Uśmiechnęła się krzywo – ach, więc to tak. Z rodziną często najlepiej wychodziło się na zdjęciach, coś o tym wiedziała i rozumiała jego bunt bardzo dokładnie, przecież sama nie tak dawno ostatecznie wyniosła się z rodzinnego domu (który zresztą tydzień temu przestał istnieć, bo spłonął doszczętnie, zostawiając tylko częściowo zawalone, spalone ruiny) po kolejnej kłótni z matką, która przelała czarę goryczy.
– Jak chcesz, wymieniałam tylko możliwości – i zresztą sama mu powiedziała, żeby nie brał nic z ramienia klubu, żeby się na jakiś czas przyczaić. – Ostateczna decyzja należy do ciebie, gdzie pójdziesz. Po prostu radzę to zrobić po cichu, na wszelki wypadek jakby twój prześladowca miał dostęp do takich danych jak adres zamieszkania – to też mocno mogło zawęzić grono ewentualnych podejrzanych, ale Lukas był bystry, więc nie powiedziała na głos tego, co wydawało jej się w tej sytuacji oczywiste.
– Okej, czyli ktoś miał dostęp pomiędzy wczorajszym wieczorem, a dzisiejszym porankiem. Kilkanaście godzin, ale może uda się zawęzić pole poszukiwań, nie jest jakoś bardzo szerokie – no bo ile osób mogło mieć tutaj dostęp przez noc? Sprawa była na pewno do sprawdzenia, tymczasem jednak Victoria nie zamierzała robić pięciu rzeczy na raz, bo skoro byli w szatni, to dobrze by było sprawdzić tropy tutaj, a te chcąc nie chcąc wszystkie prowadziły do tej szafki, którą koniecznie trzeba było sprawdzić.
– Ludzie piszą niektóre litery w charakterystyczny sposób. Porównać na pewno nie zaszkodzi – nawet jeśli były wypalone, ale to nie była sprawa na teraz. Niewiele ją zresztą obchodziło w tym momencie czy papiery były wypełnione jak należy – to znaczy o ile to, że nie były prawidłowo nie wpływało na całą tę sprawę w ten czy inny sposób. – Trzymacie miotły gdzie indziej? – dopytała jeszcze, no bo w gruncie rzeczy to się na tym nie znała. Rozumiała, że ta nie mieściła się w szafce. – To znaczy nie zabieracie ich ze sobą do domu? – tak jej się kojarzyło, że w szkole, ci co grali w drużynie i mieli swoje miotły, a nie te na stanie ze szkoły, to trzymali je w swoich dormitoriach, ale tutaj pewnie wszystkie miotły były wykupione przez klub. – No jeśli nic przy niej dzisiaj dziwnego nie wyczułeś, to raczej spada na koniec listy priorytetów – wymamrotała.
Podeszła do szafki i już złapała za drzwiczki, kiedy Lukas powiedział jeszcze jedno, a ona spojrzała na niego z pewnym zastanowieniem.
– No wiesz. Jak już do sprawy wzywany jest auror, to raczej nie dlatego, że animag nasrał wam do szatni w ramach kawału, tylko raczej dlatego, że sprawa jest grubsza – i nie chciała mówić na głos tego, co sobie przy tym jeszcze pomyślała: o tym, jak rozpisywano się o niej w gazetach od maja w kontekście Beltane i Limbo. Victoria była rozpoznawalna, była pokazywana na ulicach, ludzie gapili się na nią i szeptali, a nie była żadnym wziętym graczem quidditcha, za którego transfer zapłacono mnóstwo galeonów. Nie była naiwna i zakładała, że niektórzy zapewne już połączyli jej buźkę z nazwiskiem i artykułami w gazecie, nawet jeśli ostatnio się to trochę uspokoiło, bo były ważniejsze sprawy na tapecie. – Na twoje szczęście znam procedury. O szczegółach sprawy nie rozmawia się z postronnymi – ucięła te dywagacje, bo wiedziała jak wykonywać swoją pracę.
Znowu machnęła różdżką, tym razem skupiając swoje zaklęcie rozpraszające na szafce Lukasa.
// Rozpraszanie ◉◉◉◉○
Akcja nieudana
Słaby sukces...
Skrzywiła się przy tym wyraźnie i po czym westchnęła.
– Dobra, wyciągał swoje rzeczy ze środka. Sprawdzę wszystko od razu. Rozłóż je na podłodze – dodała, bo coś błyski jej zaklęcia opadły, zamigotały i szybko zgasły i miała podejrzenie, ze coś wpływa na jej zaklęcie, choć nie powinno mieć to miejsca.