10.06.2026, 22:29 ✶
Lana rzeczywiście rozsiadła się wygodniej, ponieważ potrafiła rozpoznać ton kuzyna sugerujący dłuższą wypowiedź. W tym momencie (idealnie na czas, a jakże) przyleciała imbryk z ich herbatą oraz zastawa. Naczynie, idealnie dopasowane do gabinetu jasnowidza, samo nalało herbaty do dwóch filiżanek a następnie osiadło na stoliczku. Napój stygł, podczas gdy Vakel przedstawiał kuzynce swoją wizję.
Dolohovówna wiedziała, że lepiej nie przerywać krewniakowi jego monologu; moment na zadawanie pytań przyjdzie później. Szkoda byłoby też nie wysłuchać w pełni wypowiedzi tak doświadczonego mówcy. Notowała więc w myślach swoje ewentualne komentarze oraz uwagi, by powrócić do tych kwestii później. Szczerze powiedziawszy, zdziwił ją nieco wybór tematu, od którego postanowił zacząć starszy Dolohov. Nie mogła jednak nie zgodzić się z jego opinią na temat ludzkiego potencjału; pozycja planet podczas ani dodanie cyfr z daty urodzenia nie mogło w pełni determinować losu. Choć w historii zdarzały się ważne postacie, które wydawały się wprost zrodzone do swojej roli, jak na przykład wielcy władcy, istniało też wiele słynnych osób, które zasłynęły pójściem na przekór przeznaczeniu przypisanemu im w chwili urodzenia. Lana znała takie przypadki także z własnego doświadczenia, na przykład z Hogwartu. Ileż to dzieci nie wyróżniających się niczym okazywało się nagle uzdolnionymi w jakiejś konkretnej dziedzinie? Albo ilu Ślizgonów wiodło w dorosłości całkiem przeciętne życia? Czasami zastanawiała się, czy jej samej nie należałoby zaliczyć do tej kategorii, bo mimo przynależności do domu węża nigdy nie zależało jej na zdobyciu władzy ani popularności. Nigdy nie czuła też, że wpasowywała się w definicję zodiakalnego wodnika ani numerologicznej mistrzowskiej jedenastki; nie uważała się za wizjonera. Dolohovówna miała jednak tendencję do niedoceniania samej siebie. Cechowała się zarówno niezwykłym sprytem, jak i ambicja w kwestii pasjonujących ją dziedzin. Jej prace, choć pisane wyłącznie na użytek prywatny, cechowały się unikatowym podejściem, nie brakowało jej również intuicji. Między innymi właśnie z tych powodów otrzymała propozycję współpracy od kuzyna.
Kiwała głową z aprobatą, słuchając chodzącego po pokoju Vakela. Jej twarz posmutniała jednak na moment, gdy wypowiedział słowa o okrucieństwie. Pośród Śmierciożerców zapewne nie brakowało uzdolnionych czarodziejów, którzy mogliby swoimi umiejętnościami przysłużyć się magicznej społeczności, o którą rzekomo tak dbali. Lecz zamiast tego woleli po prostu zabijać kogo popadnie.
Musiała przyznać, że szczerość Dolohova zrobiła na niej wrażenie. Nie wielu mistrzów z taką lekkością mówiłoby o naturalnych ograniczeniach ich dziedziny, z jaką jasnowidz opowiadał o braku gwarancji spełnienia numerologicznych teorii. Dla prawdziwego badacza ciągłe zadawanie pytań stanowiło jednak pozytywną cechę, podobnie jak świadomość, że sucha teoria nie może dać wszystkich odpowiedzi. Zwłaszcza nie w świecie, w którym relacje międzyludzkie znacznie komplikują wprowadzanie realizację postawionych hipotez.
