17.06.2026, 07:28 ✶
Cieplejszy podmuch na karku i delikatny ciężar na ramieniu spawiły, że mimowolnie delikatnie przechyliła głowę. Na dźwięk rozbawionego głosu Helloise powoli obróciła twarz w jej stronę, odchylajac głowę nieco do góry. Rondo jej kapelusza delikatnie przesunęło się po włosach Helloise. Spojżenie napotkało lśniące źrenice, w których majaczył refleks własnych tęczówek. Lewa brew paserki uniosła się nieznacznie, a usta wykrzywiły się w drapieżnym, zawadiackim uśmiechu. Pozwoliła, by ich spojrzenia splotły się podczas gdy palce oplotły delikatnie dłoń Helloise. — Dziękuję za przewodnictwo, moja droga. Wyprwy po Kniei, mimo całego swego niewątpliwego uroku, dostarczają pewnej powtórki z odrobiny pokory. — szepnęła melodyjnie, a jej głos, choć cichy, wibrował rozbawieniem.
Gdy ruszyły dalej, powolnym, niemal kołyszącym krokiem dyktowanym przez Helę, Ceolsige odwróciła głowę lekko w bok, nie przerywając jednak ich fizycznego kontaktu. Pytanie o kontrahentów wywołało u niej cichy, gardłowy śmiech. — Ach, Helloise, natura naszych czysto handlowych stosunków nigdy nie była klatką dla mojego postrzegania twojej osoby. Choć przyznam… — zawiesiła głos, a jej błękitne oczy rozbłysły dziwnym, niepokojąco poważnym światłem, kontrastującym z lekkim uśmiechem — …że podróż z tobą podsyca moje dawne podejżenia. Zaczynam się poważnie zastanawiać, jakie są szanse, że mam przeyjemność spędzać czas w towarzystwie uśpionego awatara samej Matki. Kimś, kogo zasiano między śmiertelników, pod postacią utalentowanej wiedźmy. - Jej ton był lekki, nadający treści wydźwieku żartobliwego komplementu, ale badawcze, przenikliwe spojrzenie, jakim przez dłuższą chwilę taksowała profil Helloise stało do niego w kontraście.
Dzięki oparciu w dłoni Heli, marsz stał się dla Ceolsige znacznie łatwiejszy. Dziewczyna z Nokturnu nie musiała już rozglądać się za kolejnymi pułapkami natury. Odsuwała gałęzie oszczędniej, niemal leniwie, bardziej z przyzwyczajenia niż z rzeczywistej potrzeby. Od czasu do czasu jednak, gdy zdradziecki, wilgotny mech uciekał spod jej obcasów, traciła na moment rytm kroków i odruchowo, mocniej zaciskała palce na dłoni Helloise.
Nie zuważyła kiedy gęstwina zacżeła się przeżedzać. Dopiero kiedy pomiędzy konarami pojawił się prześwit dotarł do niej charakterystyczny swąd dymu. Widok, który ukazał się ich oczom, był uderzająco ponury. Sporych rozmiarów polana ziała pustką – ziemia w tym miejscu była całkowicie jałowa, pozbawiona choćby jednego źdźbła trawy czy najmniejszego chwastu. W powietrzu unosił się ciężki, mdły i niepokojący zapach tłumiony do tej pory przez zapachy żywego lasu. Charakterystyczny, znajomy z Nokturnu zapach czarnej magii unosił się nad ziemią polany przed nimi. Ceolsige rzuciła okiem na ponury krajobraz, po czym przeniosła wzrok na Helloise.
- Podania mają irytujący zwyczaj wybielania postaci i mącenia prawdy, moja droga. - Ton przybrał zdecydowanie powazniejszą barwę ale palce cały czas trzymały deliaktnie dłoń Hellose. - Sir Wilhellm był wojownikiem, a według podań schowana tu zostałą jego broń. Nie chciałabym rozbudzac nadmiernej nadziei ale widywałam kryjówki, które po usunięciu ich zawartości ponownie zasiedlało życie. - Uśmiechneła się ciepło do wiedźmy z odrobiną szczerej wdziecnzości za jej wczesniejszą deklarację. Puścia jje dłoń i odpieła torbę. Wyjęła z nich wczesniejszy plik notatek i po pobierznym przejżeniu spojżała ponownie na polanę.
