17.03.2023, 09:24 ✶
- Taa… Całkiem możliwe – mruknęła w odpowiedzi, wpatrując się przed siebie, nim nie odwróciła wzroku na bok, chcąc obserwować okolicę. - Ale mam nadzieję, że jednak nie będzie tutaj wieczorem, kiedy ludziom już całkiem zacznie odbijać – bo nie oszukujmy się. To nie było święto dla dzieci! Póki co działy się dziwne rzeczy jak jakieś atramentowe stwory z rysunków, ale jak się gawiedź zrobi w nastroju i zaczną uciekać między drzewa parkami, albo kombinacjami geometrycznymi, to nastrój zupełnie się zmieni.
- Rookwooda? – brzmiała na odrobinę zdziwioną, bo nie spodziewała się o nim dzisiaj słyszeć. Chestera Rookwooda rzecz jasna znała, ostatecznie… był jej rodziną od strony matki, ale nie byli ze sobą blisko – to różnica pokoleń i rodzinnych koligacji, ostatecznie nie byli żadną bliską rodziną. - Nie jakoś dobrze – stwierdziła, lekko wzruszając na to ramionami. Technicznie to był jakiś jej wuj, ale nie zwracała się tak do niego. - Jest trochę za stary na to, żeby być w kręgu moich znajomych – to jest: bliskich znajomych.
Kiedy jej koło zatrzymało się na czerwonym, tylko zmrużyła oczy. Nie dlatego, że od razu uznała to za oszustwo, a dlatego że po wyciągnięciu… nagrody pocieszenia, w jej ręce wpadła za krótka spódniczka Brygadzistki i kajdanki. Puchate.
- Co to za… – warknęła pod nosem, zupełnie nieświadoma że reszta rzeczy jakie się stamtąd wyciąga jest równie wątpliwa i najeżona podtekstami. - Gówno – dokończyła, kiedy już się namyśliła co do tego, jakiego słowa chciała użyć. Odsunęła się rzecz jasna, żeby zrobić miejsce Mavelle, a kiedy ona wyciągnęła czekoladki, to tylko uniosła wyżej brwi.
Zdaje się że były gotowe do tego, by odejść, bo kolejka do koła faktycznie zrobiła się spora. I jeszcze był tu koń… którego Victoria wolała po prostu zignorować i udawać, że go tu wcale nie ma.
- Rookwooda? – brzmiała na odrobinę zdziwioną, bo nie spodziewała się o nim dzisiaj słyszeć. Chestera Rookwooda rzecz jasna znała, ostatecznie… był jej rodziną od strony matki, ale nie byli ze sobą blisko – to różnica pokoleń i rodzinnych koligacji, ostatecznie nie byli żadną bliską rodziną. - Nie jakoś dobrze – stwierdziła, lekko wzruszając na to ramionami. Technicznie to był jakiś jej wuj, ale nie zwracała się tak do niego. - Jest trochę za stary na to, żeby być w kręgu moich znajomych – to jest: bliskich znajomych.
Kiedy jej koło zatrzymało się na czerwonym, tylko zmrużyła oczy. Nie dlatego, że od razu uznała to za oszustwo, a dlatego że po wyciągnięciu… nagrody pocieszenia, w jej ręce wpadła za krótka spódniczka Brygadzistki i kajdanki. Puchate.
- Co to za… – warknęła pod nosem, zupełnie nieświadoma że reszta rzeczy jakie się stamtąd wyciąga jest równie wątpliwa i najeżona podtekstami. - Gówno – dokończyła, kiedy już się namyśliła co do tego, jakiego słowa chciała użyć. Odsunęła się rzecz jasna, żeby zrobić miejsce Mavelle, a kiedy ona wyciągnęła czekoladki, to tylko uniosła wyżej brwi.
Zdaje się że były gotowe do tego, by odejść, bo kolejka do koła faktycznie zrobiła się spora. I jeszcze był tu koń… którego Victoria wolała po prostu zignorować i udawać, że go tu wcale nie ma.