– Ja też nie – przyznała całkowicie szczerze, gdy już Christopher bardzo dobitnie dał jej znać, że w ogóle nie mówił poważnie, tylko próbował ją wziąć trochę pod włos. W jej głosie słychać było zresztą wyraźną ulgę. – Znaczy absolutnie rozumiem roślinne motywy, ale to… TO trochę przesada – wyznała w końcu, a przez „trochę” miała na myśli „bardzo”. Był to jeden z tych nielicznych przypadków, który niektórzy mężczyźni lubili nazywać jako „gdy kobieta mówi nie, to naprawdę ma na myśli tak”, może nie tak skrajny, ale w pewien sposób analogiczny. – Rzeczywiście… Jakże nieszczęśliwy przypadek – powiedziała z kamiennym wyrazem twarzy, gdy opierała się o framugę drzwi, a blondyn zaglądał do szafy (jak nic szukając kolejnego bogina, ale nic na niego nie wyskoczyło). Spalona Noc oczywiście była okropnym wydarzeniem, ale nie wątpiła, że na przykład ojciec Christophera skorzystał z okazji i może następnego dnia gdzieś eee… zgubił plany i wstępny projekt na wspaniałą choinkę, w którą każda kobieta chciałaby się ubrać.
Zapewne gdyby to odpowiednio opakować w reklamę, wydać jako superlimitowaną kolekcję czy coś, to może kilka czarownic by się skusiło…
Wariatek nie brakowało.
Zwłaszcza takich, dla których pozory i rozgłos to było wszystko. Ale Victoria za nic by czegoś takiego nie ubrała, za bardzo kojarzyło jej się to z rzeczami, jakie próbowała jej wciskać niedoszła teściowa (w tym sensie, że totalnie nie w jej guście).
Zajrzała razem z Chrisem do pomieszczenia, które do tej pory mogło być jakimś gabineto-pracownio-schowkiem, bo było tu wszystko i nic. Nie był to na szczęście problem dla magii, najważniejsze, żeby pomieszczenie było ustawne.
– Jasne – kiwnęła głową, bo było to chyba w tej chwili najrozważniejsze, wszak nie wiadomo co Chris zastanie w tym drugim domu, który miał na oku. Mogło być dużo lepiej, ale… cóż. Mogło być też gorzej. – Podobno są tu bardzo ładne – skwitowała jeszcze, a chwilę później opuścili dom, by przespacerować się po okolicy.