15.06.2026, 22:43 ✶
Basilius nalał swojemu gościowi herbaty i podsunął filiżankę w jego kierunku. Czarodziej nie chciał poruszać powodu swojej dzisiejszej wizyty w liście. To mogło… Oznaczać tak naprawdę wszystko. Na całe szczęście Lestrange nie planował robić mu na złość i nie przeciągał tłumaczeń w nieskończoność, a Prewett oczywiście wsłuchiwał się uważnie w to co miał do powiedzenia.
Chwalił jego pracę podczas Spalonej Nocy. To dobrze. Czyli nie chodziło o jakieś problemy w związku z tym. Chwalił też jego ogólną pracę. Doskonale. Czyli na pewno nie zrobił czegoś nielegalnego o czym nie miał pojęcia. Gdyby nie to, że nie był sam, to aż uśmiechnąłby się na tę myśl. On, Prewett, trafiający do więzienia za szemrany czyn, o którym nie miałby nawet pojęcia. Miał wrażenie, że przyniósłby tym wstyd swojej rodzinie, nawet jeśli przecież sam nie bawił się w takie rzeczy z wyjątkiem okazjonalnego chodzenie do kasyn.
A potem padła propozycja, a oczy Basiliusa błysnęły na znak zainteresowania i może też jakiejś ulgi, że chodziło o to. Na Matkę, a więc nie dość że wreszcie ktoś postanowił coś z tym kaszlem zrobić, to jeszcze mógł w tym pomóc. To brzmiało… Bardzo dobrze. Oczywiście nie byłby jednak sobą gdyby nie zadał kilku pytań.
– No cóż, to żaden sekret, że znane nam środki nie są w stanie poradzić sobie z tym kaszlem – zaczął powoli. – A ja nie jestem szczególnym entuzjastą tłumaczenia niewinnym ludziom, że jedyne co może im na razie pomóc to domowe sposoby, które jedynie wyciszają objawy. Nie wspominając już o tym ile przez tę sytuację tworzy się teorii spiskowych odnośnie metod leczenia, co jedynie szkodzi ludziom. – To wszystko były poważne problemy, które jedynie jeszcze bardziej pogłebiały fatalną sytuację ich magicznej społeczności. – Dobrze rozumiem, że to projekt Ministerialny tak? Wiem, że to może głupie pytanie, ale jak pan sam rozumie moja praca polega na pomocy każdemu. Nie chciałbym hm… – Zawahał się na chwilę nie wiedząc jak ubrać w słowa coś co zapewne było jedynie paranoją. – Zależy mi aby lek mógł trafić do wszystkich po uczciwej cenie. Z całym szacunkiem, ale wolałbym uniknąc sytuacji, w której jakiś prywatny sponsor stawia niekorzystne dla naszego społeczeństwa warunki.
Chwalił jego pracę podczas Spalonej Nocy. To dobrze. Czyli nie chodziło o jakieś problemy w związku z tym. Chwalił też jego ogólną pracę. Doskonale. Czyli na pewno nie zrobił czegoś nielegalnego o czym nie miał pojęcia. Gdyby nie to, że nie był sam, to aż uśmiechnąłby się na tę myśl. On, Prewett, trafiający do więzienia za szemrany czyn, o którym nie miałby nawet pojęcia. Miał wrażenie, że przyniósłby tym wstyd swojej rodzinie, nawet jeśli przecież sam nie bawił się w takie rzeczy z wyjątkiem okazjonalnego chodzenie do kasyn.
A potem padła propozycja, a oczy Basiliusa błysnęły na znak zainteresowania i może też jakiejś ulgi, że chodziło o to. Na Matkę, a więc nie dość że wreszcie ktoś postanowił coś z tym kaszlem zrobić, to jeszcze mógł w tym pomóc. To brzmiało… Bardzo dobrze. Oczywiście nie byłby jednak sobą gdyby nie zadał kilku pytań.
– No cóż, to żaden sekret, że znane nam środki nie są w stanie poradzić sobie z tym kaszlem – zaczął powoli. – A ja nie jestem szczególnym entuzjastą tłumaczenia niewinnym ludziom, że jedyne co może im na razie pomóc to domowe sposoby, które jedynie wyciszają objawy. Nie wspominając już o tym ile przez tę sytuację tworzy się teorii spiskowych odnośnie metod leczenia, co jedynie szkodzi ludziom. – To wszystko były poważne problemy, które jedynie jeszcze bardziej pogłebiały fatalną sytuację ich magicznej społeczności. – Dobrze rozumiem, że to projekt Ministerialny tak? Wiem, że to może głupie pytanie, ale jak pan sam rozumie moja praca polega na pomocy każdemu. Nie chciałbym hm… – Zawahał się na chwilę nie wiedząc jak ubrać w słowa coś co zapewne było jedynie paranoją. – Zależy mi aby lek mógł trafić do wszystkich po uczciwej cenie. Z całym szacunkiem, ale wolałbym uniknąc sytuacji, w której jakiś prywatny sponsor stawia niekorzystne dla naszego społeczeństwa warunki.