. - Tam. widzę.