- Musimy wyznaczyć środek i wrysować tam "X" odpowiednich rozmiarów byśmy mogły stanąć na jego końcach trzymając się za ręce.
Gdy ruszyły dalej, powolnym, niemal kołyszącym krokiem dyktowanym przez Helę, Ceolsige odwróciła głowę lekko w bok, nie przerywając jednak ich fizycznego kontaktu. Pytanie o kontrahentów wywołało u niej cichy, gardłowy śmiech. — Ach, Helloise, natura naszych czysto handlowych stosunków nigdy nie była klatką dla mojego postrzegania twojej osoby. Choć przyznam… — zawiesiła głos, a jej błękitne oczy rozbłysły dziwnym, niepokojąco poważnym światłem, kontrastującym z lekkim uśmiechem — …że podróż z tobą podsyca moje dawne podejżenia. Zaczynam się poważnie zastanawiać, jakie są szanse, że mam przeyjemność spędzać czas w towarzystwie uśpionego awatara samej Matki. Kimś, kogo zasiano między śmiertelników, pod postacią utalentowanej wiedźmy. - Jej ton był lekki, nadający treści wydźwieku żartobliwego komplementu, ale badawcze, przenikliwe spojrzenie, jakim przez dłuższą chwilę taksowała profil Helloise stało do niego w kontraście.
Dzięki oparciu w dłoni Heli, marsz stał się dla Ceolsige znacznie łatwiejszy. Dziewczyna z Nokturnu nie musiała już rozglądać się za kolejnymi pułapkami natury. Odsuwała gałęzie oszczędniej, niemal leniwie, bardziej z przyzwyczajenia niż z rzeczywistej potrzeby. Od czasu do czasu jednak, gdy zdradziecki, wilgotny mech uciekał spod jej obcasów, traciła na moment rytm kroków i odruchowo, mocniej zaciskała palce na dłoni Helloise.
Nie zuważyła kiedy gęstwina zacżeła się przeżedzać. Dopiero kiedy pomiędzy konarami pojawił się prześwit dotarł do niej charakterystyczny swąd dymu. Widok, który ukazał się ich oczom, był uderzająco ponury. Sporych rozmiarów polana ziała pustką – ziemia w tym miejscu była całkowicie jałowa, pozbawiona choćby jednego źdźbła trawy czy najmniejszego chwastu. W powietrzu unosił się ciężki, mdły i niepokojący zapach tłumiony do tej pory przez zapachy żywego lasu. Charakterystyczny, znajomy z Nokturnu zapach czarnej magii unosił się nad ziemią polany przed nimi. Ceolsige rzuciła okiem na ponury krajobraz, po czym przeniosła wzrok na Helloise.
- Podania mają irytujący zwyczaj wybielania postaci i mącenia prawdy, moja droga. - Ton przybrał zdecydowanie powazniejszą barwę ale palce cały czas trzymały deliaktnie dłoń Hellose. - Sir Wilhellm był wojownikiem, a według podań schowana tu zostałą jego broń. Nie chciałabym rozbudzac nadmiernej nadziei ale widywałam kryjówki, które po usunięciu ich zawartości ponownie zasiedlało życie. - Uśmiechneła się ciepło do wiedźmy z odrobiną szczerej wdziecnzości za jej wczesniejszą deklarację. Puścia jje dłoń i odpieła torbę. Wyjęła z nich wczesniejszy plik notatek i po pobierznym przejżeniu spojżała ponownie na polanę.
- Musimy wyznaczyć środek i wrysować tam "X" odpowiednich rozmiarów byśmy mogły stanąć na jego końcach trzymając się za ręce.