Stanley nie zrobił nikomu krzywdy swoim zachowaniem. Avery uważała więc, że obwinianie siebie jest bez sensu, bo właściwie to nic się przecież nie stało. Rozumiała, że kiedy patrzył na to mógł poczuć wstyd, był to całkiem ludzki odruch. Kto nigdy nie miał w swoim życiu moralniaka po mocno zakrapianej imprezie niechaj pierwszy rzuci kamieniem. Nawet ona nie była krystalicznie czysta jeśli o to chodzi.
- Nie wiem, czy to dobrze, że potrafię doprowadzić Cię do popełniania takich czynów. - Skoro był dla niej w stanie nagiąć prawo, to oznaczało, że miała na niego jakiś wpływ. To chyba dobrze? - Jeśli wcześniej nawet nie przeszło Ci to przez myśli, to musiałeś być naprawdę zdesperowany. - Cóż, była wtedy bardzo asertywna w stosunku do niego, jak widać przyniosło to zamierzony efekt, bo pokazał jej to czego potrzebowała. Wykazał się inicjatywą, wyszedł poza pewną strefę, zrobił wiele, aby z nim porozmawiała. Nawet trochę jej to zaimponowało. Dobrze w sumie, że o tym porozmawiali, bo nieco jej się to wszystko rozjaśniło.
- Przepraszam, okropna jestem. - Faktycznie nieco się pospieszyła, zastanawiała się, czy nie zapomniała jeszcze o jakichś szczegółach z tego spotkania. Zapewne zaraz się to wyjaśni, w końcu wspomnienie było idealne - mogli przeżyć to wszystko jeszcze raz, spoglądając na swoje postaci w przeszłości.
- Poszukiwania muszę przyznać trwały dłuższą chwilę, jednak się nie powiodły. Gdybym wiedziała, że zostawiłeś go wtedy na schodach, to bym po niego poszła, może wszystko potoczyłoby się mniej dramatycznie. - Sama Stella nie do końca zarejestrowała, gdzie on wtedy przepadł, dzisiaj wszystko się wyjaśniło, gdyby wtedy wiedziała, to co wie teraz to pewnie łatwiej by jej poszło z ogarnięciem Borgina.
- Oczywiście, po kilku i pewnie po kilkunastu również dobrze prawisz. - Nie była pewna, czy ledwie kilka piwek mogło go doprowadzić do takiego stanu, w jakim się u niej pojawił. Może lepiej, żeby nie wiedziała, jaką ilość alkoholu wtedy w siebie wlał.
- Myślę, że byłeś trochę zdenerwowany, wiesz, nie jestem łatwym rozmówcą, kiedy się denerwuję, a wtedy jeszcze trochę się na Ciebie irytowałam. - Próbowała też wyjaśnić swój punkt widzenia. Może faktycznie powinna zejść z tonu, szczególnie, że widziała, że nie jest on w najlepszej formie, jednak nadal szła w zaparte próbując demonstrować swoje racje.
- Zobacz, jakoś udało mi się przeżyć bez tego kwiatka. - Nie było to dla niej ważne. Zdecydowanie większe wrażenie zrobiło na niej to, jak bardzo to wszystko przeżywał. Wtedy pierwszy raz zobaczyła, że może faktycznie, trochę mu na niej zależy, w końcu gdyby tak nie było, to by się tym tak nie przejął. W ten sposób to sobie tłumaczyła, a chyba trochę chciała, żeby tak było. Sama Stella łapała się na tym, że lubiła go mieć w swoim otoczeniu i pewnie by jej go brakowało.
- Powinnam, czy nie powinnam, nie ma sensu oceniać, zrobiłam to, co chciałam, co wydawało mi się słuszne. - Sama właściwie wtedy nie spodziewała się, że ta sytuacja się skończy w ten sposób, jednak wcale nie przeszkadzało jej zakończenie. Przynajmniej miała pewność, że nic mu się nie stanie, w końcu nie wiadomo, czy dotarłby do domu. Pewnie nie spałaby całą noc i niepotrzebnie się denerwowała, a tak to miała pewność, że jest bezpieczny.
- Tak szczerze, to myślę, że każdy by zauważył, do tego tak śmierdziałeś menelem, że na samą myśl mi się robi niedobrze, nie mam pojęcia ile alkoholu musiałeś wtedy w siebie wlać. - Wydawało jej się, że było to dużo więcej niż kilka piwek o których wspomniał. - Dobrze, że postanowiłeś przyjść, może nie wygląda to specjalnie efektownie, jak się na to teraz patrzy, ale zadziałało. Gdyby nie to, to pewnie nadal bym była na Ciebie obrażona. - Ścisnęła mocniej jego dłoń i uśmiechnęła się ciepło. Naprawdę cieszyła się, że to wszystko potoczyło się właśnie w ten sposób.
- Dobrze, że nie zniknąłeś, mam nadzieję, że nigdy nie znikniesz. - Zamilkła na chwilę, bo chyba nie chciała tego powiedzieć na głos. Powinna była ugryźć się w język. - Starałam się, żebyś miał w miarę komfortowe warunki, szczególnie, że nim trafiłeś na tę kanapę trochę się poturbowałeś. - Skoro już u niej został, to dobrze, że miał szansę się wyspać. Szczególnie, że po takiej nocy poranek i bez tego mógł być bardzo bolesny.
Wspomnienie zaczęło się rozmywać w momencie, w którym Avery przykrywała mężczyznę kocem. Zakończyło się, może to już koniec tego dziwnego błądzenia w przeszłości?
Ponownie pojawili się w zaułku, gdzie znowu pojawiła się tajemnicza dziewczynka. - Powiesz nam, co się dzieje, dlaczego to wszystko do nas wraca? - Postanowiła zapytać, jednak nie usłyszała odpowiedzi, gdyż zapaliła ona kolejną zapałkę. Spojrzała na Borgina - wiedziała, że w tej sytuacji pewnie znowu pojawi się ból głowy, który musiał być dla niego bolesny. Udało jej się złapać go w ramiona, kiedy zaczął osuwać się na ziemię.
Wszystko rozmyło się po raz kolejny. Zniknęła alejka niedaleko domu Stelli. Ponownie znaleźli się w innym miejscu. Poznała je od razu. Znaleźli się pod drzwiami do jego mieszkania. Uśmiechnęła się do siebie, kiedy zobaczyła, jak świetnie wtedy wyglądała - nie da się ukryć, że miała naprawdę niezły gust. - To chyba nie jest takie najgorsze. - Powiedziała jeszcze do Stanleya, może na koniec zostawiono najbardziej przyjemne wspomnienie, chociaż kto właściwie powiedział, że to już koniec.