Pozytywnie zaskoczyła ją również samoświadomość Vakela w kwestii tego, jak uprzywilejowana pozycja pomagała w zdobyciu osiągnięć naukowych. Zapewne każdy czystokrwisty czarodziej zdawał sobie sprawę z tego faktu, ale niewielu z nich byłoby w stanie spojrzeć łaskawie na tych, którzy mieli podobnych szans. Nawet Lanie parę lat zajęło zrozumienie, jak bardzo jej sytuacja życiowa różniła się od tej, która przypadła większości czarodziejów oraz mugoli. Astrologia opisuje naturę ziarna, ale to socjologia opisuje grunt, na jaki spada, lepiej nie dało się tego ująć. Obycie w elitarnych kręgach społeczeństwa był idealnym przykładem; istniało wielu badaczy bardziej charyzmatycznych od Lany (po prawdzie, chyba każdy zdawał się przy niej być bardziej charyzmatyczny), którzy jednak nie potrafiliby nawiązać kluczowych kontaktów ze względu na brak manier oraz odpowiednich znajomości. Dolohovówna tak naprawdę nie musiała się wysilać, by zdobyć wsparcie akademickie, ponieważ podobnie jak niegdyś jej kuzyn, korzystała z fundamentów zbudowanych przez rodzica.
Ostatnie zdania stanowiły clou wywodu i spinały go w logiczną całość. Szkoła. Pomysł rzeczywiście niezwykle ambitny, ale jakże porywający. Lana potrzebowała chwili, by przyswoić sobie wszystkie nowe informacje, które właśnie do niej dotarły. W tym czasie popijała herbatę myśląc intensywnie, a potem ponownie skupiła wzrok na kuzynie.
– Chciałabym najpierw powiedzieć, że zgadzam się ze wszystkimi twoimi przemyśleniami. Ostatnie parę lat sprawiło, że doceniłam szansę, jaką otrzymałam od losu na pogłębianie mojej pasji. Byłoby wspaniale, gdyby inni utalentowani historycy również otrzymali taką możliwość. – po tonie jej głosu można było rozpoznać, że mówiła szczerze. – Ach, szkoła… Vasiliju, ten pomysł brzmi wspaniale. Nie wątpię, że z pomocą samej twojej renomy ta instytucja odniesie sukces. – w piwnych oczach czarownicy pojawiły się iskierki ekscytacji. Ewidentnie nie mogła się doczekać otwarcia nowego instytutu badawczego. – Mam tak wiele pytań, na przykład na jakich zagadnieniach naukowych planujesz się skupić, jakich innych nauczycieli zatrudnić, jaki księgozbiór dobrać… Ale teraz chyba najbardziej chciałabym wiedzieć, w jaki dokładnie sposób zamierzasz pomóc tym mniej uprzywilejowanym? Tym, którzy potrzebują wsparcia. – tak jak ja potrzebowałam po pożarach, pomyślała.
Dolohovówna wiedziała, że lepiej nie przerywać krewniakowi jego monologu; moment na zadawanie pytań przyjdzie później. Szkoda byłoby też nie wysłuchać w pełni wypowiedzi tak doświadczonego mówcy. Notowała więc w myślach swoje ewentualne komentarze oraz uwagi, by powrócić do tych kwestii później. Szczerze powiedziawszy, zdziwił ją nieco wybór tematu, od którego postanowił zacząć starszy Dolohov. Nie mogła jednak nie zgodzić się z jego opinią na temat ludzkiego potencjału; pozycja planet podczas ani dodanie cyfr z daty urodzenia nie mogło w pełni determinować losu. Choć w historii zdarzały się ważne postacie, które wydawały się wprost zrodzone do swojej roli, jak na przykład wielcy władcy, istniało też wiele słynnych osób, które zasłynęły pójściem na przekór przeznaczeniu przypisanemu im w chwili urodzenia. Lana znała takie przypadki także z własnego doświadczenia, na przykład z Hogwartu. Ileż to dzieci nie wyróżniających się niczym okazywało się nagle uzdolnionymi w jakiejś konkretnej dziedzinie? Albo ilu Ślizgonów wiodło w dorosłości całkiem przeciętne życia? Czasami zastanawiała się, czy jej samej nie należałoby zaliczyć do tej kategorii, bo mimo przynależności do domu węża nigdy nie zależało jej na zdobyciu władzy ani popularności. Nigdy nie czuła też, że wpasowywała się w definicję zodiakalnego wodnika ani numerologicznej mistrzowskiej jedenastki; nie uważała się za wizjonera. Dolohovówna miała jednak tendencję do niedoceniania samej siebie. Cechowała się zarówno niezwykłym sprytem, jak i ambicja w kwestii pasjonujących ją dziedzin. Jej prace, choć pisane wyłącznie na użytek prywatny, cechowały się unikatowym podejściem, nie brakowało jej również intuicji. Między innymi właśnie z tych powodów otrzymała propozycję współpracy od kuzyna.
