11.06.2026, 20:51 ✶
Pociąg jeszcze nie ruszył.
Jeszcze.
Nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatnim razem jechał z Jonathanem na delegację. Zwyczajowo dzielili się tymi obowiązkami, nie tyle ze względu na Anthony’ego rozrywki podczas tego typu wyjazdów, a dlatego, żeby zawsze któryś z szefów był mimo wszystko w biurze. Tym razem Shafiq nalegał, choć jeszcze nie podzielił się z przyjacielem powodami swojego nalegania.
Na sabat będziesz z powrotem w kraju, o wszystko zadbałem.
Mówił mu, nie przyjmując grama odmowy, choć szczęśliwie nie musiał sięgać po kartę ostatecznego nadszarpnięcia zaufania. Kartę zatytułowaną “polecenie służbowe”. Był w tym wszystkim nader egoistyczny, przyznawał to sam przed sobą, szczególnie teraz, gdy uderzyła go fala wyrzutów sumienia. Nie byłoby możliwości, żeby skupił się na negocjacjach z myślą, że Jonathan może właśnie narażać życie w walce ze śmierciożercami. Nie byłoby możliwości, żeby mógł się skupić, gdy w jego nadweręrzonym nerwicą umyśle, rozrosłaby się myśl, że powróciłby do kraju prosto na pogrzeb swojego ukochanego.
A tak? Miał go obok, roztrzęsionego podróżą pociągiem, to fakt, ale była to cena, którą wliczył w koszty. Nawet z tą niespodziewaną emocjonalną nadwyżką poczucia winy.
– Szczęśliwie już jutro będziemy na miejscu. Zadbałem o to żeby w karcie były lekkostrawne potrawy i Twoje ulubione ciasteczka – mówił miękko, przemawiając jak do zranionego kotka, choć ich ostatnie spotkanie z kotkami właśnie nieznośnie śmierdziało tuńczykiem. Wchodząc za nim zamknął drzwi do ciasnego przedziału i krytycznie zlustrował niewielkie przecież siedzenie, które nocą będzie posłaniem jednego z nich. Obaj byli wysocy i Anthony żałował, że zamiast jednego wagonu nie zorganizował mimo wszystko dwóch, z nieco lepszym standardem łóżek. Na podwójnym łóżku nawet Jonathan by się wyspał. Wziął marynarkę i zawiesił ją na przygotowanym wieszaku w prowizorycznej garderóbce. Wszystko było takie małe, że przez moment udzieliły mu się duszności towarzysza, ten jednak skutecznie odwrócił jego uwagę pozbyciem się koszuli.
Na moment zamarł, rozkojarzony sytuacją i intencją Jonathana, czując jak uszy palą go niemiłosiernie z zawstydzenia własną pomyłką odczytu tychże intencji. Przełknął ślinę boleśnie i sięgnął do skórzanej torby po niewielką różową fiolkę.
– Eliksir kojący nerwy dla mojego ulubionego zastępcy. Nie będziesz mógł po nim pić, ale zakładam, że jego skuteczność zapewni Ci spokój na kilka godzin. Nie będzie też żadnego wypadku mój drogi. Sprawdzałem statystyki i niewątpiwie jest to najbezpieczniejszy mugolski pociąg, jaki przemieszczał się po Europie. – Podszedł do leżącego Jonathana i uśmiechnął się do niego łagodnie ignorując pieczenie uszu, które nie chciało przejść. Wyciągnął do drugiego mężczyzny dłoń z przygotowanym specjalnie dla Selwyna specyfikiem. – Weź go zanim…– nie zdołał dokończyć. W połowie pierwszego słowa ktoś głośno zagwizdał na peronie, a potem ciężka żeliwna maszyna ruszyła przed siebie szarpiąc nieprzygotowanym Shafiq’iem na tyle, że nie zdążył się złapać. Całe szczęście, że miał dość przyjemne lądowanie na swoim zastępcy. Taki pracownik to prawdziwy skarb!
