— Na empatii. Bardzo ładnie podsumowanie — zgodziła się bez problemu. To jak Alice ubrała to ostatecznie w słowa, cóż, robiło jak najwięcej sensu. Współodczuwanie było podstawą sztuki, szczególnie kiedy miało się zamiar swoje emocje i przemyślenia posłać dalej w świat. Do tego należało zrobić to w odpowiedni sposób, może nie taki by ktoś nie miał co do twoje dzieła wątpliwości, ale już na pewno by to dzieło wzbudzało cokolwiek, zamiast pozostawiać widza bez jakichkolwiek przemyśleń na jego temat.
Spodziewała się, że każdy artysta chciał przede wszystkim jednej rzeczy, by jego sztuka została zrozumiana w ten jeden konkretny i najlepszy sposób. Ten, który on sam miał w głowie, gdy sięgał po swoje medium i tworzył. To było bardzo ładne pragnienie i Lyssa również je podzielała, ale mimo wszystko zdawała sobie sprawę z tego, że nie było to możliwe. Tak jak wiele było ludzi i charakterów, tak wiele było możliwych interpretacji i nawet jeśli była bardzo młodą osobą, zaczynała przekonywać samą siebie, że myślenie jest najlepszym co może innym zaoferować.
Kolejne pytania które zadała jej Bletchley, wprawiły ją w pewne zamyślenie. Dolohov obróciła w dłoniach swój kieliszek, który podobnie jak filiżanka herbaty stojąca przed Alice, zrobił się już pusty. Musiała się zastanowić, bo jak powiedzieć komuś obcemu, że współodczuwanie jest dla niej przede wszystkim niezwykle uciążliwe? Ludzie sami w sobie byli głośną, brzęczącą nieznośnie masą, która doprowadzała ją do bólu głowy. Dosłownie. Nie było w tym żadnego koloryzowania czy jakiejś dumnej wyższości nad gatunkiem ludzkim. Nie, za tym stwierdzeniem kryły się lata doświadczania choroby, która momentami całkowicie wyjmowała ją z rzeczywistości. Odcinała od niej, zatykała uszy i zamykała oczy, zatrzymując w miejscu, podczas gdy czas płynął dalej nieubłaganie. Dziewczyna nie lubiła tych momentów. Były skazą na jej wizerunku, od kiedy przyszła na świat i nawet jeśli niektórzy nie zwracali na to uwagi, ją drażniły. A co ważniejsze, nie chciała o tym rozmawiać.
— Myślę, że dla każdego jest to nieco inna droga. Jedni malują by oddać samych siebie, inni by naśladować wielkość mistrzów, którzy żyli dawno temu. W szkole najpierw uczyli nas techniki, zapewniając że na emocje przyjdzie jeszcze tak. Oglądaliśmy przeróżne obrazy, studiowaliśmy medium jakim zostały namalowane, kompozycję, a wreszcie i symbolikę. Powtarzano nam, że bez dobrego i solidnego warsztatu, ciężko będzie nam coś w życiu osiągnąć. Symboliczny aspekt malarstwa, czy sztuki ogólnie, zawsze mi się podobał. Opisuje to, co niewidoczne dla gołego oka. To, co może widzowi umknąć, jeśli nie pochyli się w odpowiedni sposób i nie zastanowi. Niektórzy, oczywiście, bardzo lubią dosłowność, ale… ale dla mnie nie ma w niej tego je ne sais quoi. Hm, tego czegoś — poprawiła się na końcu, nie będąc pewną czy Alice podłapie istotę tego o czym mówiła. — Niemniej jednak, myślę że można powiedzieć, że wciąż szukam tego co naprawdę mnie inspiruje i z czego najchętniej mogłabym czerpać w swoich pracach.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.