10.06.2026, 17:08 ✶
Dwa oddechy splotły się w jedną pieśń.
— Ty też jesteś niczego sobie, wiesz? — odparła czule. Posłusznie podążyła za nim, wsunęła się między jego nogi, odnajdując swoje miejsce. Płomienne włosy Mony rozlały się po jej ramieniu jak kaskada miedzi, gdy odchyliła głowę, chcąc zachłannie zaczerpnąć więcej. Każde reakcja między pocałunkami była gorącym oraz wilgotnym wyznaniem. — Ari, jesteś pewny? — głos był chrapliwy. Chyba… nie musiał jej tego komunikować werbalne, ale i tak wolała się upewnić. Uciszyć ostatnie echo własnych obaw.
Nie była w stanie oddać mu straconych lat. Mogła natomiast sprawić, że nie pożałuje ani jednego z tych, które wciąż mieli przed sobą.
Materiał zsunął się z jego ramion i opadł miękko na posadzkę. Jej dłoń spoczęła na jego barku, a palce zagubiły się w ciemnych lokach przy karku. Dalej powędrowała po plecach, zakreśliła niewidzialne linie wzdłuż kręgosłupa aż do dolnej części pleców. Każdy odsłonięty fragment skóry nagradzała delikatnym dotykiem. Gdy wsunęła się pod materiał spodni przy jego biodrze, zatrzymała się drżąca od tłumionej energii. Może powinna była się zastanowić, czy byli sami. Nieważne, nieważne, pomyślała, nie chciała się od niego odrywać.
Pasek był uparty, ale Mona była smokolożką — radziła sobie z opornymi smokami, toteż powinna poradzić sobie i z tym. Jedna ręka natomiast była głupia, nieskładna. Frustracja odebrała Rowle na moment oddech. Parała się rozpaczliwie paskiem jego spodni jedną ręką przez chwilę, a kiedy jej się to nie udało błyskawicznie tego zrobić, fuknęła zbolała na swoją niedolę.
— Cokolwiek? Zrobisz cokolwiek? Pomóż mi w takim razie to z ciebie zdjąć.
— Ty też jesteś niczego sobie, wiesz? — odparła czule. Posłusznie podążyła za nim, wsunęła się między jego nogi, odnajdując swoje miejsce. Płomienne włosy Mony rozlały się po jej ramieniu jak kaskada miedzi, gdy odchyliła głowę, chcąc zachłannie zaczerpnąć więcej. Każde reakcja między pocałunkami była gorącym oraz wilgotnym wyznaniem. — Ari, jesteś pewny? — głos był chrapliwy. Chyba… nie musiał jej tego komunikować werbalne, ale i tak wolała się upewnić. Uciszyć ostatnie echo własnych obaw.
Nie była w stanie oddać mu straconych lat. Mogła natomiast sprawić, że nie pożałuje ani jednego z tych, które wciąż mieli przed sobą.
Materiał zsunął się z jego ramion i opadł miękko na posadzkę. Jej dłoń spoczęła na jego barku, a palce zagubiły się w ciemnych lokach przy karku. Dalej powędrowała po plecach, zakreśliła niewidzialne linie wzdłuż kręgosłupa aż do dolnej części pleców. Każdy odsłonięty fragment skóry nagradzała delikatnym dotykiem. Gdy wsunęła się pod materiał spodni przy jego biodrze, zatrzymała się drżąca od tłumionej energii. Może powinna była się zastanowić, czy byli sami. Nieważne, nieważne, pomyślała, nie chciała się od niego odrywać.
Pasek był uparty, ale Mona była smokolożką — radziła sobie z opornymi smokami, toteż powinna poradzić sobie i z tym. Jedna ręka natomiast była głupia, nieskładna. Frustracja odebrała Rowle na moment oddech. Parała się rozpaczliwie paskiem jego spodni jedną ręką przez chwilę, a kiedy jej się to nie udało błyskawicznie tego zrobić, fuknęła zbolała na swoją niedolę.
— Cokolwiek? Zrobisz cokolwiek? Pomóż mi w takim razie to z ciebie zdjąć.
Sweet, mourning lamb
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception
There's nothing you can do
Bound to suffering eternal through
the sins of their fathers committed
long before their conception