15.06.2026, 13:25 ✶
Szczerze cieszył się, że skończyli sezon wakacyjny, bo w pracy cyrku był to najintensywniejszy okres, od którego często zależało to, jak będzie wiodło im się przez resztę roku. Eugene miał jeszcze okazję, żeby wykazać się pod koniec października, głównie ze względu na rosnące zainteresowanie Halloween i duchami w ogóle, albo w połowie listopada, z okazji Dnia Pamięci, ale przynajmniej nie czuł presji. Sytuacja finansowa trupy była dość stabilna, dlatego mógł skupić się na sobie i swoich sprawach, które obejmowały głównie włóczenie się po okolicy, czytanie starych religijnych manuskryptów i popijanie samogonu, który podarował mu Jim.
W okolice klatek z lwami trafił właściwie przypadkiem, spacerując między namiotami bez większego celu, ale z głową pełną cudzych głosów. Ucieszył się, gdy zobaczył Bestyjkę; pomachał jej zaraz, wciąż z butelką w ręce. Zbladł trochę, gdy przeniósł spojrzenie na zwierzęta, jednak się nie wycofał, tylko stanął w miejscu, kilka metrów od nich. Traktował Fiery z dużą sympatią, nawet z podziwem, ale też bał się dzikich kotów, z którymi ona z kolei rzadko się rozstawała, dlatego ostatnio nie mieli zbyt wielu okazji, by wejść ze sobą w dłuższą interakcję. Nie pomagało też to, że blondyn nigdy wprost nie powiedział, o co chodzi, bo nie chciał jej urazić, a przede wszystkim przyznać się przed kobietą, że jest straszną pizdą. A może zdawała sobie z tego sprawę, tylko miała dobre serce i dlatego nic nie mówiła? Tym razem miał jednak w żyłach trochę bimbru, który koił strach i nerwy, no i pomyślał, że dziewczyna ładnie wygląda w kolorach chowającego się za horyzontem słońca – taka złoto-różowa, trochę jak wróżka. Tylko na co te lwy? Cała sceneria miała w sobie coś z innego świata, a na tym akurat się znał.
– Wszystko w porządku, Fiery? – spytał po chwili, by jakoś usprawiedliwić to, że tak stoi i się na nią gapi. Ich spojrzenia się spotkały, więc się uśmiechnął.
– Wyglądasz, jakby coś cię trapiło.
Nie był pewien, czy emocja na jej twarzy to rzeczywiście zmartwienie, ale wolał wyjść na opiekuńczego niż na pojebanego, dlatego zaryzykował.
W okolice klatek z lwami trafił właściwie przypadkiem, spacerując między namiotami bez większego celu, ale z głową pełną cudzych głosów. Ucieszył się, gdy zobaczył Bestyjkę; pomachał jej zaraz, wciąż z butelką w ręce. Zbladł trochę, gdy przeniósł spojrzenie na zwierzęta, jednak się nie wycofał, tylko stanął w miejscu, kilka metrów od nich. Traktował Fiery z dużą sympatią, nawet z podziwem, ale też bał się dzikich kotów, z którymi ona z kolei rzadko się rozstawała, dlatego ostatnio nie mieli zbyt wielu okazji, by wejść ze sobą w dłuższą interakcję. Nie pomagało też to, że blondyn nigdy wprost nie powiedział, o co chodzi, bo nie chciał jej urazić, a przede wszystkim przyznać się przed kobietą, że jest straszną pizdą. A może zdawała sobie z tego sprawę, tylko miała dobre serce i dlatego nic nie mówiła? Tym razem miał jednak w żyłach trochę bimbru, który koił strach i nerwy, no i pomyślał, że dziewczyna ładnie wygląda w kolorach chowającego się za horyzontem słońca – taka złoto-różowa, trochę jak wróżka. Tylko na co te lwy? Cała sceneria miała w sobie coś z innego świata, a na tym akurat się znał.
– Wszystko w porządku, Fiery? – spytał po chwili, by jakoś usprawiedliwić to, że tak stoi i się na nią gapi. Ich spojrzenia się spotkały, więc się uśmiechnął.
– Wyglądasz, jakby coś cię trapiło.
Nie był pewien, czy emocja na jej twarzy to rzeczywiście zmartwienie, ale wolał wyjść na opiekuńczego niż na pojebanego, dlatego zaryzykował.