15.06.2026, 13:46 ✶
Nienawidził tego.
Nienawidził, kiedy Jessie był taki zimny w dotyku, kiedy trząsł się i krzyczał, kiedy przepraszał.
Ale jeszcze bardziej nienawidził, kiedy milczał.
Nie chciał wysyłać go samego w ciemność, na poszukiwanie czegoś na rozpałkę. Tygodnie ucieczki nauczyły ich, że we dwóch zawsze jest bezpieczniej i teraz Hannibal czuł niepokój za każdym razem, gdy tracił przyjaciela z oczu.
Czy w ogóle byli jeszcze przyjaciółmi?
Pozostawiony samemu sobie, objął kolana ramionami i oparł na nich brodę. Zwinięty w ten sposób nie miał szans zasnąć, ale przynajmniej czuł się bezpieczniej. Mniej sam. Oczy powoli przyzwyczajały się do ciemności. Obserwował majaczącą w mroku sylwetkę towarzysza, zbierającego nadające się do spalenia rupiecie, których szczęśliwie wciąż jeszcze trochę walało się po piwnicy.
- To ja przepraszam - westchnął cicho, mając na myśli nie tylko swoje odruchowe użycie magii bez uprzedzenia. W mniemaniu Hannibala, rzeczy godnych przeprosin było między nimi bez liku, a jednocześnie wiele z nich nie było tak naprawdę jego wyborem. Jego poczucie winy było niezasłużone, a przez to jeszcze bardziej frustrujące.
Kelly prawdopodobnie nie zrozumiałby tego nawet, gdyby Hannibal mu powiedział.
Zmęczenie wzięło górę i czarodziej przewrócił się na bok, rozwijając się z kulki, w jaką próbował się zmienić. Dawniej, w poprzedniej rzeczywistości, żadne łóżko nie było dla niego zbyt wielkie. Sypiał, zajmując jak najwięcej przestrzeni, rozkrzyżowany, jak król, a w statycznym oceanie pościeli zwykł widzieć jedynie potencjał. Teraz podwójny materac, który sam przed chwilą zsunął, był zbyt duży, zbyt zimny i zbyt pusty. Selwyn leżał na samym brzegu, twarzą do pomieszczenia. Gdzieś na nagiej, zakurzonej podłodze leżała jego różdżka. Czułby się bezpieczniej mając ją w dłoni.
- Myślisz czasem o tym, jak to się wszystko skończy? Dla nas? - zapytał, wciąż omiatając wzrokiem otoczenie. Kiedy pierwsze płomienie polizały marne kilka desek i szmat, złożonych w okopconym kręgu, dostrzegł różdżkę i zwlókł się z legowiska, by po nią sięgnąć - Przecież nie możemy uciekać w nieskończoność…
Powrócił na posłanie, tym razem bardzo intencjonalnie zostawiając miejsce dla Jessiego. Spojrzał na niego wyczekująco. Nawet, jeżeli faktycznie zamierzał pełnić wartę, mógł to robić siedząc przy nim.