Kiwała głową z aprobatą, słuchając chodzącego po pokoju Vakela. Jej twarz posmutniała jednak na moment, gdy wypowiedział słowa o okrucieństwie. Pośród Śmierciożerców zapewne nie brakowało uzdolnionych czarodziejów, którzy mogliby swoimi umiejętnościami przysłużyć się magicznej społeczności, o którą rzekomo tak dbali. Lecz zamiast tego woleli po prostu zabijać kogo popadnie.
Musiała przyznać, że szczerość Dolohova zrobiła na niej wrażenie. Nie wielu mistrzów z taką lekkością mówiłoby o naturalnych ograniczeniach ich dziedziny, z jaką jasnowidz opowiadał o braku gwarancji spełnienia numerologicznych teorii. Dla prawdziwego badacza ciągłe zadawanie pytań stanowiło jednak pozytywną cechę, podobnie jak świadomość, że sucha teoria nie może dać wszystkich odpowiedzi. Zwłaszcza nie w świecie, w którym relacje międzyludzkie znacznie komplikują wprowadzanie realizację postawionych hipotez.
Pozytywnie zaskoczyła ją również samoświadomość Vakela w kwestii tego, jak uprzywilejowana pozycja pomagała w zdobyciu osiągnięć naukowych. Zapewne każdy czystokrwisty czarodziej zdawał sobie sprawę z tego faktu, ale niewielu z nich byłoby w stanie spojrzeć łaskawie na tych, którzy mieli podobnych szans. Nawet Lanie parę lat zajęło zrozumienie, jak bardzo jej sytuacja życiowa różniła się od tej, która przypadła większości czarodziejów oraz mugoli. Astrologia opisuje naturę ziarna, ale to socjologia opisuje grunt, na jaki spada, lepiej nie dało się tego ująć. Obycie w elitarnych kręgach społeczeństwa był idealnym przykładem; istniało wielu badaczy bardziej charyzmatycznych od Lany (po prawdzie, chyba każdy zdawał się przy niej być bardziej charyzmatyczny), którzy jednak nie potrafiliby nawiązać kluczowych kontaktów ze względu na brak manier oraz odpowiednich znajomości. Dolohovówna tak naprawdę nie musiała się wysilać, by zdobyć wsparcie akademickie, ponieważ podobnie jak niegdyś jej kuzyn, korzystała z fundamentów zbudowanych przez rodzica.
Ostatnie zdania stanowiły clou wywodu i spinały go w logiczną całość. Szkoła. Pomysł rzeczywiście niezwykle ambitny, ale jakże porywający. Lana potrzebowała chwili, by przyswoić sobie wszystkie nowe informacje, które właśnie do niej dotarły. W tym czasie popijała herbatę myśląc intensywnie, a potem ponownie skupiła wzrok na kuzynie.
– Chciałabym najpierw powiedzieć, że zgadzam się ze wszystkimi twoimi przemyśleniami. Ostatnie parę lat sprawiło, że doceniłam szansę, jaką otrzymałam od losu na pogłębianie mojej pasji. Byłoby wspaniale, gdyby inni utalentowani historycy również otrzymali taką możliwość. – po tonie jej głosu można było rozpoznać, że mówiła szczerze. – Ach, szkoła… Vasiliju, ten pomysł brzmi wspaniale. Nie wątpię, że z pomocą samej twojej renomy ta instytucja odniesie sukces. – w piwnych oczach czarownicy pojawiły się iskierki ekscytacji. Ewidentnie nie mogła się doczekać otwarcia nowego instytutu badawczego. – Mam tak wiele pytań, na przykład na jakich zagadnieniach naukowych planujesz się skupić, jakich innych nauczycieli zatrudnić, jaki księgozbiór dobrać… Ale teraz chyba najbardziej chciałabym wiedzieć, w jaki dokładnie sposób zamierzasz pomóc tym mniej uprzywilejowanym? Tym, którzy potrzebują wsparcia. – tak jak ja potrzebowałam po pożarach, pomyślała.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.