Jeszcze.
Nie mógł sobie przypomnieć kiedy ostatnim razem jechał z Jonathanem na delegację. Zwyczajowo dzielili się tymi obowiązkami, nie tyle ze względu na Anthony’ego rozrywki podczas tego typu wyjazdów, a dlatego, żeby zawsze któryś z szefów był mimo wszystko w biurze. Tym razem Shafiq nalegał, choć jeszcze nie podzielił się z przyjacielem powodami swojego nalegania.
Na sabat będziesz z powrotem w kraju, o wszystko zadbałem.
Mówił mu, nie przyjmując grama odmowy, choć szczęśliwie nie musiał sięgać po kartę ostatecznego nadszarpnięcia zaufania. Kartę zatytułowaną “polecenie służbowe”. Był w tym wszystkim nader egoistyczny, przyznawał to sam przed sobą, szczególnie teraz, gdy uderzyła go fala wyrzutów sumienia. Nie byłoby możliwości, żeby skupił się na negocjacjach z myślą, że Jonathan może właśnie narażać życie w walce ze śmierciożercami. Nie byłoby możliwości, żeby mógł się skupić, gdy w jego nadweręrzonym nerwicą umyśle, rozrosłaby się myśl, że powróciłby do kraju prosto na pogrzeb swojego ukochanego.
A tak? Miał go obok, roztrzęsionego podróżą pociągiem, to fakt, ale była to cena, którą wliczył w koszty. Nawet z tą niespodziewaną emocjonalną nadwyżką poczucia winy.
– Szczęśliwie już jutro będziemy na miejscu. Zadbałem o to żeby w karcie były lekkostrawne potrawy i Twoje ulubione ciasteczka – mówił miękko, przemawiając jak do zranionego kotka, choć ich ostatnie spotkanie z kotkami właśnie nieznośnie śmierdziało tuńczykiem. Wchodząc za nim zamknął drzwi do ciasnego przedziału i krytycznie zlustrował niewielkie przecież siedzenie, które nocą będzie posłaniem jednego z nich. Obaj byli wysocy i Anthony żałował, że zamiast jednego wagonu nie zorganizował mimo wszystko dwóch, z nieco lepszym standardem łóżek. Na podwójnym łóżku nawet Jonathan by się wyspał. Wziął marynarkę i zawiesił ją na przygotowanym wieszaku w prowizorycznej garderóbce. Wszystko było takie małe, że przez moment udzieliły mu się duszności towarzysza, ten jednak skutecznie odwrócił jego uwagę pozbyciem się koszuli.
Na moment zamarł, rozkojarzony sytuacją i intencją Jonathana, czując jak uszy palą go niemiłosiernie z zawstydzenia własną pomyłką odczytu tychże intencji. Przełknął ślinę boleśnie i sięgnął do skórzanej torby po niewielką różową fiolkę.
– Eliksir kojący nerwy dla mojego ulubionego zastępcy. Nie będziesz mógł po nim pić, ale zakładam, że jego skuteczność zapewni Ci spokój na kilka godzin. Nie będzie też żadnego wypadku mój drogi. Sprawdzałem statystyki i niewątpiwie jest to najbezpieczniejszy mugolski pociąg, jaki przemieszczał się po Europie. – Podszedł do leżącego Jonathana i uśmiechnął się do niego łagodnie ignorując pieczenie uszu, które nie chciało przejść. Wyciągnął do drugiego mężczyzny dłoń z przygotowanym specjalnie dla Selwyna specyfikiem. – Weź go zanim…– nie zdołał dokończyć. W połowie pierwszego słowa ktoś głośno zagwizdał na peronie, a potem ciężka żeliwna maszyna ruszyła przed siebie szarpiąc nieprzygotowanym Shafiq’iem na tyle, że nie zdążył się złapać. Całe szczęście, że miał dość przyjemne lądowanie na swoim zastępcy. Taki pracownik to prawdziwy skarb!