– Przedwczoraj – wypuściła kłębek dymu z papierosa, trzymając go dwoma palcami. Stała obok, przyglądając się jak Christopher robi przegląd rzeczy w skrzyni. – Była na promocji z paczką gwoździ. Gorąca oferta przy zakupie razem – i tym sposobem mieli, oprócz nowiutkiej piły, opakowanie żelaznych gwoździ. Nie była w sumie pewna po co im te gwoździe, ale były żelazne… Może i ducha nimi nie przybiją do ściany, ale na pewno można go było takimi przegonić, albo narobić dużo hałasu, gdyby je rozsypać na podłodze… Nieważne. – Chcę polować na to, co się nawinie. Trzeba być więc przygotowanym na wszystko, nie? – wyjaśniła jeszcze, nim przekrzywiła głowę. – No? Coś nie tak? Może na coś działa tylko różowa sól, a? – być może był to klasyczny przykład, by nie wysyłać kobiety na zakupy samej, bo przyniesie wszystko, tylko nie to, co było na liście, a może był to jakiś przebłysk geniuszu. Pewnym było natomiast, że Chris nie krzywił się na te dziwne decyzje zakupowe, jedynie dziwił obecnym stanem zapasów. Zresztą gdy wszystko już sprawdził i zamknął bagażnik, a ona rzuciła papierosa na ziemię i przydeptała go butem, wyznając zasadę, że skoro umiałeś zapalić, to musisz umieć też zgasić, przejechała jeszcze niemalże zalotnie dłonią po jego przedramieniu, obchodząc samochód z drugiej strony. Jej dotyk był cakowicie normalny, ciepły.
– Ty prowadzisz – rzuciła, uśmiechając się pod nosem.
Czas mijał jak zawsze. Jak nie gadali, to nuciła pod nosem piosenki, albo zerkała w notatki dotyczące sprawy, jaką mieli przed sobą. W tym wypadku wycinki z gazet o zaginięciach w tym rejonie, nazwiska poszukiwanych osób, marki samochodów. Victoria szukała też w książkach, jakie wozili w samochodzie informacji o tym, co to w ogóle może być – to znaczy powód tych zaginięć w okolicach Beltane i Samhain, bo zgoda, przy Samhain to mogło być wiele potworów, ale przy Beltane…?
Co żerowało w okolicach tych dwóch skrajnych dni roku? Zawsze przed, nigdy po. Póki co jednak – te poszukiwania były trochę bezowocne. Krajobraz za oknem, ten monotonny, bo ciemny, sprawił nawet, że zaczęły jej się zamykać oczy. I na wpół przymknięte, gdy była na granicy snu – gdy jeszcze nie śpisz, ale zaczynają ci się absurdalne sny – zauważyła na środku drogi samochód, który zdecydowanie się nie poruszał.
– Chris? Czy tam jest auto? – zapytała, gwałtownie mrugając, chcąc rozgonić ten sen.