10.06.2026, 18:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.06.2026, 18:51 przez Icarus Prewett.)
Uśmiechnął się do niej. Fakt, że go pytała, że upewniała się o jego komforcie, sprawiał, że czuł się bezpiecznie. Swobodnie.
– Bardziej niż czegokolwiek na tym świecie – szepnął jej do ucha, zahaczając ustami o jego płatek.
Łagodny dreszcz przeszedł go, gdy jego koszula znalazła się na podłodze. Ostatnio Mona widziała go z gołą klatką piersiową podczas Spalonej Nocy. Był wtedy oblany sztuczną krwią, pijany i w koszmarnym stanie psychicznym. Nie mógł się wtedy spodziewać, że spotka go chwila, w której był naprawdę szczęśliwy. Wtedy świat malował się w ciemnych barwach. A teraz – jego światem była ona. Jej dotyk doprowadzający go do szaleństwa, dłoń starająca się wedrzeć szturmem pod jego pasek. Gorączkowy dotyk, głodne pocałunki. Cieszył się, że Mona już nie miała żadnych innych współlokatorów.
– Jak sobie życzysz – wymruczał i odpiął pasek swoich spodni. Rzeczywiście, z dość wiadomych powodów, trudniej było mu je zdjąć. Jednocześnie chciał się ich pozbyć, podobnie jak reszty ubrań.
Potem zabrał się za rozpinanie jej spodni, pozbywaniu się z ich ciał reszty garderoby, która w tej chwili wydawała się zbędna, a wręcz niepożądana. Jego dłonie przejechały po jej bokach, oczy zmierzyły ją żarliwym spojrzeniem.
– Karissima, noli tardare – wypowiedział gorączkowo ustęp z pieśni z Cambridge, po czym oderwał się od kobiety, by wejść do wanny. Jednocześnie przytrzymał Monę za rękę, ciągnąc ją za sobą. – Studeamus nos nunc amare.
Już same pocałunki tak go rozgrzały, że ciepła woda wydała mu się jedynie letnia.
– Bardziej niż czegokolwiek na tym świecie – szepnął jej do ucha, zahaczając ustami o jego płatek.
Łagodny dreszcz przeszedł go, gdy jego koszula znalazła się na podłodze. Ostatnio Mona widziała go z gołą klatką piersiową podczas Spalonej Nocy. Był wtedy oblany sztuczną krwią, pijany i w koszmarnym stanie psychicznym. Nie mógł się wtedy spodziewać, że spotka go chwila, w której był naprawdę szczęśliwy. Wtedy świat malował się w ciemnych barwach. A teraz – jego światem była ona. Jej dotyk doprowadzający go do szaleństwa, dłoń starająca się wedrzeć szturmem pod jego pasek. Gorączkowy dotyk, głodne pocałunki. Cieszył się, że Mona już nie miała żadnych innych współlokatorów.
– Jak sobie życzysz – wymruczał i odpiął pasek swoich spodni. Rzeczywiście, z dość wiadomych powodów, trudniej było mu je zdjąć. Jednocześnie chciał się ich pozbyć, podobnie jak reszty ubrań.
Potem zabrał się za rozpinanie jej spodni, pozbywaniu się z ich ciał reszty garderoby, która w tej chwili wydawała się zbędna, a wręcz niepożądana. Jego dłonie przejechały po jej bokach, oczy zmierzyły ją żarliwym spojrzeniem.
– Karissima, noli tardare – wypowiedział gorączkowo ustęp z pieśni z Cambridge, po czym oderwał się od kobiety, by wejść do wanny. Jednocześnie przytrzymał Monę za rękę, ciągnąc ją za sobą. – Studeamus nos nunc amare.
Już same pocałunki tak go rozgrzały, że ciepła woda wydała mu się jedynie letnia.
Too close to the Sun
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.
You warned me, Father
That if I flew too high
I would fall.