14.06.2026, 12:08 ✶
Szarawo-lśniąca focza głowa śledziła odpływającą łódkę, a czarne oczka błyszczały z zadowoleniem.
Brynja skierowała się w cień zwisających gałęzi starej wierzby. Wyłoniła się z wody po pas, opierając nagie ramiona na zwalonej kłodzie drzewa, która od lat gniła przy brzegu. W miejscu, gdzie gęste liście tworzyły zieloną komnatę całkowicie ukrytą przed spojrzeniami spacerowiczów, miała dość czasu, żeby się przebrać. Wkrótce luźna sukienka zastąpiła wodne szaty jeziora, jednakże włosy pozostawały ciemniejsze niż zwykle od wody. Foczą skórę złożyła starannie i ukryła głęboko w torbie.
Opuściła swoją kryjówkę, ruszyła ku pomostowi. Usiadła na pobliskiej ławce. Mrugnęła w stronę Lany, której biała suknia odcinała się jak widmo na tle zieleni parku. Biała i delikatna jak poranna mgiełka, jej pani Księżyca.
— Czy wszyscy oni są tak wielce rozmowni? — zapytała, szeroko się uśmiechając. Oczy jej błyszczały złośliwą radością, kiedy oparła głowę o dłoń podpartą o ławkę. Długa, cienka blizna biegła od jej nadgarstka w górę w stronę łokcia. — Mówił i mówił. Jedno słowo rodziło następne. Jak mewa. Kra-kra-kra. Myślałam, że oszaleję. Wyglądałaś na śmiertelnie znudzoną. Siedziałaś tam taka piękna, z tą swoją małą parasolką, podczas gdy on rozprawiał o… czym to było? Łodziach? Statkach? Jakichś niezwykle ważnych sprawach dotyczących pływania z jednego brzegu na drugi? Zasługujesz na coś lepszego niż wykłady o transporcie wodnym, a przede wszystkim na to, aby od czasu do czasu ktoś wywołał zgorszenie w twoim imieniu — oczy… oczy nie były już czarnymi paciorkami. Spoglądały w górę na Lanę spod długich, mokrych rzęs. Woda ściekała po linii obojczyka. Sama mogłaby jej opowiedzieć o podróżach na kutrach rybackich! Uniosła dłoń i odgarnęła mokre włosy z twarzy, a krople spadły z jej palców na trawę między nimi. — No więc? Tęskniłaś?
Brynja skierowała się w cień zwisających gałęzi starej wierzby. Wyłoniła się z wody po pas, opierając nagie ramiona na zwalonej kłodzie drzewa, która od lat gniła przy brzegu. W miejscu, gdzie gęste liście tworzyły zieloną komnatę całkowicie ukrytą przed spojrzeniami spacerowiczów, miała dość czasu, żeby się przebrać. Wkrótce luźna sukienka zastąpiła wodne szaty jeziora, jednakże włosy pozostawały ciemniejsze niż zwykle od wody. Foczą skórę złożyła starannie i ukryła głęboko w torbie.
Opuściła swoją kryjówkę, ruszyła ku pomostowi. Usiadła na pobliskiej ławce. Mrugnęła w stronę Lany, której biała suknia odcinała się jak widmo na tle zieleni parku. Biała i delikatna jak poranna mgiełka, jej pani Księżyca.
— Czy wszyscy oni są tak wielce rozmowni? — zapytała, szeroko się uśmiechając. Oczy jej błyszczały złośliwą radością, kiedy oparła głowę o dłoń podpartą o ławkę. Długa, cienka blizna biegła od jej nadgarstka w górę w stronę łokcia. — Mówił i mówił. Jedno słowo rodziło następne. Jak mewa. Kra-kra-kra. Myślałam, że oszaleję. Wyglądałaś na śmiertelnie znudzoną. Siedziałaś tam taka piękna, z tą swoją małą parasolką, podczas gdy on rozprawiał o… czym to było? Łodziach? Statkach? Jakichś niezwykle ważnych sprawach dotyczących pływania z jednego brzegu na drugi? Zasługujesz na coś lepszego niż wykłady o transporcie wodnym, a przede wszystkim na to, aby od czasu do czasu ktoś wywołał zgorszenie w twoim imieniu — oczy… oczy nie były już czarnymi paciorkami. Spoglądały w górę na Lanę spod długich, mokrych rzęs. Woda ściekała po linii obojczyka. Sama mogłaby jej opowiedzieć o podróżach na kutrach rybackich! Uniosła dłoń i odgarnęła mokre włosy z twarzy, a krople spadły z jej palców na trawę między nimi. — No więc? Tęskniłaś?
Destiny can't be earned or returned
I feel when I question, my skin starts to burn
Why does my skin start to burn?
Love was the law and religion was taught, I'm not bought
Feel when we argue, our skin starts to rot
I feel when I question, my skin starts to burn
Why does my skin start to burn?
Love was the law and religion was taught, I'm not bought
Feel when we argue, our skin starts to rot