Całe szczęście, zielonkawy gaz uleciał tak samo, jak resztki aromatu, które mogło rozpościerać dookoła siebie Limoncello. W środku było też ciemno, ale nie na tyle by nie dało się zobaczyć nic - całe szczęście grota posiadała własne oświetlenie w postaci błyszczących kryształów, a ich łuna wystarczyła by Rowle mógł dostrzec zarys maledictusa. Przyglądał się jej przez chwilę z pewnym zastanowieniem, jakby próbował zważyć czym dla niego była; jeszcze człowiekiem czy może już w pełni stworzeniem. I w miejscu gdzie inni z ochotą dopatrywaliby się człowieczeństwa, traktując je jako jakąś nadzieję, on robił to samo ale ze zwierzęceniem. Jakby liczył na to, że klątwa obdarła ją już z tej nieprzyjemnej, nielubianej przez niego strony.
Ciekawe, czy to byłoby już morderstwo – dokończenie w tym miejscu żywota czegoś, co wielu uważało że nie powinno istnieć. W końcu to co ją zmieniało, było czarnomagicznego pochodzenia. Czymś, co według niektórych, kalało magiczny świat. Dla niego tylko domagało się życia.
— Seo-yeon — odezwał się wreszcie, stojąc na stopniach. Z rękoma spuszczonymi wzdłuż ciała, niby to rozluźnionymi, bez nerwów, nie chcąc sprawiać zagrożenia, ale w jednej z nich wciąż ściskał różdżkę. Tak na wszelki wypadek. — Wciąż tam jesteś?— zapytał, testując sytuację. Wciąż człowiek, czy już bestia?
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast