– Ale na bal przebierańców? – wyraziła w końcu swoją myśl najbardziej dyplomatycznie jak potrafiła, wyobrażając sobie świeczki zamiast bombek, i według niej wyglądało to równie absurdalnie. Próbowała przede wszystkim siebie w tym wyobrazić, ale tutaj umysł bardzo się bronił i widziała tylko jakaś ciemnowłosa kobietę z zamazaną twarzą w tym… czymś.
W tej choince.
On to powiedział, nie ona. Dobrze. Trochę jej przy tym nawet ulżyło, kiedy Christopher wyraził to, co jej chodziło po głowie, na głos i okazało się, że mówił bardzo niepoważnie. Lubiła czasami błyszczeć, lubiła ładnie wyglądać, lubiła się podobać, ale niekoniecznie chciała wyglądać jak drzewko, obwieszona tandetnymi świecidełkami. Brakowało tylko, żeby rozdawała prezenty.
– Błagam, powiedz, że wybiliście jej tę choinkę z głowy – o tak, prawdopodobnie poziom przerażenia pomiędzy nimi był bardzo podobny. A teraz nawet zauważalnie westchnęła z ulgą. – Przez chwilę, przyznam, trochę się bałam, że mówisz na poważnie – ale głosik w jej głowie mówił jej przecież, że do tej pory Christopher takich tendencji i gustu nie przejawiał, zresztą wyczarował ten strój na boginie żeby czysto teoretycznie rozśmieszyć i już to powinno jej wystarczyć.
Wspięła się za nim po schodach i w spokoju przyglądała się korytarzowi i drzwiom, nie czując takiego niepokoju, że coś zaraz wyskoczy zza winkla.
– I tak warto go obejrzeć, niezależnie od twojej decyzji – stwierdziła i kiwnęła głową, widząc że Chris nie jest do końca przekonany do tego domu. Ale to nic złego, skoro wydawał swoje pieniądze i to niemałe, to czemu na coś, z czego nie byłby w pełni zadowolony? – Chcesz obejrzeć jeszcze ten drugi pokój, czy jesteś zdecydowany, że na pewno nie weźmiesz tego domu? – nie wiadomo w końcu jak będzie wyglądać ten drugi budynek, który miał na oku.