08.06.2026, 13:45 ✶
Marco nieco uspokoił się na kolejne słowa i podniósł się ze swojego miejsca, przystając na propozycję podjęcia działania. Rzucił kilka słów po włosku swojej powracającej z przekąskami towarzyszce i wszyscy w pośpiechu opuścili to miejsce, rozdzielając się na korytarzu…
Restauracja wyglądała tak surrealistycznie, wobec odoru i wewnętrznej szarpaniny kobiety, która była pochłaniana przez bestię w niej. Przez klątwę. Tu dla odmiany pachniało aromatyczną solą, owocami i pieczonym mięsiwem, wszędzie unosiła się aura śmiechów, a nad głowami gości przepływały leniwie syreny w przeszklonym, wypełnionym wodą suficie.
Marco bardzo cicho poprosił o możliwą dyskrecję, żeby nie wzbudzać paniki u innych gości, po czym głową wskazał siedzące nad basenem kobiety. Czarnoskóra afrykanka szczyciła się piękną jasną grzywą kręconych włosów i grała teraz na bębnie, akompaniując rdzennej amerykance o orlim nosie, która przygrywała senną melodię na flecie ozdobionym kilkoma piórami. Obie oczywiście przestał grać, gdy dwaj mężczyźni do niej podeszli. Cała grupka była teraz na uboczu, z wnętrza hotelu dobiegły ich włoskie pokrzykiwania, ale całą czwórka była skupiona wyłącznie na sobie?
– Marco co się dzieje? Wyglądasz na bladego chłopcze. – zapytała z mocnym akcentem flecistka.
Droga powrotna do łaźni nie zajęła mu dużo czasu, właściwie tę ścieżkę miał już całkiem nieźle wydeptaną. Oczywiście nie zaryglowali drzwi, teraz gdy do nich podszedł zobaczył, że nawet dziecko mogłoby je zamknąć od zewnątrz. Ba! Mechanizm był tak prymitywny, że mogłoby to zrobić nawet zwierzę.
Co jednak bardziej przyciągnęło uwagę Leviathana, to to, że ze środka dobiegał go zamiast odgłosów walki i szamotaniny dochodził do niego tylko i wyłącznie cichutki, nieregularny pluskot wody.
Henryk
Restauracja wyglądała tak surrealistycznie, wobec odoru i wewnętrznej szarpaniny kobiety, która była pochłaniana przez bestię w niej. Przez klątwę. Tu dla odmiany pachniało aromatyczną solą, owocami i pieczonym mięsiwem, wszędzie unosiła się aura śmiechów, a nad głowami gości przepływały leniwie syreny w przeszklonym, wypełnionym wodą suficie.
Marco bardzo cicho poprosił o możliwą dyskrecję, żeby nie wzbudzać paniki u innych gości, po czym głową wskazał siedzące nad basenem kobiety. Czarnoskóra afrykanka szczyciła się piękną jasną grzywą kręconych włosów i grała teraz na bębnie, akompaniując rdzennej amerykance o orlim nosie, która przygrywała senną melodię na flecie ozdobionym kilkoma piórami. Obie oczywiście przestał grać, gdy dwaj mężczyźni do niej podeszli. Cała grupka była teraz na uboczu, z wnętrza hotelu dobiegły ich włoskie pokrzykiwania, ale całą czwórka była skupiona wyłącznie na sobie?
– Marco co się dzieje? Wyglądasz na bladego chłopcze. – zapytała z mocnym akcentem flecistka.
Leviathan
Droga powrotna do łaźni nie zajęła mu dużo czasu, właściwie tę ścieżkę miał już całkiem nieźle wydeptaną. Oczywiście nie zaryglowali drzwi, teraz gdy do nich podszedł zobaczył, że nawet dziecko mogłoby je zamknąć od zewnątrz. Ba! Mechanizm był tak prymitywny, że mogłoby to zrobić nawet zwierzę.
Co jednak bardziej przyciągnęło uwagę Leviathana, to to, że ze środka dobiegał go zamiast odgłosów walki i szamotaniny dochodził do niego tylko i wyłącznie cichutki, nieregularny pluskot wody.